Filozofia · 9 min czytania
Brutalne życie współczesne...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Słońce wisiało już wysoko na sklepieniu niebieskim i znacznie dawało odczuwać swoje promienie na powierzchni Ziemi. Tak piękny dzień, bez choćby jednej maleńkiej chmurki trwał już dobre parę godzin w niewielkim miasteczku. On też tam mieszkał… Chłopak, którego zmienił świat, a konkretniej ludzie nie uznający żadnych zasad, żadnych zahamowań. Dla nich bowiem istniały jedynie prawa, które przemawiały na ich korzyść. Nieletni, niewychowani, bez rodziców i domu. Zapomniani przez świat, zepchnięci na margines społeczeństwa. A przecież byli, mieli być… Zwykłymi nastolatkami… Powinni chodzić do szkoły, starać się, przynosić chlubę swoim opiekunom, dawać coś od siebie, pomagać sobie nawzajem. On taki był… Przykładny siedemnastolatek. Przeciętny uczeń ze zwykłymi kolegami. Mający jedną siostrę i normalnych rodziców. Całkowicie zwykły. Niczym się nie wyróżniający. Młody. Nieznany. Miał mieć ułożone życie, normalne jak większość ludzi, o których nikt nie mówi… Miał być zwykłym pracownikiem w zwykłej, szarej działalności, zarabiając na swoje utrzymanie i tych, którzy zyskiwali na cudzej pracy. Jednak w tej ,,dojrzałej”, młodej głowie tliły się ostatki marzeń… Marzeń, które ma każde dziecko, każdy jeden człowiek. Niestety z czasem przytłoczeni ciężarem codzienności, otaczającej bezwzględności tracimy nadzieje… Nadzieję na spełnienie pragnień. Tak i on już ją tracił. Z każdym dniem coraz bardziej, coraz szybciej. Tak powinno być? Nikt nie potrafił mu na to odpowiedzieć. Jego nawet nikt nigdy nie zapytał o marzenia… Tego dnia, kiedy temperatura sięgała dwudziestu stopni, a uczniowie powoli wychodzili ze szkół… Jego młodsza siostra, która liczyła zaledwie trzynaście lat właśnie żegnała się z koleżankami. Usiadła jak zwykle, jak w każdy piątek na ławce czekając na swojego zwykłego brata. Przyszedł. Jak zwykle punktualnie z grymasem, że musi nadrabiać drogi, by ją odebrać, gdyż rodzice wciąż pracowali. Jak zwykle intensywnie. - Możemy iść. Kroczyli w ciszy i w spokoju przez niemal puste ulice w stronę swojego zwykłego domu. - Jakoś dziwnie się czuje – zaczęła rozmowę po przejściu mniejszej części drogi. - Co ci jest? Dziewczynka nie wiedziała, a może to damska intuicja jej podpowiadała; Żeby uciekać? Żeby zawrócić? Że czyha na nich niebezpieczeństwo? - Nie wiem. Jakoś… Jakoś nie fajnie mi jest. – nie potrafiła znaleźć odpowiednika dla uczucia jakie nią opanowywało. Nagła niepewność, strach, słabość. Chwycił ją za rękę, to przecież był jej brat… Zza rogu Oni już wypatrywali. Obserwowali bacznie swoją nową ofiarę. Tym razem miała nią być dziewczynka. Niewinna, niczym nie szkodząca nikomu… Zwykła, której krzywdą nikt się nie przejmie, o której wszyscy, oprócz niej samej i jej rodziny; zapomną… Taka kolei losu? Nie. Taka ludzka mentalność… Wyszedł najpierw jeden, a za nim wyłonił się drugi… Stanęli na drodze szarego rodzeństwa, wracającego ze szkoły. - Cześć – powitanie chłopaka z kastetem w dłoni. Patrzył pogardliwie na starszego brata i z intrygą na młodą panienkę. Ubrani w kaszkiety, podarte dżinsy, firmowe adidasy i poplamione krwią koszulki. Starszy brat widział jedynie dwójkę. To jeszcze nie było wielkim problemem, aczkolwiek znał tę bandę. Nie osobiście, ale z plotek, z opowiadań, czasem jak zrobili większy napad to z gazet. Jednak policja nic z tym nie robiła. Miasteczko było małe i jeśli był szum to tylko przez chwile, później wszystko wracało do normy… Natychmiast ścisnął mocniej rękę siostry, zrobił krok w tył i nawrócił się, jednak za nim stało jeszcze trzech. Wyrzucił swój portfel przed nogi pierwszego, najwyższego. - Nie mamy nic więcej. Przysięgam. – głos mu drżał, a ręce mimowolnie się pociły. Nieznajomy podniósł portfel, przejrzał. Było w nim zaledwie dwadzieścia złotych. - Nie wiele. Ledwie na fajki wystarczy. – wyrzucił z pogardą w głosie. - Ale my naprawdę więcej nie mamy. – starał się wyglądać na zdecydowanego, ale strach czający się w jego oczach wyjawiał wszystko… - Nie masz więcej? To… - chwila milczenia, po chwili na jego twarzy pojawił się