Fantasy · 7 min czytania
Bunt
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
-Człowiek? Pokonał?! Jeźdźca?! - zapytał zdenerwowany Lucyfer, który od razu zrozumiał, że pojawiła się kolejna przeszkoda mogąca zniweczyć wszystkie wcześniejsze plany. - Kto to był?! -Jeszcze nie ustaliłem, ale na Ziemi znajdują się zwiadowcy. Wkrótce powinienem otrzymać szczegółowy raport. - odpowiedział stanowczo Raziel -Szóstko coś ci jest? - skierował nagle Michał, przyglądając się blademu Lucyferowi. -Nie - zaprzeczył nieszczerze. Próbując ukryć niepokój spojrzał na czarną klingę Ragnaroka. -Nic mi nie jest. Przynajmniej na razie. -To bardzo dobrze - anioł mądrości poklepał go po plecach - Musimy szybko skontaktować się z Gabrielem. Następnie od razu… -Wyruszamy. - dokończył anioł walki. -Dokładnie - potwierdził Raziel, odchodząc, by powiadomić o zaistniałej sytuacji nieobecnego archanioła. Pozostawiony przez Michała, który wyruszył przygotować do dalekiej podróży niebiańskie konie, Lucyfer oparty o gruby, stary pień świętego drzewa, próbował uporządkować chaotyczne myśli. Jego serce biło znacznie szybciej niż kilka minut temu, gdy szedł na pojedynek. Na plecach i rękach wystąpiły mu dreszcze, które po chwili ogarnęły całe ciało. Nie był to jednak skutek zimna, czy deszczu rosnącego w siłę z każdą przemijającą sekundą, tylko złośliwego losu, który w tajemniczy i niezrozumiały sposób pokrzyżował mu szyki. Jednego był pewny. Tego zamieszania nie wywołał Bóg. Stwórca nie poświęciłby stworzenia, któremu powierzył przyszłe losy świata.
* Parion ocknął się z lekkim bólem głowy w małym pomieszczeniu przesiąkniętym wonią rumianku. Czuł chłodną wilgoć świeżo nałożonych opatrunków i delikatnych bandaży przylegających do całego ciała. Próbował się poruszyć, ale nie był w stanie. Leżał na wygodnym łóżku pod ciepłą, puszystą pościelą i bezsensownie wpatrywał się w szary, popękany sufit. Dobrze znał to miejsce. Nie rozumiał jednak w jaki sposób się tu znalazł. Nagle pościel zaczęła się zsuwać. Usłyszał cichy szmer i uderzenie. Coś spadło na podłogę. -Ołć - odezwała się dziewczyna, która po chwili wstała z ziemi. -Terro? To ty? – zapytał zaspanym głosem. -Odpoczywaj. Nic nie mów. Już zmieniam bandaże. Szlak! Gdzie one są?! – rozejrzała się dookoła –Nich to! Ten za krótki. Może następny… – chwyciła kolejny – Nie. Ten też jest zły. Przeklęty Damien, czy on nigdy nie może po sobie posprzątać?! Głupi bachor! Już ja się z tobą policzę, tylko wrócisz… -Terro? – skierował ponownie. -Poczekaj tylko, a… -Terro! -Ah przepraszam Parionie. Daj mi chwilę. Ogarnę trochę pokój i porozmawiamy. Na kilka minut dangeon zamilkł. Słyszał jak dziewczyna przestawia ze złością jakieś przedmioty uderzając nim agresywnie o różnego rodzaju podłoża. Coś się stłukło, coś pękło, ale jej to nie obchodziło. Musiała wyładować agresję, którą potęgowała dodatkowo jego osoba. Przymknął oczy. Widząc to dziewczyna postanowiła opuścić pomieszczenie. Skierowała się do drzwi, lecz nie wyszła. Słodkim głosem zaczęła nucić pewne słowa.
Za ląd nasz obiecany Poświęcimy wiele I choć wiele oddamy Zostaniemy tu na zawsze.
Dom jest tam, Gdzie serce prowadzi Dangenon przewodzi nam Do raju nas doprowadzi.
Gdzie radość spoczywa? Nam nie wiadomo Lecz raz znaleziona Wszystkich uszczęśliwia.
Terra usłyszała chrapanie. Nie…