Duchy · 5 min czytania
Był
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Artur nie żył. Nie było to dla niego szczególnie dotkliwe ani szczególnie niezrozumiałe. Nie żył i to był fakt. Miliony specjalistów przygotowywały go na ten stan od dłuższego czasu, także szczególnie się nim nie przejmował. Nie miał ciała. Nie mógł ruszać rękami, nogami, nie mógł zamknąć oczu, ani ułożyć usta w słowa, bo po prostu ich nie miał. Nic nie widział, chociaż wiedział, gdzie jest i czuł gdzie jest. Był w setkach miejsc jednocześnie i jednocześnie nie był nigdzie. Wszędzie, gdzie tylko postawił swoją stopę, czuł zapach, myślał, mówił – tam był i tam go nie było. Na przykład w Rzymie, pod fontanną, gdzie wrzucali z Andżeliką pieniążki i obiecywali sobie, że wrócą tu razem za pięćdziesiąt lat, lub może wcześniej. Albo na szpitalnym łóżku, gdzie widział, jak Andżelika płacze, a pielęgniarka odłącza go od respiratora. Czas nie istniał, więc Artur nie wiedział co wydarzyło się pierwsze. Nie interesowało go to specjalnie. Nie czuł smutku, ani radości, żalu, czy nienawiści, szczęścia, czy rozpaczy. Po prostu był i go nie było – jednocześnie. Słyszał muzykę ze starej szafy grającej w knajpce, w której pojawiał się co tydzień z grupką kumpli. Siedział przy stole, popijając piwo z Mariuszem i Grześkiem, a jednocześnie dotykał kamienistego dna przy brzegu na Majorce. Czuł otaczającą go gęstość chłodnej wody, a jednocześnie zbierał szyszki w lesie na szkolnej wycieczce. Wzdrygał się na woń chloru z basenu i jednocześnie zapachu kadzidełek w pokoju Katarzyny. Babka podawała mu maliny w koszyczku, a obok stała matka, płacząca przy trumnie. Wszystko działo się na raz. Wszystko widział, choć nie korzystał z oczu. To wszystko, ktoś wreszcie szepnął mu przez ramię. Teraz zacznie się wieczność. Po chwili – tej chwili, której upływ potrafił dostrzec – siedział już przy biurku w zaciemnionym pokoju. Słabe światło z lampki padało na stosik zapisanych papierów. Podniósł głowę, do tej pory zatopioną w wygniecionych rękawach koszuli. Przetarł oczy. - Spałem? – mruknął do siebie. - Tylko przez chwilę – odpowiedziała matka, drzemiąca na fotelu obok. Za oknem widać było szalejące w czarnej zawiei płatki śniegu. - Mam nadzieję, że nie straciłem za dużo czasu – przeciągnął się – Mam jeszcze sporo do zrobienia. - Jeszcze będzie czas, kochanie – odparła matka – Możesz odpocząć. - Czy…