Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 20 min czytania

Broń Hragtona

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Broń Hragtona

Dawno temu w czasach beznadziejnej pustki. Gdy słońce, jeszcze mocno nie świeciło, bo dopiero, co wchodziło na swoje miejsce w kosmosie. Na małych planetach wokół Słońca, budziło się życie, które było narazie pierwotne, ale już zaczynało swe podboje niszcząc innych w okolicy. Na małej planecie zwanej Ciemniantoria. Zaczyna się nasze wspaniałe opowiadanie. Gdy dnia 138 po wejściu słońca na swe stałe miejsce, w którym już miało być przez wieki. Na Ciemniantorii, niby ludzie tam mieszkający wstawali i zaczynali swój codzienny trud życia i zdobywania pożywienia. W małej chacie, niedaleko głównego rynku wsi zwanej Turdygandel, narodził się nasz bohater, mały niby chłopczyk nazwany Hragton. Jego rodzice, byli prostymi niby ludźmi, ale jego wuj, był wielkim wojem i to po nim nasz malec, odziedziczył siłę, którą już zachwycił rodziców po narodzinach. Gdy wstali oni rano, jak zawsze matka zajrzała do kołyski syna. Jakiż był jej okrzyk przerażenia, gdy nie zastała tam swego synka. Mężu, nie ma naszego syna szybko przyjdź do mnie-rzekła przerażona kobieta. Mąż jej Friatus, przyleciał jak tylko mógł najszybciej. Co się stało kochanie, gdzie jest nasze dziecko-powiedział Friatus. W tym momencie dobiegł ich krzyk dziecka, a potem długi śmiech. Wyjrzeli przed chatę. Ich zdziwienie było ogromne, tym, co ujrzeli. Na podwórku przed chatą, stał ich mały 2,5 letni synek Hragton, a przed nim leżał martwy stwór małpopodobny. Rodzice podbiegli do chłopca i przytulili go do siebie. Synu nic Ci się nie stało-spytała matka. Choć chłopczyk jeszcze nie umiał mówić, matka poznała, że nic mu nie jest. Ojciec spojrzał na martwe zwierzę i powiedział. Jesteś zuchem synu, wyrośnie z Ciebie chłop potężny i waleczny jak twój wuj Pydron. Potem zabrali syna do chaty, a ojciec postanowił zrobić coś z martwego zwierza. A akurat zbliżał się czas obiadu. Potrawa była wyśmienita, a po zjedzeniu obiadu wszyscy udali się na spoczynek. Spoczynek w rodzinie naszego bohatera trwał zaledwie trzy godziny. Po tym czasie pierwsza obudziła się matka Hragtona. Była to młoda, miła niby kobieta w wieku 29 paru lat, o imieniu Kleoptra. Pochodziła z rodu Kreofryngów, ale jej ród nie należał, do zamożnych rodzin. Gdy, tylko się obudziła po odpoczynku, zabrała się jak to kobieta do pracy w kuchni. Tymczasem ojciec Hragtona, który już wyszedł na dwór, zajął się rąbaniem drwa na opał. W tym czasie na naszej planecie i w krainie, gdzie żył Hragton trwała piękna wiosna. Rozkwitały kwiaty, pojawiały się rosiczki, drzewa się zieleniły, a ptaki śpiewały. Czas to był na zabawę i radość, ale nie dla naszego małego bohatera. Jego wuj Pydron, a brat jego ojca, wraz z Friatusem jego ojcem, postanowili zacząć, edukować chłopca od najmłodszych lat i uczyć go sztuki władania bronią laserową. Str. 2 Friatus właśnie kończył rąbać drwa na opał, gdy zjawił się jego brat Pydron. Witaj drogi bracie-powiedział Pydron. Co Cię do mnie sprowadza-odpowiedział Friatus, odkładając siekierę. Przywitali się serdecznie, jak to bracia. Podali sobie dłonie i mocno się uściskali. Przyszedłem do Ciebie, w sprawie nauki chłopca. Chce go zabrać tam, gdzie ja się uczyłem, jak pamiętasz-powiedział Pydron. Ale on ma dopiero 2,5 roku bracie, pozwól mu się jeszcze pobawić-powiedział trochę ostro Friatus i zmarszczył brwi. Pydron, jednak był zawzięty. On sam nie miał dzieciństwa, takiego jak każde zwykłe dziecko. Już mając trzy lata, ojciec próbował nauczyć go władania mieczem i postaw prawdziwego woja, na jakiego i on, był wychowany przez swojego ojca, a dziadka Pydrona. Zastanawiał się długo i rozmyślał, co zrobić, aby przekonać brata, do słuszności swojego zdania. Wiedział również, że i Kleoptra nie puści malca, tak szybko, aby już zaczął się szkolić i przebywać w środowisku prawdziwych wojowników. On w wieku 12 lat, znał już prawdziwe postawy, uniki, i prawidłowe działanie lasera tak, aby powalić przeciwnika w jak najmniejszej ilości strzałów. Stał tak jeszcze zamyślony, gdy w wtem z domu wyszła Kleoptra. Zobaczywszy Pydrona, bardzo się ucieszyła i podbiegła się z nim przywitać. Pydron, jak na wojownika z zasadami przystało, przywitał serdecznie bratową ucałowawszy ją w dłoń, a następnie składając pocałunek na jej policzku. Witaj Kleoptro- powiedział z uśmiechem, chcąc ukryć powód, dla jakiego tu przybył. Nie zamierzał narazie mówić Kleoptrze o powodzie swojego przybycia, dopóki nie rozmówi się z bratem. Friatusie, dlaczego nie zaprosisz brata do domu-powiedziała Kleoptra spoglądając na męża. Tak proszę wejdź bracie do domu, napijemy się i porozmawiamy-powiedział trochę zaskoczony Friatus. W tym czasie obudził się mały Hragton. Bardzo się ucieszył widząc wujka, którego darzył miłością. Str. 3.

