Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

historia · 15 min czytania

Bunkier

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Mężczyzna siedział na krześle. Miał zakrwawione usta, złamany nos i podbite oko. Cuchnął wódką. Obok niego stało kilku funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa oraz niewysoki człowiek z niechlujnie obciętymi, czarnymi włosami. Zakrwawiony mężczyzna przyglądał się mu z nienawiścią. Zdrajco! - warknął. - Podły zdrajco! Kapitan ci ufał, a ty go zdradziłeś. Zawsze miał o tobie dobre zdanie. A ty, "Hardy" wykorzystałeś jego zaufanie. Ja nic nie powiem. Nie dowiecie się, gdzie przebywa kapitan. "Hardy" uśmiechnął się złowieszczo. Powiesz, powiesz! - parsknął. Nie odzywaj się! Jak mogłeś? Byłeś jednym z ulubionych żołnierzy kapitana... Gdybym był jednym z jego ulubionych żołnierzy, to nie traktowałby mnie w taki sposób! - krzyknął "Hardy". - Ciągle mnie poniżał, miał do mnie wyrzuty, zwracał mi uwagę! A UB zaoferowało sporą sumę za zdradzenie go! Naprawdę sporą. Dlatego spiłem cię wódką i wezwałem UB! Po to, by wycisnęli z ciebie informacje o kryjówce kapitana, "Babinicz" Ty Kanalio! - warknął "Babinicz". Wstał z krzesła i ruszył ku zdrajcy. Nagle otrzymał cios pięścią w twarz od jednego z ubeków. Upadł na podłogę, lecz po chwili wstał i zamachnął się na ubowca, który go uderzył. Ten odskoczył i wymierzył "Babiniczowi" zgrabnego kopniaka. Noga ubeka trafiła żołnierza w brzuch. Chciał się rzucić na ubowca, lecz powstrzymał go dowódca UB. Wyciągnął z kieszeni munduru niewielki pistolet. Siadaj! - nakazał "Babiniczowi". - I gadaj! Mów wszystko co wiesz! Bo mnie zastrzelisz? - zaśmiał się żołnierz. - Proszę bardzo! Możesz mnie zabić! Od martwego nie uzyskasz żadnych informacji. Nie zastrzelę cię! - warknął ubowiec. - Postrzelę cię w rękę, później w nogę! Zobaczymy jak długo wytrzymasz! Długo – powiedział "Babinicz". W takim razie nie pozostaje nam nic innego, jak ponowne użycie siły. Bróda, naucz go posłuszeństwa! Ubek Bróda podszedł do siedzącego "Babinicza". Nim ten wstał, przewrócił krzesło. Żołnierz upadł na ziemię i próbował wstać. Bróda zasadził mu kopniaka w plecy, żołnierz jęknął. Ubowiec złapał go za ramiona i podniósł, a następnie strzelił pięścią w twarz. "Babiniczowi" udało się utrzymać równowagę. Teraz on zaatakował. Uderzył ubeka w brzuch, tak mocno, że Bróda przewrócił się na podłogę. Nie wstał już. Babinicz stanął na nim i wymierzył mu kopniaka w głowę, a ten stracił przytomność. Cholera! - wrzasnął dowódca ubowców. - Na niego, chłopaki. "Babinicz" próbował uciekać, lecz ubecy dorwali go. Dwóch go przytrzymało, a dowódca wziął pałkę ze stołu i zaczął lać go nią po całym ciele. Po minucie "Babinicz" był cały w siniakach, zakrwawiony. Ryczał z bólu. Dowódca uderzył go w brzuch i odłożył pałkę. Następnie kazał posadzić go na krześle i wyjął z kieszeni szczypce. Pożegnaj się z paznokciami, Babnicz, czy jak tam masz na pseudonim. - zaśmiał się, Ubecy wciąż trzymali "Babinicza", a dowódca za pomocą szczypiec wyrywał mu paznokcie. Żołnierz ryczał z bólu. "Hardy" przyglądał się temu z drwiącym uśmieszkiem. Kapitana czeka to samo! - warknął. Nie! - krzyczał "Babinicz". Chcesz uwolnić się od cierpień? - spytał "Hardy". - To powiedz gdzie przebywa kapitan. Mogę ci powiedzieć tylko dwa słowa! - warknął żołnierz. - Odpieprz się! Ale po chwili ryknął. Kolejny paznokieć został wyrwany przez dowódcę ubowców. Czuł straszny ból. Wrzeszczał i darł się na cały pokój. Całe szczęście, że był spity wódką i to choć trochę zmniejszało jego ból. Dowódca wyrywał paznokieć po paznokciu, aż wreszcie "Babinicz"nie wytrzymał. Powiem wam! - warknął. - Ale zabijcie mnie, nie męczcie mnie już! Za zdradę powinienem umrzeć! Zgoda – mruknął "Hardy", widocznie nie przekonany. - Gadaj i nie próbuj zmyślać. Kapitan ukrywa się w Dąbrówce! Na gospodarstwie Lisowskich! Tam pod stodołą jest schron! Granaty nic nie zrobią! A kapitan nie wyjdzie.... Dobra, wiemy wszystko! - krzyknął "Hardy". - Idziemy, chłopaki! A ciebie nie zabijemy! Ubowcy wyszli z domu, zostawiając skatowanego żołnierza na krześle. "Babinicz" zaczął płakać. Zdradził, gdzie przebywa dowódca. Musi go ostrzec! Wstał i padł na ziemię. Był wyczerpany.

