Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Biografia · 8 min czytania

Busem, na gapę

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Zima okryła ziemię grubą warstwą puszystego śniegu, który mienił się kolorami w święcących jaskrawo promieniach słońca. Lekko zmrożone powietrze było tak czyste jak źródlana woda, a płatki śniegu prószyły niedbale, nie napotykając wątłego choćby podmuchu wiatru. Nastał luty, a wraz z nim długo wyczekiwane ferie. Kłopoty z matematyką sprawiły, że potrzebowałem oddechu od uporczywej, ciągnącej się niebywale, pierwszej połowy roku szkolnego. Planowałem jak najlepiej wykorzystać dwutygodniową przerwę w nauce. Pogoda stała się moim naturalnym sprzymierzeńcem. Z osiedla, pomimo wczesnej pory, dobiegały do mnie śmiechy i krzyki rozentuzjazmowanych zabawą dzieci. Ciekawe czy dorosłem już do czarnych figurówek po Andrzeju? – rozmyślałem pochylony nad gorącym kubkiem kakao, kiedy usłyszałem sygnał domofonu, a potem Gośkę krzyczącą z przedpokoju: - Sławek, Boguś do Ciebie! Gwałtownie podbiegłem do słuchawki: - Słucham – zapytałem. - Ferny, wychodzisz? Podobno dzisiaj strażacy mają zalewać boisko piaskowe – podniesionym głosem relacjonował Boguś. - Dziesięć minut, tylko zjem śniadanie – odpowiedziałem podekscytowany, dając tym samym do zrozumienia, że nie trzeba mnie namawiać. Boisko piaskowe, nasza ulubiona sportowa arena, położone było na uboczu, tuż za blokami i jednym bokiem graniczyło z osiedlową uliczką. Linie końcowe wyznaczały usypane sztucznie wały z nagromadzonej ziemi, wysokości prawie do kolan. Dzięki takiemu rozwiązaniu mogło zimą spełniać funkcję lodowiska. Prawdopodobnie przekonano strażaków na takie rozwiązanie w odpowiedzi na nasze oryginalne zabawy, na które skarżyli się zaniepokojeni rodzice. W tamtych czasach nie sypano na drogi soli, a na pewno nie robiono tego na wewnętrznych osiedlowych uliczkach. Po opadach śniegu pozostawały one tak udeptane śniegiem, że śmiało jeździliśmy po nich nawet na łyżwach. Jedną z ulubionych zabaw, szczególnie dla starszych i sprytniejszych chłopców, było przyczepianie się do samochodów. Schowani gdzieś za pobliskie garaże, czyhaliśmy na nadjeżdżające auta, które zbliżając się do zakrętu, zmniejszały prędkość. Wtedy następował atak na tylny błotnik. Kto umiejętnie zdążył się go chwycić i w porę ukucnąć, ten mógł cieszyć się z wyjątkowej ślizgawki. Całej zabawie towarzyszył dreszczyk emocji, ponieważ w zdecydowanej większości kierowcy tego nie akceptowali i często potrafili nas pogonić. Przed blok wyszedłem niezwykle uradowany. Boguś stał przy sąsiedniej klatce w towarzystwie Pawła i Petra, naszych starszych kolegów. Zastałem ich w trakcie rozmowy: - My z Fernym idziemy na lodowisko. Dzisiaj strażacy mają tam wpuszczać wodę. Ciekawe czy do wieczora zamarznie! - opowiadał z lekką ekscytacją w głosie Boguś. - Ja chcę poćwiczyć ósemki i jazdę do tyłu – wtrąciłem się do rozmowy z lekka chwaląc się. - Jazda figurowa po lodowisku jest dla małych dziewczynek – zawadiacko, z poczuciem wyższości powiedział Peter. Paweł nacierając podeszwy butów tłustym, woskowym kawałkiem świecy roześmiał się w głos. Zbity z tropu spytałem go: - Po co smarujesz te podeszwy? - Jak to po co – odpowiedział dosadnie. Buty będą teraz ślizgały się jak po masełku na oblodzonym śniegu. O dziesiątej jedziemy z Petrem do Obiecanowa. Autobusem. - Przewrócisz się zanim dojdziesz na dworzec – próbowałem odgryźć się, w dalszym ciągu nic nie rozumiejąc. - Jedziemy autobusem, ale na butach! – podkreślił. Jak to? Przecież Obiecanowo leży trzy kilometry za naszym miastem, to droga krajowa na Przasnysz, obowiązuje tam normalny ruch. Przyczepiać się do autobusów na szerokiej, ruchliwej ulicy? Przecież to niebezpieczne, jaka to prędkość, to…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Busem, na gapę — czytnik · opowiadania