Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Melodramat · 8 min czytania

być z tobą na zawsze.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

To było tydzień, przed rozpoczęciem wakacji. Byłam taka szczęśliwa ! Tak bardzo go kochałam. Nikt nigdy nie będzie w stanie sobie tego wyobrazić. Nikt nigdy nie zrozumie. Umówiliśmy się w piątek wieczorem. Jeremy zawsze był cholernie punktualny. Nigdy, przenigdy nie spóźnił się na ani jedno nasze spotkanie. Zawsze, kiedy przychodziłam na umówione miejsce, on już na mnie czekał. Nie ważne, czy byłam przed czasem, czy sporo po czasie. Zawsze był tam i witał mnie prawdziwym uśmiechem. Czułam się przy nim, jakbym nareszcie znalazła się na właściwym miejscu. Byłam bezpieczna, bo skoro miałam jego, nic złego nie mogło się wydarzyć. Byłam szczęśliwa, bo oprócz niego nie potrzebowałam nic do szczęścia. Byłam sobą, bo tylko on znał mnie naprawdę. A co najważniejsze, akceptował mnie taką, jaką byłam. Kochałam jego kasztanowe, głębokie jak ocean oczy, jego czarne jak węgiel włosy i zaraźliwy, pełen szczerości uśmiech. Kochałam go całego i jak narkomanka zapalczywie łapałam każdą chwilę spędzoną z nim. Każdą sekundę dokładnie notowałam w głowie, bo każda sekunda, była zbyt piękna, aby pozwolić sobie na jej zapomnienie. Nie potrafiłam odróżnić chwil ważniejszych i mniej ważnych. Każda była wyjątkowa. Bo on był wyjątkowy. Cześć, kochanie. - powiedział i pocałował lekko w usta na powitanie. Poczułam zapach jego perfum, i nie mogłam powstrzymać się od głębokiego zaczerpnięcia powietrza. Miałam ten zapach w głowie przez cały czas, kiedy nie było przy mnie Jeremiego, i choć wydawało mi się, ze znam go na pamięć, za każdym razem kiedy przychodziło mi zetknąć się z nim na żywo, na myśl nasuwało mi się tylko jedno zdanie: „ To, czym zachwycałam się przez cały dzień, myśląc, ze wiernie odtwarzam jego zapach, było niczym w porównaniu z tym.” Nie musiałam pamiętać o uśmiechaniu się. Kiedy byłam z nim przychodziło to automatycznie. To on był moim uśmiechem. Nie zdążyłam powiedzieć nic. Złapał mnie za rękę i zabraniając pytać o cokolwiek wyprowadził mnie z parku. Szliśmy jakąś niezbyt zadbaną drogą. Okolica nie była zbyt zachwycająca, ale rejestrowałam to tylko resztkami świadomości. Cała moja uwaga skupiona była na zachodzącym słońcu. Nawet nie zauważyłam, kiedy naszą trasę przeciął naglę murek sięgający mi mniej więcej do pasa. Byliśmy teraz na szerokiej drodze głównej prowadzącej wprost do Camp Bridge. Ruch jakby zastygł. Nie przejechał obok nas ani jeden samochód. Do czasu. Na całej długości drogi, po prawej stronie stał murek, który przeciął naszą drogę. A za nim była tylko wysokie, strome zbocze porośnięte kwitnącym wrzosem, a później już tylko przestwór delikatnie falującego oceanu, nad którym czerwieniło się słońce. Zaniemówiłam z zachwytu. Jeremy wciąż trzymał moją dłoń. Pokierował mnie tak, że usiadłam na murku, nogi oplatając wokół jego bioder. Przytulił mnie mocno do siebie. Kocham cie. - powiedział, a ja, jak zawsze kiedy słyszałam z jego usta te słowa, nagle zapomniałam jak się oddycha. Najbardziej na świecie. - uzupełniłam uśmiechając się wesoło. Wziął w palce kosmyk moich włosów i wsunął go za ucho, aby nie zasłaniał mi twarzy. Najbardziej na świecie też, chciałabym być z tobą na zawsze. Znieruchomiałam. Za dużo szczęścia. Stanowczo zbyt wiele szczęścia. O ile to w ogóle możliwe. Nigdy nie posuwał się do tak odważnych deklaracji. Kompletnie mnie zaczarowałaś, Julie Marie Rose. - mówiła dalej. - Zaczarowałaś mnie sobą. Wiesz w jaki sposób ? Poznałaś mnie. I pozwoliłaś mi poznać siebie. Im lepiej cię poznaje, tym bardziej cie kocham. Więc powtórzę:…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
być z tobą na zawsze. — czytnik · opowiadania