Thriller · 3 min czytania
bumerangi, czyli nic bez przyczyny
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rudowłosa dziewczyna, młoda jeszcze, leżała na środku ulicy z roztrzaskaną czaszką. Była nieprzytomna. Otaczała ją kałuża lepkiej, niemalże brunatnej krwi. Przechodnie krzywili się na jej widok z lekkim niesmakiem. Matki zasłaniały kilkuletnim dzieciom oczy. Wszyscy gdzieś się spieszyli. Gdyby Bóg spytał ich, dlaczego nie udzielili jej pomocy, wykręciliby się pewnie brakiem czasu. Albo tym, że wokół było pełno innych ludzi, którzy mogliby się tym zająć. Zresztą, kierowca, który ją potrącił również nie stanął. A przecież leżało to w jego moralnym obowiązku. Mała, bezdomna dziewczynina nie była zresztą nikim na tyle ważnym, by zająć się jej osobą. Zaraz, zaraz... jeden mężczyzna przystanął nad jej bezładnie leżącym ciałkiem. Uważnie przyjrzał się jej twarzy, jakby coś sobie chciał przypomnieć. Uzmysłowić. Wyjął z kieszeni telefon komórkowy, gdzieś zadzwonił. W międzyczasie zajął się stosowaniem pierwszej pomocy. W końcu pojawiła się karetka. Dwaj sanitariusze w czerwonych kamizelkach położyli dziewczę na nosze. Mężczyzna również usadowił się w pojeździe. Pojazd odjechał na sygnale tak głośnym, że przechodnie niektórzy odruchowo się żegnali. Kilkoro gapiów, zainteresowanych sytuacją, rozeszło się, powracając do swoich codziennych zajęć. Lipcowe słońce leniwie przygrzewało. Było cudowne, ciepłe lato.…