Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 42 min czytania

Był Poniedziałek (Stare Królestwo I)

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Był zimny, wiosenny poniedziałek. Ron westchnął i przeciągnął się na ławce. Zerknął na zegarek, powoli dochodziła pierwsza. Zmarszczył czoło z dezaprobatą. W tym momencie dobiegł go odległy, rytmiczny dźwięk: dzyń, dzyń, dzyń. Brzmiało to tak jakby ktoś w jednakowych odstępach czasu uderzał prętem w metalową rurę - dźwięk zamykających się rogatek. Westchnął z ulgą. Jego oczekiwanie niebawem miało dobiec końca. Siedział na jednym z dwóch peronów, jakie posiadał ten jakże malowniczy, dziewiętnastowieczny, ceglany dworzec. Co do samych peronów, one również stanowiły miły widok dla oczu. Stalowe nitowane słupy biegły w równych odstępach środkami peronów, podtrzymywały nad nimi drewniane dachy. Gdzieniegdzie było widać delikatne ornamenty. Rynny nadlane były w roślinne motywy... Chłopak lubił ten dworzec. Zupełnie w niczym nie przypominał mu tego z jego poprzedniego miejsca zamieszkania. Tamten był szarym, bezdusznym i zawsze brudnym betonowym budynkiem. Ten napawał go jakąś dziwną nostalgią. Do jego uszu dobiegło najpierw charakterystyczne sapanie pary, a potem przeciągły gwizd, po chwili na dworzec wpadła siejąc kłęby pary czarna, pospieszna lokomotywa, ciągnąc za sobą tabor czerwono-kremowych wagonów. Było naprawdę na co popatrzeć. Lokomotywa, już ponad stuletnia staruszka, trzymała się nad wyraz dziarsko, mimo swojego wieku i ogromnej masy, potrafiła pędzić z prędkością ponad stu kilometrów na godzinę. Była niesamowita i według wszelkich standardów powinna już dawno pójść do huty na przetopienie, albo do muzeum. Ona jednak trwała dzielnie na stanowisku razem ze swoimi dziewięcioma siostrami. Skład zatrzymał się z piskiem hamulców. Była to ostatnia stacja w jego trasie. Trzasnęły otwierane drzwi i nowo przybyli zaczęli powoli wysypywać się z wagonów. Chłopak przyglądał się im z ciekawością, ale dawało się zauważyć, że kogoś między nimi szuka. Spośród podróżnych najłatwiej można było wyłonić dwie grupy. Pierwszą z nich stanowili studenci wracający do akademików i na stancje po weekendzie, który spędzili w domu. Drugą grupę stanowili wszelkiego rodzaju biznesmeni w garniturach, którzy przyjechali załatwiać tu jakieś swoje interesy. Oprócz nich było jeszcze parę osób obładowanych bagażami, z nadzieją wymalowaną na twarzach. Oni zapewne przyjechali tu za pracą. Czyli widmo bezrobocia przyparło ich do muru. Ponieważ postęp technologiczny odebrał miastu jego dawne znaczenie, większość jego mieszkańców była ludźmi starszymi, albo studentami. Ponieważ co jak co, ale Gateway uczelnie miało na najwyższym poziomie, i to zarówno te ścisłe, jak i te humanistyczne. Wszyscy pozostali mieszkańcy miasta uciekali z niego tak szybko, jak tylko mogli. W wyniku tego zawsze brakowało pracowników w różnych podstawowych dziedzinach życia. Chłopakowi udało się wśród dojeżdżających dojrzeć nawet grupę poszukiwaczy przygód. Nie był to taki niezwykły widok w tych rejonach kraju, przyjeżdżali tu na przemian z różnymi grupami archeologów. Zima zwykle ich odstraszała, ale najwyraźniej sezon znów się zaczynał. Chłopiec, wzruszył ramionami i pomyślał, że niebawem w jakiejś gazecie ukaże się kolejny artykuł o zamieszaniu wywołanym przez członków ekspedycji. Westchnął. Osoba, na którą czekał, znów nie przyjechała. Nie pamiętał, ile poniedziałków już zmarnował przesiadując na dworcu. Mimo wszystko nie chciał zrezygnować. Wierzył, że dzień, w którym ją spotka w końcu nastąpi. W końcu nie był to byle kto, tylko jego siostra. To, że nie widzieli się od wielu lat świadczyło tylko o tym, że coś powstrzymuje jego siostrę przed przyjazdem, a nie że przydarzyło się jej coś złego... Potrząsnął głową. Nawet nie chciał o tym myśleć. Wiara była wszystkim, co teraz mu pozostało. Mimo swych niezbyt wesołych myśli cały czas przyglądał się podróżnym. W pewnym momencie zatrzymał wzrok na bladej brunetce dyskutującej bagażowym. Po chwili mężczyzna zniknął w wagonie, by zaraz wyłonić się z dwiema potężnymi walizami, które nie bez trudu załadował na wózek. Wziął zaliczkę od dziewczyny i po chwili zniknął mieszając się z tłumem. Ron nie wiedział, czemu zwrócił uwagę akurat na nią. Teraz jednak nie mógł oderwać wzroku. Na pierwszy rzut oka nie wyróżniała się niczym z tłumu. Właśnie podnosiła z ziemi swą skórzaną, sfatygowaną, podręczną walizkę. Rozglądała się przez chwilę po peronie. Badawczym wzrokiem przyjrzała się budynkowi dworca. Wreszcie powoli ruszyła w kierunku wejścia do tunelu. Tak, tunelu. Dworzec połączony był z peronami tunelem, co świadczyło o tym jak zamożne było miasto w przeszłości. Dziewczyna wyglądała na trochę nieobecną. Jakby sytuacja, w której się znalazła trochę ją przerastała. Na pewno nie była studentką - gdyby była, nie stąpała by tak niepewnie, a poza tym żaden student nie sprowadza się do miasta w połowie drugiego semestru. Do pracy też raczej nie przyjechała - była na to za młoda. Ciekawe co ją tu sprowadza? – pomyślał, patrząc jak dziewczyna powoli zbliża się do jego ławki. Musiała go minąć, by dotrzeć do tunelu. Wahał się, czy nie zaproponować swoich usług jako przewodnik po mieście, gdy będzie go mijała. Robił to już parę razy i jego klienci zawsze byli zadowoleni, przy okazji mógł się czegoś o niej dowiedzieć. Jeżeli jego pomysł nie wypali, co najwyżej spotka się z oziębłą odpowiedzią dziewczyny.

