Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

zbrodnia · 6 min czytania

Brutal

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Gdyby zapytać Maurycego Szurana, gdzie był tego popołudnia, odpowiedziałby że gdzieś daleko, z Janką. W rzeczywistości siedział za kierownicą wysłużonego fiata, ciągnąc za sobą tumany kurzu na drodze pośrodku niczego. Prowadził półprzytomnie; choć patrzył przed siebie w skupieniu, widok zasłaniała mu kobieta w czarnym lub szarym żakiecie. Mówiła do niego, ale nie potrafił jej usłyszeć. Prosiła go o coś przed wyjściem. Zatrzymał wóz przy betonowej bryle wyrastającej spomiędzy suchych krzewów. Wydostał z bagażnika plecak, a zarzuciwszy go sobie na ramię wyjął też magnetofon i składany zydelek. Tak objuczony niezdarnie zatrzasnął klapę i zanurzył się w ciemnościach bunkra. Zszedł po obrośniętych trawą schodach, depcząc po odłamkach szkła i wytartych kapslach. Wytężając wzrok dostrzegł czarną sylwetkę kulącą się w kącie malowanego mrokiem pomieszczenia. Istota pochrapywała, nieświadoma jego przybycia. Maurycy odstawił graty. Przez chwilę rozważał możliwości działania. Gdy zdecydował, pokiwał głową i podniósł metalowe krzesełko. Wystarczyłoby pchnięcie, ale nie potrafił się opanować - zdzielił mężczyznę po plecach, drugi raz, trzeci. Wierzgająca postać przeturlała się w przeciwległy kąt, a Szuran otarł zaślinioną wargę. - Obudziłem cię? - mruknął, myślami znów błądząc gdzieś indziej. Strach w spojrzeniu mężczyzny zastąpiła nienawiść, a zatem ich stosunki wróciły do normy. Maurycy rozłożył zydelek i usiadł. Ten drugi doczołgał się do żelaznej miski; pociągnął łyk wody przez wystającą spod knebla słomkę. Z trudem usiadł pod ścianą. Wpatrywali się w siebie w oczekiwaniu. Po chwili Szuran dźwignął się z krzesła i zerwał taśmę z ust więźnia. Wyłuskał z pomiętej paczki papierosa, wcisnął "Rec" na magnetofonie. - Skończyłeś na przeprowadzce - podpowiedział. - Wypuść mnie, zabij albo spierdalaj. Ja się w to dłużej nie bawię. Maurycy zmusił się do uśmiechu. - Nie, nie, to zupełnie nie tak. Przecież nie chcę cię zabić. W tej chwili robię wszystko co mogę, żeby nie rozpierdolić ci łba o ścianę. To nie takie łatwe. Sam zobacz, do czego mnie zmuszasz. Sięgnął do plecaka i od strony lufy pokazał mu wyciągnięty pistolet. - Nigdy nikogo nie skrzywdziłem - powiedział - bo jestem dobrym człowiekiem. Nadal chciałbym nim być. Mam nadzieję, że mi w tym pomożesz. - Wypuścisz mnie? - zdziwił się tamten. - Nie wypuszczę. - Zabijesz? - Nie wiem. Mężczyznę ugryzła ciekawość. - Dlaczego? - zapytał złośliwie. - Sumienie cię gryzie? Nie chcesz być taki jak ja? Szuran ze spokojem uniósł dłoń, przesłaniając widok na więźnia czarną lufą pistoletu. - Jesteś kurwą, która zabiła bezbronną kobietę. Cokolwiek ci zrobię, nie będziemy ani trochę podobni. Mów. Skończyłeś na przeprowadzce. Miałeś dwadzieścia dwa lata.

* * *

Zatrzymał nagrywanie. Opowieść mordercy kończyła się tam, gdzie jego miała początek.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%