Fantastyka · 21 min czytania
Być jak ,,Wojownik Światła''
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
,,Wojownicy światła mają w oczach osobliwy blask. Żyją i stanowią część życia innych ludzi. Rozpoczęli swoją ziemską podróż bez sandałów. Często bywają tchórzliwi i nie zawsze postępują tak jak trzeba. Cierpią z powodu błahych spraw, sądzą, że nie są godni błogosławieństwa czy cudu. Nie zawsze wiedzą, co właściwie robią na świecie i często spędzają bezsenne noce, myśląc, że, ich życie nie ma sensu. Dlatego właśnie są wojownikami światła. Ponieważ poszukują sensu i – z całą pewnością – kiedyś go odnajdą.’’ *
Nastał świt. Pierwsze promyki światła przedostały się przez zasłoniętą żaluzję i obudziły Dianę. Ta, jak co dzień zresztą, naciągnęła kołdrę na głowę i spała dalej. Za kwadrans zadzwonił budzik – jego też zignorowała, zwalając go po prostu na podłogę. Miała w nosie, że dzisiaj jest wtorek i sprawdzian z matmy ona po prostu chciała się wyspać! Byłoby to normalne, lecz identyczne sceny odgrywały się każdego ranka. Przymknęła oczy, a gdy obudziła się już całkiem wyspana była 9:05.
O shit! – wyskoczyła z łóżka i zaczęła szukać swoich trampek. Znalazła je pod kaloryferem, na jakiejś kartce. Podniosła na wpół przemoczoną kartkę, która okazała się pracą długoterminową z fizy. Jęknęła, bo nad tą pracą męczyła się całe dwie godziny! Zmięła ją i wyrzuciła za okno – nie chce jej nawet oglądać! Ubrała się w tempie piorunowym, wciągnęła trampki i popędziła do szkoły. Zapomniała wziąć śniadania, stroju na wf i kasy na lunch. Trudno. Obiecała sobie, że pożyczy od Zośki, swojej bliskiej kumpeli. Ten dzień był jak wszystkie inne – spóźniła się, przegapiła sprawdzian z matmy, dostała naganę i pałę z fizyki. Normalka! Na przerwie dokuczyła Pati – klasowej barbie. Do jej zupy wsypała całą zawartość solniczki, a jej kanapki z pomidorem doprawiła ,,odrobiną’’ tabasco. Później szybciutko się zmyła. Z niewielkiej odległości obserwowała rozwój wydarzeń, przygryzając batonik i chichocząc pod nosem. Pati oczywiście odegrała szopkę – zaczęła płakać, a później posypały się oskarżenia. Oczywiście dostało się i Dianie, bo każdy wiedział, że te dwie panny się bardzo nie lubią.
- To nie ja! – powiedziała Diana z uporem maniaka. - Naprawdę? – pani od fizyki spojrzała na nią znad tych swoim mini okularków. – Jakoś Ci nie wierzę. - Ale to naprawdę nie ja! – powtórzyła. Wiedziała, że tchórzy, ale cóż... Ona nie lubiła przyznawać się do błędów... - To Damian – dodała znienacka. – Jestem przekonana, że to on – zmarszczyła brwi, jakby chciała przypomnieć sobie szczegóły. - Dobrze, sprawdzę to... Ale jeżeli to nie będzie on... To... - To co? – wtrąciła jadowicie. - To – fizyczka zmieszała się, a Diana wyszła z jej gabinetu. Wzięła plecak i zerwała się ze szkoły. Resztę dnia spędziła w pobliskim parku. Siedziała na ławce i płakała. Chciała, żeby zdarzył się cud. Chciała być lubiana w szkole, mieć poważanie i szacunek. Ale nie wierzyła w niego. Gdy o tym myślała, czuła jakby zapach kwiatów – uwodzącą woń radości, czułości i szczęścia, a także świeżości. Przez moment mignął jej wysoki człowiek z bardzo długimi, pięknymi blond włosami. Spojrzał się w jej stronę, a Diana zobaczyła, że oczy ma w kolorze ciemniejszego błękitu – jakby przydymionego. Zauroczyła się nimi. Po chwili zobaczyła, że ten mężczyzna zniknął. Lekko zakręcona poszła do domu i od razu padła na łóżko. Zaczęła myśleć o dniu, który dzisiaj przeżyła. Z jednej strony był okropny – w szkole dzisiaj dostała w kość, ale w końcu to ona sama naważyła dobie tego piwa! A z drugiej ten gościu z parku przyprawił ją o mocniejsze bicie serce. Była pewna, że chciał jej coś przekazać! Dotychczas myślała, że jej zycie było bezsensowne, ale dzisiaj zrozumiała, że ma sens! Chociażby dla tego mężczyzny, który w jedną sekundę przewrócił całe jej życie do góry. Wyczerpana zasnęła. Była 23:40.