Zanim się ostatecznie zdecydował, do dziewczyny podeszło od tyłu dwóch idealnie przeciętnych mężczyzn, za idealnie. Dziewczyna wcale nie wyglądała na zadowoloną ze swojego nowego towarzystwa. „Och. Szykuje się coś ciekawego” pomyślał Ron powoli podnosząc się z ławki. -Dzień dobry – powiedział stając im na drodze – Czy nie byliby może państwo zainteresowani wynajęciem przewodnika, który przybliży wam sekrety tego jakże przepięknego miasta? Tylko ja pokaże wam takie miejsca o których zwykli przewodnicy nic nie wiedzą. – Dobry bajer połowa sukcesu.

Teraz nie miał już żadnych wątpliwości, po prostu musiał podejść do dziewczyny i do niej zagadać. Przecież nie mógł opuścić czegoś, co się ciekawie zapowiadało!

Dziewczyna wcale nie wyglądała na zadowoloną ze swojego nowego towarzystwa. Ron wcale się nie dziwił. Jego całe przedsięwzięcie nie wymagało zbyt wielkiego wysiłku. Wystarczyło tylko podnieść się z ławki, bo droga trójki przebiegała nieopodal. Pomoc niewieście w opałach, to przecież dobry uczynek – pomyślał Ron uśmiechając się do siebie. Kiedy byli blisko, wcielił w życie swój plan. Podszedł do dziewczyny i zapytał: - Czy my się przypadkiem nie znamy? Tak jak się spodziewał. Swoim zachowaniem kompletnie zbił z tropu całą trójkę. Mężczyźni spojrzeli na niego groźnie, a dziewczyna z zaskoczeniem.

