historia · 9 min czytania
Być Serbem
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Dotychczas wydawało mi się, że my, Polacy, jesteśmy najbardziej schorowanym mentalnie narodem w Europie. W czasie rozbiorów uważaliśmy się za Winkelrieda narodów i Chrystusa Europy, a tymczasem tylko krwawiliśmy w nieudanych powstaniach. Podczas pierwszej wojny światowej strzelaliśmy do siebie w obcych mundurach, a z drugiej wyszliśmy niby zwycięsko, ale ze stratami terytorialnymi jak żadne inne państwo. Od ponad półtora wieku staramy się wykazać, jacy jesteśmy wspaniali, a tymczasem życie pokazuje, że jesteśmy tacy sobie. Świat idzie swoją drogą, a my nie bardzo umiemy się w nim odnaleźć. Dlatego nasza duma narodowa cierpi, a ego puchnie. Tak myślałem do niedawna, ale od jakiegoś czasu widzę, że nie jesteśmy w tej chorobie odosobnieni. Wydarzenia na Bałkanach w latach dziewięćdziesiątych XX wieku pokazały, że jeszcze bardziej od nas chorzy są Serbowie. Ich choroba jednak jest groźniejsza; jest jak zapalenie płuc z powikłaniami, podczas gdy nasza to tylko zwykłe przeziębienie. Nasze opuchnięte ego najczęściej tylko nas ośmiesza i szkodzi nam samym, podczas gdy serbskie doprowadziło do zbrodni na innych narodach. Jadąc przez Bośnię i Hercegowinę, co krok spotyka się nowe cmentarze. Składają się z kilku do kilkunastu grobów i są porozrzucane przy drogach lub na polach. Spoczywają w nich ofiary serbskich czystek z lat 1992 - 1995. Uczciwie trzeba przyznać, że w tamtych czasach Chorwaci też nie byli lepsi, ale Serbom nie dorównywali. Niemcy i Sowieci byli prowadzeni przez wodzów zbrodniarzy i dokonywali mordów w wyniku obłąkańczych ideologii. A dlaczego robili to Serbowie? Wydaje mi się, że ta serbska choroba zaczęła się w roku 1389, kiedy to na Kosowym Polu wojska tureckie pod wodzą sułtana Murada I pokonały dowodzoną przez księcia Lazara Hrebeljanovića armię, złożoną z Serbów i ich sojuszników. Obaj wodzowie zginęli, a pół wieku później Serbia dostała się pod okupację państwa osmańskiego. Niepodległość odzyskała dopiero w XIX wieku. O bitwie tej lud śpiewał pieśni, a wieszcze pisali wiersze i poematy historyczne. Militarną klęskę przedstawiano w nich jako zwycięstwo w wymiarze duchowym, zapewniające zbawienie uczestniczącym w niej Serbom. Podobnie wypowiadała się też Serbska Cerkiew Prawosławna i starcie to urosło do rangi wydarzenia sakralnego, potwierdzającego to, że dzieje Serbii są historią świętą. Od tamtego czasu padli w bitwie kosowskiej, ofiary późniejszych represji tureckich, wojen bałkańskich i obydwu światowych, a nawet zabici w Bośni i Hercegowinie w latach dziewięćdziesiątych XX wieku traktowani są jako święci polegli w obronie narodu i wiary. Dla wielu bitwa kosowska w wymiarze duchowym nigdy się nie skończyła, a jej kontynuacją jest każde starcie Serbów z dowolnym przeciwnikiem, w dowolnym miejscu i czasie. Powstał nawet tzw. „mit kosowski” opisujący bitwę i czyny jej głównych uczestników: Lazara Hrebeljanovića, Miloša Obilića i Vuka Brankovića, czyli triady świętości, męstwa i zdrady. Według tego mitu Lazar Hrebeljanović to szlachetny wojownik, który ofiarował Bogu śmierć własną i towarzyszy w zamian za królestwo niebieskie. Za tak wielką ofiarę został przez Serbską Cerkiew ogłoszony świętym. Miloš Obilić to bohater, który zakradł się do sułtańskiego namiotu i zabił Murada I. Czyn ten został podniesiony do rangi zemsty uświęconej, która powinna być powtarzana przez wszystkich Serbów, walczących za wolność i wiarę. Vuk Branković zaś to zdrajca, który uciekł z pola walki. Zasłużył tym samym na wieczne potępienie i to nie tylko on. Na potępienie zasługują też wszyscy, którzy kiedykolwiek zdradzili lub zdradzą serbską sprawę. W tym miejscu dotykamy chyba najgłębszego podłoża serbskich zbrodni w Bośni i Hercegowinie. Razem z Vukiem Brankovićem, bowiem z bitwy wycofali się też Bośniacy, którzy z czasem w większości przeszli na islam i trwają w nim do dzisiaj. Dlatego w serbskich oczach są oni podwójnym zdrajcami. Zasługują tym samym po wsze czasy na ową Obilićową „zemstę uświęconą” i Serbowie dokonali jej częściowo w latach 1992 - 1995. W czasie wizyty w Sarajewie wiele słyszałem o serbskich zbrodniach z tego okresu. Opowiadano mi, że serbscy snajperzy strzelali do cywilów w mieście tylko dlatego,