Weszli wszyscy razem do chaty. Panował tu ład i porządek. Mały Hragton bawił się swoim zrobionym z drewna laserem i atakował leżącego misia. Chata wyglądała na dużą, miała obszerną kuchnię z dużym stołem. Salę dla przyjmowania znajomych. Sypialnię rodziców Hragtona. Spiżarnię oraz schowek na podręczne rzeczy. Znajdował się tu także pokój małego Hragtona i jego zabawki, oraz niektóre rodzaje broni, aby mały oswajał się z tym, że będzie wojownikiem. Witaj Mały wojowniku-powiedział Pydron do bawiącego się radośnie Hragtona. Pogłaskał go po głowie i rzekł- to będzie wielki wojownik, już widać w nim siłę ogromną i zacięcie, jakie ja miałem będąc dzieckiem jeszcze. Usiedli wszyscy za stołem, a Kleoptra zajęła się podawaniem posiłku dla gościa. Friatus w tym czasie udał się do piwniczki, po niewielką beczułkę wina własnej roboty, aby godnie ugościć brata. Długo go nie było i Kleoptra zaczęła się martwić, co się z nim stało. Powiedziała do Pydrona-Wybacz, że Cię o to proszę, ale czy nie udałbyś się do piwniczki zobaczyć, co z Friatusem, tak długo go nie ma.