Risa właśnie dogadała się z bagażowym, podała adres hotelu, w którym się zatrzyma i zapłaciła za dostawę. Sama najpierw zamierzała rozejrzeć się trochę po mieście i znaleźć może jakąś przyjemną restaurację, w której mogłaby zjeść obiad. No co? – ją też od czasu do czasu stać na ekstrawagancję. Niestety, nie zdążyła zrobić nawet pięciu kroków w stronę tunelu, gdy wyczuła, że ktoś za nią idzie. Nie myliła się. Po chwili podeszło do niej dwóch dojść mężczyzn. - Witamy w Gateway – powiedział jeden z nich. -Dziękuję bardzo – odpowiedziała lodowatym tonem. Miała nadzieję dać do zrozumienia natrętom, ż nie chce mieć z nimi nić wspólnego. Słyszała, że przewodnicy w tym mieście bywają dość natrętni, ale nie wiedziała, że aż tak. - Chętnie panią oprowadzimy po okolicy – zaproponował ten sam. Miała racje to byli przewodnicy, choć coś się jej nie zgadzało, przecież sezon turystyczny się jeszcze nie zaczął. Nie mniej jednak odpowiedziała: - Dziękuję bardzo. Nie jestem zainteresowana. - Chyba nie masz zbyt dużego wyboru, laleczko – powiedział drugi, wymownie trzymając rękę w kieszeni płaszcza. - Dlaczego? – zapytała, przeklinając w myślach. Dlaczego to zawsze ona pakuje się w jakieś głupie historie?! - Dobrze wiesz – uśmiechnął się ponuro wyższy z nich. - Ktoś ważny chce z tobą porozmawiać, ktoś komu się nie odmawia… Risa westchnęła. Nie miała zbyt wielkiego wyboru, później może jakoś uda się jej zwiać, ale nie widziała tego w zbyt różowych barwach. Nie znała miasta, była tu obca, a od razu potrzebowałaby jakiejś kryjówki.

Szli w stronę tunelu, kiedy podszedł do nich kolejny mężczyzna, znacznie młodszy, właściwie to chłopak w jej wieku. Przywitał się i zaproponował swoje usługi jako przewodnika. „Kolejny przewodnik” pomyślała przyglądając się młodzieńcowi ubranemu dość niedbale w podniszczone dżinsy, szary znoszony sweter, na który narzucił zieloną sportową marynarkę. Na nogach miał wojskowe buty. Dojść ciekawa kompilacja. Był brunetem i według Risy już zbyt długo zwlekał z kolejną wizytą u fryzjera. „ten chyba naprawdę jest tym kim mówi”. Mężczyźni spojżeli na niego zdezorientowani. Risa zastanawiała się jak zareagują. Być może uda się jej jakoś im wymknąć. -Dziękuje – nie jesteśmy zainteresowani – powiedział wyższy z nich popychając lekko dziewczynę – Idziemy. -Kiedy ja bardzo chętnie wynajęłabym przewodnika – powiedziała Risa z przekorą, mając nadzieję jeszcze bardziej wyprowadzić z równowagi swoich porywaczy. Niższy złapał ją za ramię i powiedział bardzo nieprzyjemny głosem: -Idziemy. -Proszę ją puścić, bo zawołam policję – powiedział chłopak, który najwyraźniej zauważył, że dziewczyna idzie wraz z mężczyznami z nie do końca własnej woli. – Nie tak traktuje się tutaj młode damy. -To nie twoja sprawa dzieciaku. – powiedział wyższy chwytając go za ubranie i przystawiając pięść do nosa. – Jeżeli chcesz mieć wszystkie zęby.... daj sobie spokój. -To ty wrzuć na luz Erni – powiedział niższy. – nie widzisz że chłopak liczy na szmal?! daj mu z dwie dyszki to sobie pójdzie. Chłopak pokiwał głową i rzucił pytające spojrzenie dziewczynie. Jak by na coś czekał. -Co jest szczylu? Na co się gapisz? – zapytał Erni, który ciągle trzymał go w uchwycie. Risa nagle zrozumiała: -Trzy stówy. Dam ci trzy stówy jeżeli mnie stąd wyciągniesz. -No to mamy umowę - powiedział chłopak, który natychmiast wyszarpnął się z uchwytu i zastosował jakąś dźwignie przewracając mężczyznę na chodnik. Zaskoczenie Risy nie miało granic, ale dziewczyna nie marnowała czasu i zdzieliła drugiego walizką w brzuch. - Spadamy – rzucił Ron, ciągnąc ją za rękę. Po chwili wbiegli do tunelu. Chłopak, o dziwo nie poprowadził w stronę dworca, a wręcz przeciwnie – na niedziałający peron. W biegu zobaczyli małe zamieszanie od strony dworca – tam jeszcze wiele osób przebijało się poprzez tłum przyjezdnych, wyraźnie chcąc ich dogonić. Najwyraźniej cały dworzec był obstawiony. Teraz nie było wątpliwości – to nie byli amatorzy. Jednak w ich misternym planie była luka. Nie spodziewali się, że Risa będzie miała pomocnika i że będzie uciekać w przeciwnym, niż oczywisty, kierunku. Mężczyźni przeciskali się pewnie, ale powoli. Uważali, że i tak nie sposób uciec z peronu numer dwa - po jednej stronie miał dworzec, a po drugiej niemal pionowe wzniesienie, które ciągnęło się wzdłuż torów. Ron uśmiechnął się do siebie, w kilka sekund domyślił się strategii napastników. W końcu tego go uczono. Uśmiechał się, bo za chwilę zamierzał wyciąć mężczyznom paskudny numer. Pociągnął nieznajomą dziewczynę na stare torowisko, po czym podbiegł do zbocza wzniesienia, które przy peronie obudowane było czerwoną cegłą.

