Filozofia · 5 min czytania
Buntownik
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Buntownik
Klif był wysoki na dwadzieścia metrów. O jego jasną ścianę uderzał wiatr. Było to wprost wymarzone miejsce dla samobójców. Poniżej, na czymś w rodzaju ogromnej skalnej półki, rosło kilka drzew. Większość to Acer platanoides, i tylko jedno zwało się Platanus x hispanica. Drzewa, które były w przewadze, szydziły z Platanus x hispanica. Miał on, bowiem nieforemne liście i odchodzącą płatami korę. Ot, nie był idealny, nie mógł poszczycić się wspaniałym wglądem zewnętrznym. * Pod skalną półką mieszkały ptaki. Wszystkie wykluwały się szare, lecz zaraz po przyjściu na świat, społeczność nakładała na ich piórka kolorowe barwniki i dopinała wymyślne rośliny. Tak, to nie było stado, lecz społeczność. Funkcjonował tu podział na sfery, posady, urzędy. Najważniejsze broniły wolności przekonań. Na to kładziono szczególny nacisk. Nieważne, że niektóre pseudo poglądy były wypaczeniami. Wszystko aż kłuło feerią barw. Paradowano po ulicach w zbrojach, które miały uchronić przed wychyleniem się z ogólnie przyjętej strategii funkcjonowania w tym społeczeństwie. Tylko jeden ptak pozostał szary.
Dużo czasu temu…
-Mamo! Mamo… Mały szary ptaszek człapał po ulicy, rozpaczliwie szukając swojej matki. Każda ufryzowana i u kolorowana kwoka potencjalnie mogła być jego dawczynią DNA. -Co się drzesz mały?!- Zwróciła się do ptaszyny samica z tęczowym ogonem. -Nie wiesz, że w naszym społeczeństwie nie ma patriarchalnego podziału na rodzicieli i dzieci. Wszyscy zajmują się wszystkimi! Czyż to nie cudowne?! Czyż to nie wspaniały przykład życia we wspólnocie?!
Trochę mniej czasu temu…
Szary szajba, bo tak na niego wołali (oprócz: świrus czy odmieniec oczywiście), wychodził właśnie ze szkoły, wielce szacownej placówki, w której uczyli go jak wybrać, kim być. Zabawne, że zabraniali mu tylko pozostawania w stanie obecnym, czyli takim, jakim uczyniła go natura. Droga go jego domu prowadziła poprzez osiedla górnicze, gdzie ptaki, również starające się wyglądać kolorowo, zdzierały pazury by zarobić na ziarno. Pech chciał, że w owe miejsce zawędrowała banda bezczelnych młodzieniaszków, co to w życiu mają więcej szczęścia niż oleju w głowie. -E… Szajba! Zmierzasz do twego śmierdzącego normalnością domu?!-Odezwał się herszt gangu. Szary tylko popatrzył na niego. -Patrz…