Str.4 Przecież wiesz, że zawsze możesz polegać na mnie- odpowiedział jej ten rosły i silny mężczyzna. Udał się następnie stromymi schodami w głąb ciemnej i zimnej piwniczki. W powietrzu unosił się kurz i pył, a także intensywny zapach świeżej krwi. Pydron skręcił w wąski korytarzyk prowadzący do skrytki, w której gospodarze trzymali wino i szedł pospiesznym krokiem. Dobrze, że miał ze sobą lampę naftową, w przeciwnym razie utonąłby w mroku tego odpychającego miejsca. Kiedy dobrnął do końca, zdziwił się bardzo widząc Friatusa leżącego bezwładnie na ziemi. Z jego uda sączyła się krew, ale to nie była zwykła rana. Nie mógł skaleczyć się w taki sposób, ani też żadne ze znanych im zwierząt nie potrafiłoby zostawić po sobie takiego śladu. Tajemnicza dziura w nodze przeraziła ich obu. Str. 5 Co się stało bracie-powiedział Pydron. Następnie dodał-Co ci jest, kto lub, co Cię zaatakowało. Przerażony Friatus nie mógł wydać z siebie głosu, próbował coś wskazać ręką, a wyraz twarzy miał bardzo wystraszony, oczy osłupiałe widać działał już na niego jakiś jad, który prawdopodobnie dostał się do rany. Pydron próbował pomóc bratu się podnieść, ale ten opadał bezwładnie na ziemię. Pomyślał w końcu, chyba Cię tu na chwilę zostawię i pójdę po pomoc. Mam nadzieję, że nic Ci się już nie stanie-powiedział do brata Pydron. Odchodził z wolna z powrotem do wejścia, gdy wtem coś usłyszał. Było to jakieś chrobotanie za ścianą. Zastanowił się i wrócił do brata, trudno nie zostawię Cię tutaj samego pomyślał. Wziął Friatusa na plecy i powoli posuwał się w stronę wejścia. Szedł po omacku, bo lampa nie była już dla niego ważna, liczyło się tylko życie jego brata. Pydron myślał też o małym Hragtonie. Co z nim będzie, gdy jego ojciec nie przeżyje. Szedł tak powoli i cały czas myślał, co to mogło być za drapanie. Tymczasem na górze Kleoptra odchodziła od zmysłów i chociaż wezwała już sąsiadów, ale że szybko nie przychodzili to coraz bardziej się denerwowała. Str. 6 Wreszcie usłyszała powolne kroki i ciężki oddech swojego szwagra. Podbiegła, czym prędzej do drzwi od piwniczki i uchyliła je. Ku jej zdziwieniu Pydron niósł na swoich barkach jej męża. Otworzyła szeroko usta, próbując coś powiedzieć, ale od tego zamiaru odwiódł ją szwagier: - Droga Kleoptro, kiedy znalazłem się wewnątrz i odnalazłem brata mego, leżał on bezwładnie w kałuży własnej krwi i nie mógł wydobyć z siebie słowa. To mówiąc położył brata na szerokim fotelu. - Jakaś dziwna siła musiała zostawić na jego nodze swój znak, bo podobnego w życiu nie dane mi było widzieć. - Ale co.. jak.. - Kobieta rozpłakała się. Płakał tez mały Hragton, więc matka przytuliła go do swojej piersi. - Musimy wezwać Verdaza. Jest wielkim magiem i znachorem, bez jego pomocy nie uda nam się uporać z tą raną - poradził Pydron. - Pobiegnę do niego ile sił w nogach, a Ty zaopiekuj się Friatusem proszę. Położę syna do jego kojca i wyruszam w drogę, to tylko godzina w jedną stronę. Odrzekł jej mężczyzna - Bądź pozdrowiona i uważaj na siebie Kleoptro. Wybiegła szybko, nie baczyła na niedomknięte drzwi. Ważne było, aby jak najszybciej sprowadzić pomoc dla rannego męża. Gdyby została sama na świecie, bez podpory, jaką miała we Friatusie, trudno byłoby jej uporać się ze wszystkimi przeciwnościami losu. Str. 7 Nie opodal kałuży z krwi leżał niewielki niebieski kieł. Delikatnie się poruszył. Krew cieniutką stróżynką popłynęła w jego kierunku, a gdy tylko go dotknęła zaczęła znikać. Z kła wysunęły się korzenie i wbiły w ziemię. Kleoptra biegła ile sił, tak zajęta swoimi myślami, iż nie zauważyła nadjeżdżającej kawalerii. Gdy spostrzegła, co zaraz się stanie wyszeptała - Eldoro. Jeden z rycerzy poderwał ją szybko do góry i posadził na grzbiecie rumaka. - Mogłaś zginąć, masz szczęście, że spojrzałem w tę stronę. Dziwnie wyglądasz, czy coś się stało? Kleo straciła przytomność.

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Broń Hragtona — czytnik · opowiadania