Risa zastanawiała się, czemu nieznajomy ciągnie ją w stronę pionowej ściany. Przecież to dawanie samego siebie przeciwnikom na tacy. Ku jej zdziwieniu, kiedy zbliżyli się do ściany okazało się, że nie stanowi ona jednolitej konstrukcji, lecz znajdują się w niej nieco zniszczone i chyba dawno już nie używane schody. Były one zmyślną konstrukcją stworzoną w taki sposób, że jeżeli ktoś nie wiedział o ich istnieniu, mógł je zauważyć tylko przez przypadek.

Biegli po schodach w górę. Po chwili znaleźli się na małym podwórku, otoczonym ze wszystkich stron ceglanymi budynkami w podobnej stylizacji, co dworzec. Zresztą budynki te, też kiedyś były dworcem. Tyle, że powozowym, kiedyś do miasta jeździły również dyliżanse. Teraz budynki te były jednym z ulubionych siedlisk kloszardów, Kiedy przebiegali, kilku z nich uniosło głowy i potoczyło za nimi wzrokiem. Dobiegli do drewnianego ogrodzenia. Chłopak przesunął jakąś obluzowaną deskę i znaleźli się na zapuszczonej ulicy, przy której stały zniszczone, w większości niezamieszkałe, kamienice.

Ron skierował kroki wprost do najbardziej zniszczonego budynku, nic sobie nie robiąc z tabliczki głoszącej ‘budynek grozi zawaleniem, „Wejście wzbronione”. Dziewczyna nie protestowała, ale widać było, że nie jest rozradowana odwiedzaniem miejsca, które w każdej chwili może się jej zwalić na głowę. Konstrukcja naprawdę nie była stabilna. Część klatki schodowej zawaliła się do piwnicy, dach opadł i opierał się o podłogę najwyższego piętra, prześwitywały przez niego liczne promienie światła. W podłodze ziała wielka dziura. Ron podszedł do niej ostrożnie i zajrzał do środka. Wyglądało na to, że nic się nie zmieniło. Dalej w piwnicy walało się mnóstwo większych i mniejszych hałd niezidentyfikowanego śmiecia. Cóż, teraz będzie przemierzał trasę w innym kierunku, więc powinno pójść łatwiej. - Trzeba będzie zeskoczyć – odezwał się do dziewczyny. - Mogę ci pomóc zejść – zaoferował. - Dzięki. Poradzę sobie sama. Mógłbyś tylko złapać moją walizkę. - Oczywiście – skoro mówiła, że da radę, to nie było powodu, żeby jej nie wierzyć. Zeskoczył na kupę gruzu, dziewczyna rzuciła mu swój bagaż, odczekała, aż Ron zrobi jej miejsce i również skoczyła. Musiał przyznać, że całkiem zgrabnie wylądowała.

