Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 11 min czytania

Bunt

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rozdział 1 *REALNE ZAGROŻENIE W małym pokoiku, przy starym, drewnianym biurku zawalonym stertami nieuporządkowanych dokumentów, siedział Raziel. Anioł modrości przeglądał właśnie projekty dotyczące budowy autostrady piekło - niebo, gdy ktoś zapukał do drzwi. -Wejść! - Krzyknął. Do pomieszczenia wbiegł chudy, kruczowłosy chłopiec. -Co tu robisz?! -Nie cieszy cię wizyta starego przyjaciela? Ile to już tysiącleci minęło od naszego ostatniego spotkania? Przyszedłem, bo mam prośbę. – skierował arogancko chłopiec. -Bóg wie, że tu jesteś? -To on mnie wezwał. -Szykuje się coś dużego? -Jeżeli KONIEC ŚWIATA można nazwać ,,czymś dużym” to tak. Coś się szykuje. -Koniec świata?! -Tak. -Mów szybko, co wiesz. - Zaciekawiony Raziel machnął kościstą ręką wykonując pradawny gest. W pokoju znikąd pojawiło się dodatkowe krzesło. – Siadaj. -Dziękuję, ale nic za darmo. Pamiętasz jak mówiłem, że mam prośbę. -Jaką? -Znajdź Ragnaroka -Wiesz o co prosisz? -Tak. Razielu tylko ty możesz to zrobić. -Nie o to chodzi! Pamiętasz, co się stało jak ostatnio go użyłeś? Zmieniłeś się w olbrzymiego smoka i napadłeś jedną z boskich niewiast. Dopiero Michał i jego armia, na granicy między niebem i ziemią zdołali cię powstrzymać. - Przerwał i złapał głęboki oddech - Trzeba jeszcze dodać, że otrzymali Boskie błogosławieństwo, a ty i tak byłeś niewyobrażalnym problemem. -Pomożesz, czy nie? Raziel zaprzeczył skinieniem głowy. -Wiedziałem, że się na to nie zgodzisz. Nic się nie zmieniłeś. -Ty niestety też. -Komplement? Z twoich ust? Może jednak się zmieniłeś. – wtrącił ironicznie chłopiec. -To nie był komplement. Stali chwilę w milczeniu. -Opowiesz mi o tej apokalipsie? – zapytał spokojniej anioł mądrości. -Nie spełniłeś prośby, ale tak. Opowiem. Przez trzy godziny chłopiec mówił o tym: Jak Bóg wysłał po niego Gabriela, jak podczas drogi do nieba napadły go trzy wilkołaki, o zgromadzeniu i jego treści. Raziel wysłuchał wszystkiego z wyraźnym zaciekawieniem. -Jaką rolę w tym wszystkim odgrywasz ty? -Tego nie mogę zdradzić. -A jak powiem, gdzie teraz znajduje się Ragnarok? -Nie. - Chłopiec spoważniał - Miło się rozmawia, ale muszę już odejść. Chcę jeszcze odwiedzić kilku znajomych… -Rozumiem. Bóg dał ci drugą szansę. Nie schrzań tego. -Postaram się. – chłopiec wolno skierował się do wyjścia, lecz przed drzwiami zatrzymał się i odwrócił głowę – Musimy się wybrać na piwo. Jak za starych, dobrych czasów. -Pewnie. ,,PIKIELNIE NUDNO W TYM NIEBIE” – pomyślał podążając pustymi uliczkami niebiańskiego królestwa. Wszystkie stworzenia opuściły ten obszar jakiś czas temu w obawie przed czterema istotami, które lada moment powinny się zjawić. Był sam. Bóg i rada starców już rozpoczęła przygotowania. On zaś musiał jedynie czekać na znak, który otrzyma od archanioła Michała. Z daleka obserwował jak dwadzieścia cztery trony samoistnie zmieniają położenie. Ustawiały się tworząc okrąg. Po środku, w miejscu gdzie przecinały się ciepłe promienie słońca, wyrósł dwudziesty piąty tron. Większy od pozostałych, przyćmiewał resztę niedościgłym pięknem i kunsztem wykonania. To był złoty tron, na którym zasiadał Pan. -Przybyłeś! On to przewidział. On wiedział, że się zjawisz! - Za plecami chłopca pojawiła się piękna skrzydlata istota. -Witaj Michale. - Rzucił oschle. -Nadal się gniewasz z powodu naszej walki? Zrozum, zmieniłeś się w smoka. Nie mogłem nic zrobić. Archanioł nosił szarą tunikę i srebrny pas, do którego przypięte były dwie pochwy. W obu znajdowały się miecze. Z lewej czarny jak najciemniejsza noc, z prawej biały jak najjaśniejszy dzień. Michał spojrzał na oba. Sięgnął po czarny. -Poznajesz? – Archanioł uniósł go nad głowę. -Ragnarok?! -Tak. Twoja dawna broń - Wyciągnął rękojeść w stronę chłopca – Trzymaj. -Ale… -To jest właśnie znak, który miałeś otrzymać. Chłopak wyciągnął rekę. Chwycił czarny miecz i już wiedział. – To moja broń. Część duszy, którą mi zabrano, gdy zostałem strącony do piekła. Czuł jego siłę przepływającą przez całe ciało. Energię, dzięki której mógł niszczyć światy. -Czemu go dałeś? -Ty i ten miecz jesteście częścią przepowiedni o końcu świata. -Aha…Dzięki. Rozmowę przerwał dźwięk dwunastu trąb. Spojrzeli na siebie, skinęli głowami i obaj skierowali się do Edenu. Staneli przy uschłym drzewie, jedynym, które kiedykolwiek umarło w tym ogrodzie. Drzewo dobra i zła, które kiedyś było głównym przedstawicielem tego miejsca, stało teraz pogrążone w mroku. Chłopak poczuł wyrzuty sumienia. On był tym, który dopuścił się zbrodni. Teraz jednak gotów był poświęcić życie, by piękno drzewa powróciło ponownie. -Musimy się już pożegnać. Ty masz swoje zadanie, a ja swoje. - Michał wzbił się w powietrze. -Rozumiem. Do zobaczenia po wszystkim. -Tak. Do zobaczenia! Archanioł odleciał zostawiając chłopca samego. W niebie rozpoczęła się ostateczna część ceremonii. Bóg siedział w centrum. Jego potęga nigdy jeszcze nie była tak widoczna. W rękach trzymał czarną, skórzaną księgę okutą grubymi kajdanami i zapieczętowaną siedmioma pieczęciami. Żadna istota nie była godna, by na nią patrzeć. Wszyscy obecni (oprócz chłopca) spuścili głowy. Zapadła cisza, którą przerwał dopiero nowo przybyły archanioł. -Kto godzien jest otworzyć księgę i złamać jej pieczęcie niech wstanie i podejdzie do tronu Najwyższego. - Krzyknął Gabriel w kierunku Rady i chłopca. Nikt nie reagował. Archanioł odwrócił się w stronę…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%