,, Wojownik światła wierzy. A skoro wierzy także w cuda, to cuda zaczynają się wydarzać. Skoro ma pewność, że jego myśli mogą odmienić jego życie, jego życie zaczyna się zmieniać. Skoro ufa, że znajdzie miłość, to ta miłość pojawia się. Czasem traci złudzenia, czasem wpada w rozpacz. Wtedy słyszy utyskiwania: ,,Jakiż on naiwny!’’. Lecz wojownik wie, że taka jest cena, którą musi zapłacić. W zamian za jedną porażkę ma na swoim koncie dwa zwycięstwa. I wszyscy ci, którzy wierzą, dobrze o tym wiedzą.’’
Śnił jej się tamten mężczyzna. Był odzwierciedleniem ideału. Piękny, wysportowany, mądry... Diana patrzyła na niego jak na malowane wrota. On uśmiechał się do niej szeroko, jego twarz, oczy nos i usta... To wszystko pociągało Dianę! Wyglądał ona jak anioł – prawdziwy z krwi i kości. Tylko... Miał jeden mankament! Jego uszy były lekko spiczaste tuż przy czubku płatków. Ale to nic! Był cudowny, wymarzony, wyśniony – a co najważniejsze – istniał naprawdę! Powiedział do niej jedno, ale za to ważne, zdanie. ,, Uwierz w cuda!’’ Po tych słowach Diana obudziła się. Czuła się wspaniale! Wiedziała, że dzisiejszy dzień będzie inny! Na pewno... Nikt jej nie musiał udowodniać, że ma rację. Ona po prostu miała takie, a nie inne, przeczucie. Gdyby ktoś powiedział, że jest naiwna, to odparsknęła by, że wie, co robi. Powiedziałaby, że kluczem do sukcesu jest wiara w cuda, pozytywne myślenie i zaufanie swojej intuicji. Ona sama się przekonała! Uwierzyła w człowieka, a może elfa, który zagościł w jej życiu na kilka króciutkich chwil. I zakochała się! W tych błękitnych oczach, jego ustach, tych włosach, tym ciele, sposobie poruszania... W całym nim. Kochała go i nikt tego by nie zmienił! Nawet sam Pan Bóg! A zresztą, była pewna, że On nie chce zmian! W końcu Bóg lubi, kiedy na świecie panuje pokój, wspólne poszanowanie i miłość międzyludzka. Wstała, ubrała się i wyszła z domu. Musiała coś naprawić! Pół godziny później stała po drzwiami gabinetu dyrektorki. Zapukała i pewnym krokiem weszła. Dyrektorka była miłą staruszką po pięćdziesiątce, która dużo tolerowała, ale kłamstwa i fałszu nie znosiła. - Co Cię sprowadza, dziecko? – zapytała uprzejmie. - To ja. – sypnęła Diana. - Co ty? Co ty chcesz powiedzieć, dziecinko? - To ja wsypałam sól do zupy i nalałam tabasco na pomidory Patrycji Weber. Fiz... Znaczy pani Grzesiuk nic nie mówiła? - Mówiła, mówiła... Ale wspominała coś, że zmalował to Damian Sawczuk. - dyrektorka spojrzała badawczo na Dianę. - Ta... Nie... – zmieszała się. – To ja. Ja jej zrobiłam wszystko, bo jej nienawidzę. To lalunia, nie człowiek – wyrzuciła to wszystko jednym tchem i sama była zdumiona swoją szczerością wobec pani starszej. - Diana Olszanowska – zapisała coś na małej karteczce - ...wysprząta salę nr 114 w zadośćuczynieniu za popełnione wykroczenie. Zrobi to dzisiaj po lekcjach. Dziewczyna stała zupełnie zaskoczona. Nie spodziewała się, że dostanie tak małą karę. Myślała już, że wezwą jej rodziców do szkoły (chociaż to trudne, bo jej starzy są ciągle w delegacjach) albo, co gorsza, zawieszą ją w prawach ucznia. A tu co? Małe sprzątanko i zapominamy o sprawie. - Podpisano: dyrektor Izabela Różańska. – kontynuowała staruszka. Dziękuję za wszystko – wyjąkała zaskoczona Diana, a dyrektorka uśmiechnęła się i powiedziała: - Zawsze doceniam tych, którzy mówią prawdę.