Chłopak przez chwilę rozglądał się po pomieszczeniu. Risa przyglądała mu się z ciekawością. W jej głowie kłębiło się mnóstwo pytań. Kim jest ten chłopak? Czemu mi pomaga? Czy można mu ufać? Czy może to kolejna pułapka? Nie wiedziała, ale nie miała wyjścia - musiała zaufać nieznajomemu, bo w przeciwieństwie do niej on orientował się w topografii miasta. Nieznajomy tymczasem podszedł do jednej ze ścian i odgiął jakiś kawał nadpleśniałej płyty pilśniowej. Wcisnął się w powstałą w ten sposób szparę i zniknął. Risa uniosła brew i ruszyła za nim. Otaczała ich kompletna ciemność. Chłopak złapał ją za rękę i ciągnął w sobie tylko znanym kierunku. Po chwili zatrzymali się. Dziewczyna usłyszała brzdęk wyciąganych z kieszeni kluczy, a po chwili szczęknięcie otwieranego zamka. W przeciwieństwie do korytarza, nie panowała tutaj nieprzenikniona ciemność, a jedynie głęboki półmrok, było to pomieszczenie podobne do tego, które niedawno opuścili, tyle że w nienaruszonym stanie. Stało w nim mnóstwo półek wypełnionych słoikami z konfiturami i innymi przetworami. Młodzieniec nie pozwolił jej jednak zbyt długo kontemplować tego widoku, bo pociągnął ją w kierunku drzwi, które prowadziły do korytarzyka z wąską klatką schodową. Znaleźli się w kolejnym wypełnionym szafami pomieszczeniu. Jednak nie wygladało na to, bym mieli zabawić dłużej niż przez chwilę ponieważ Ron już podchodził do szafy za którą znajdowały się następne drzwi. Przemierzyli jeszcze kilka takich pomieszczeń. Potem sceneria pomieszczeń zaczęła się zmieniać. W jednym z pomieszczeń schowane były rowery górskie w innym meble grodowe, jeszcze w innym były jakieś stare meble. Risa domyśliła się, że wędrują przez stary system piwnic, w które wyposażano wszystkie stare kamienice. Wędrowali podziemiami dość długo, zwiedzając cudze piwnice, aż w końcu znaleźli się w jakimś małym pomieszczeniu, w którym stało mnóstwo mioteł, wiader i wszelkiego rodzaju środków czyszczących. Przez szparę przy progu sączyło się jasne światło. Ron przesunął skobel i wyszedł wraz z dziewczyną na korytarz wyłożony kafelkami. Na prawo od nich znajdowały się drzwi z napisem ‘toaleta dla klientów’. On sam zamknął drzwi z napisem ‘tylko dla personelu. Nie wchodzić’. Rozglądał się przez chwilę i odetchnął głęboko. Nie był pewien, czy po tak długim czasie będzie pamiętał drogę. Udało się jednak. Dotarł do pubu-restauracji o wdzięcznej nazwie ‘Upiór’. Nawet tutaj, w korytarzu dawało się wyczuć niezwykłą atmosferę tego miejsca. Zdecydowanie zbyt długo go nie odwiedzał. Dziewczyna rozglądała się ciekawie, wyraźnie zaskoczona, że podziemia doprowadziły do takiego miejsca. Wręczył jej walizkę, którą do tej pory dzielnie niósł, by przyspieszyć ich marsz. -Och. Dzięki – powiedziała przytomniejąc. - Nie ma sprawy- odpowiedział i dodał.– Chodź. Poprowadził ją do obszernej piwnicy zamienionej w świetny lokal, zapewniający swoim klientom dużą prywatność. Działo się tak za sprawą sprytnie skonstruowanych lóż. O tej porze sala świeciła pustkami. Tylko w paru lożach ktoś już nieźle się bawił. Pewnie licealiści, którzy udali się na wagary, albo studenci po wykładach. Z jednej z lóż wychyliła się głowa, by sprawdzić, kto przyszedł. Ron rozpoznał jednego ze studentów, któremu kiedyś pomógł, kiedy tamten miał problem z akademikiem. Kiwnął mu głową, tamten odpowiedział podobnym gestem i wrócił do swoich