...

Był 20 maja 1949 roku. Kapitan siedział na ławce, na podwórku wraz ze starszym mężczyzną, może pięćdziesięciolatkiem. Gawędzili sobie o starych, dobrych czasach, przed wojną, która jeszcze się dla nich nie skończyła. Kapitan prowadział ciągłą walkę z komunizmem. Teraz kazał wybudować bunkier w stodole pana Lisowskiego, który właśnie z nim rozmawiał. Uważał, że jest bezpieczny, bo nikt nie dowie się o schronie. Nagle kapitan wstał. Wydawało mi się, że słyszałem jakieś głosy! - mruknął. - Ale może mi się coś zdawało. Ale zaraz! Chyba coś dostrzegam w oddali! Coś się dzieje! Mietek, uciekaj! Ja pójdę do siebie. Lisowski usłuchał i zaczął biec w stronę pola. A kapitan wkroczył do stodoły, do bunkra. W samą porę. Do gospodarstwo zbliżyło się pięć samochodów. Wyskoczyli z nich ubecy i KBWowcy. Trzymali karabiny, ubrani byli w mundury. Ich dowódca – wysoki mężczyzna z wielkim wąsem zaczął wydzielać rozkazy. Jak na komendę, wszyscy komuniści schowali broń i stanęli na baczność. Wiem, że tam pan jest, kapitanie! - krzyknął dowódca KBW. - Po co ten cały cyrk? Dlaczego się pan ukrywa? Przyszliśmy porozmawiać, jesteśmy tu w pokojowych zamiarach..... Nikt nie odpowiedział. Dowódca czekał chwilę, a później krzyknął: Nic się panu nie stanie! Dlaczego pan nie wyjdzie? W oknie stodoły pojawiła się twarz młodego żołnierza. Spojrzał na dowódcę i powiedział: Kapitan mówi, że nie ufa wam, nie wyjdzie. Tylko osioł wyszedłby z bunkru do grupy wrogów! Jakich wrogów? - spytał dowódca. - Nazywam się Mietek Smaga! Chcę porozmawiać z panem kapitanem. Pan kapitan nie chce z panem rozmawiać, Z jakiego powodu? - spytał dowódca. Wie pan z jakiego – odparł żołnierz. Boi się nas? - spytał Smaga. - Broń mamy zabezpieczoną i schowaną. Kapitanowi nic się nie stanie..... Nie wyjdzie! - rzekł żołnierz i odszedł od okna. Smaga zaczerwienił się z gniewu. A miało być tak łatwo. Myślał, że kapitan wyjdzie ze schronu, a wtedy zostanie obezwładniony i przewieziony do więzieniu. A jednak nie. Nie wierzy im. Może warto użyć siły? Raczej nie. Jeszcze nie. I wtedy wpadł na pomysł, jak pozbyć się kapitana. A musieli się go pozbyć. Kapitan ten był największym partyzantem na Lubelszczyźnie, dowodził kilkoma oddziałami opozycyjnymi, dokonującymi wiele akcji antykomunistycznych. Niedawno rozstrzelano wszystkich mieszkańców pewnej wsi, tylko dlatego, iż 3 mieszkańców doniosło MO na kilku podwładnych kapitana. A kapitan nazywał się Zdzisław Broński. Miał pseudonim "Uskok", ponieważ utykał na prawą nogę, z powodu przestrzelenia jej przez komunistów. Był wielkim przyjacielem schwytanego już Hieronima Dekutowskiego "Zapory" – jednego z najważniejszych oficerów podziemia niepodległościowego. Smagę olśniło. Kazał kilku ubekom pójść do domu Lisowskich i przyprowadzić mieszkańców. Po chwili z domu wyszła młoda kobieta z krótkimi czarnymi włosami, w sukni. Podeszła do dowódcy, który zarumienił się, zauroczony jej urodą. Proszę pani – powiedział. - Możemy wejść do domu? Ależ oczywiście – wymamrotała kobieta. - Nazywam się Irena Dybowska. Mietek Smaga, do usług – odparł dowódca. - Porozmawiajmy trochę. Kazał ubowcom rozejść się i pilnować, aby nikt nie uciekł ze stodoły. Sam wszedł do domu za Dybowską. Usiedli przy stole i Smaga zaczął wypytywać ją o kapitana. Pytał, dlaczego mu pomagają i usłyszał kilka niezbyt miłych

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%