Część 22 / 2
,, Wojownik światła potrzebuje miłości. Przywiązanie, przyjaźń i czułość są częścią jego natury, tak samo jak jedzenie, picie czy radość walki w imię dobrej sprawy. I jeśli o zachodzie słońca nie czuje się szczęśliwy, znaczy to, że nie jest z nim w porządku. Wtedy przerywa bitwę i rusza na poszukiwanie kogoś, kto razem z nim obejrzy zachód słońca. Wojownik światła może wybrać samotność, ale nie może paść jej ofiarą.’’*
PO lekcjach wysprzątała klasę i poszła do parku. Usiadła na pamiętnej ławce i westchnęła. Za kilka minut słońce zacznie chylić się ku zachodowi, a ona będzie tu siedziała samotnie, bez nikogo... Żadne ramie jej nie obejmie, nie poczuje się bezpieczna, zadrży z zimna... Zamknęła oczy i wyobraziła sobie tego pięknego elfa, który w myślach i wspomnieniach ciągle był widoczny. Poczuła, jak ktoś dosiada się do niej i pomyślała, że to zwykły złodziejaszek, który pewnie chce ukraść jej coś. Otworzyła oczy i przygotowała się do ucieczki. A tutaj... Totalne zaskoczenie, a zarazem zdumienie! Elf siedział obok niej i jak gdyby nic patrzył się przed siebie, na słońce.
- Piękny zachód, prawda?- odezwał się głębokim, bardzo melodyjnym i jednocześnie uwodzącym głosem. Skinęła głową i spojrzała na swojego towarzysza. Z profilu wyglądał jak rzeźba. Wszystko było w nim takie idealne niby wyrzeźbione – nos, usta, nawet oczy miał symetryczne. A one nadal miały kolor przydymionego błękitu. Chyba poczuł, że Diana mu się przygląda, bo odwrócił się i spojrzał na nią. Ich oczy skrzyżowały się, przez chwilę mierzyli się wzrokiem. Po chwili elf roześmiał się, a Diana się zezłościła: - Z czego się śmiejesz? – jej twarz była koloru dorodnego buraczka. Mężczyzna zamiast odpowiedzieć zaczął nucić coś pod nosem. Dziewczyna znowu poczuła zapach kwiatów... Zamknęła oczy i poczuła się, jakby unosiła się w przestworzach... Było jej tak przyjemnie... Nagle muzyka ucichła, a Diana była oszołomiona. - To było piękne! – krzyknęła i wiedziała, że ten człowiek jest jej przeznaczony! Elf skwitował to uśmiechem, podniósł się z ławki i znikł. Diana siedziała i patrzyła się w pustą przestrzeń. Opuścił ją.
,, Wojownik światła często traci nadzieję. Wydaje mu się, że wygasł już w nim na zawsze wewnętrzny ogień. Całymi dniami i nocami tkwi w tym przeświadczeniu i nic nie wzbudza jego entuzjazmu. Wojownik czuje ból i wstydzi się, ponieważ wie, że nie osiągnął jeszcze tego, co zamierzał. Lecz jest upary i walczy dalej. I wtedy, kiedy najmniej tego spodziewa, otwierają się przed nim nowe możliwości.’’*
Diana poczuła, jak łzy pojawiają się w kącikach oczu. Wytarła je wierzchem dłoni i krzyknęła cicho: - Będę silna! – ale sama w to nie wierzyła. Bardzo powoli wlekła się do domu. W końcu, gdy doszła, rzuciła się na łóżko i pozwoliła łzom płynąć. Obudziła się w środku nocy, było tak ciemno, że zasłoniło wszystkie gwiazdy i tylko księżyc blado uśmiechał się do ludzi. Dziewczyna poczuła, że oszaleje! Najpierw ten elf, którego teraz uznała za wybryk umysłu, a teraz wydawało jej się, że księżyc się uśmiecha. Totalna załamka! Diana poczuła, jakby ktoś zniszczył ją. Straciła nadzieję i już nic nie było dla niej przyjemne. Myślała tylko o tym, że nie osiągnęła tego, co chciała zrobić... Była zakochana w tym elfie – poniekąd wytworze jej fantazji – a nie znała jego imienia, nic kompletnie o nim nie wiedziała...! Rozpłakała się, usiadła na kanapie i zamknęła oczy. Znowu