znajomych. Podeszli do mężczyzny rezydującego za barem: - Cześć Mike. - Och, cześć Ron. – powiedział Mike. – Niestety, mogę zaproponować ci tylko jakiś koktajl. Wiesz jak szefowa wkurzyła się, jak cię odkryła. Teraz bardzo mnie pilnuje – Tak, teraz Ron sobie przypomniał, czemu już nie odwiedzał tego lokalu. Pozostali bywalcy nie mogli być w takim razie licealistami. - Koktajl? To już nie serwujecie niczego do jedzenia? – zapytał ze szczerym zdumieniem. - Do jedzenia? – w tej chwili z kolei zdziwił się Mike. – Wielki Boże, Ron chce coś zjeść w restauracji?! - Ma się ten gest, a co – uśmiechnął się chłopak. - Musimy tu chwilę posiedzieć z koleżanką. - Z koleżanką – powtórzył Mike unosząc lekko brew i uśmiechając się porozumiewawczo– to całkowicie zmienia postać rzeczy. Przepraszam, że cię wcześniej nie zauważyłem, nie myślałem, że jesteście razem. - To aż takie dziwne, że przyszedł tutaj z dziewczyną? – zapytała dziewczyna. - Jeszcze jak. Ron jest wielkim samotnikiem, który zamiast ładnych dziewczyn przyciąga głównie kłopoty… - Tak jest i tym razem, Mike – potwierdził Ron. - Znów? Mogłem się domyślić – westchnął. - Co tym razem? - Widzisz, jestem tutaj z koleżanką, ponieważ ma kłopoty. – mógł ufać barmanowi, w granicach rozsądku oczywiście, kiedyś wyciągnął go z nielichych tarapatów, właściwie to on znalazł mu obecną pracę. - To mnie uspokoiłeś, już myślałem, że w końcu znalazłeś sobie dziewczynę. - Ha, ha – bardzo śmieszne – skomentował Ron. - Dobra, rozumiem, że musicie chwilkę przeczekać? Tak? – Ron skinął głową. - W takim razie ta loża w rogu wydaje się być dla was idealna. - Dzięki. - Nie ma sprawy. Aha, masz tutaj menu. Nie myśl sobie, że pozwolę ci tu siedzieć i niczego nie zamówić - Tak. Tak. Jasne. Zasiedli na miękkiej, obitej skórą ławie przy nieco już zużytym stole. Dziewczyna, która do tej pory była dosyć małomówna, odezwała się: - Dzięki za pomoc. - Drobnostka.- odpowiedział, rozwalając się w dość niedbałej pozie na ławie naprzeciwko. - Wybacz pytanie, ale muszę wiedzieć. Dlaczego mi pomogłeś? Przecież to nie była twoja sprawa? – dziewczyna nie wytrzymała i zadała od dawna nurtujące ją pytanie. -Niby nie jest, ale ty wyglądałaś na kogoś potrzebującego pomocy, a ja lubie spełniac dobre uczynki, a poza tym wisisz mi trzy stówy, pamiętasz, nie? – uśmiechnął się łobuzersko – Ale teraz tak już na poważnie, kim byli ci goście co cię gonili i czego chcieli? -A skąd mam wiedzieć? – zapytała. – Gdybym wiedziała kto to jest to, to…, to bym pewnie sobie sama poradziła. – uśmiechnęła się lekko - Tak łatwo ci ze mną nie pójdzie. Nie odpowiedziałeś mi na moje pytanie. - Ech – westchnął. – Wolałabyś, żebym pozostawił cię na pastwę tych kolesi? Nie wiem, kim byli, ale od razu widać że to nie jacyś pospolici obwiesie, rząd też nie. - Rząd?!! – dziewczyna wybuchnęła śmiechem – dlaczego, na Boga, rząd miałby się mną interesować? Im jeszcze nie podpadłam. Na szczęście. - Uf, ulżyło mi. - Żartowniś z ciebie. Sam mówisz, że to nie byli żadni pospolici obwiesie, a ty jak gdyby nigdy nic, bez zastanowienia pomogłeś mi prawie całkiem bezinteresownie wydostać się z tarapatów? - Dokładnie. – przytaknął - Szczerze mówiąc robiło mi się zimno i chciałem się trochę rozgrzać. - Tak, jasne. I w tym celu postanowiłeś uprawiać jogging z jakimiś frajerami w płaszczach. - Dokładnie. - Nie nabijaj się ze mnie. - Przepraszam. - To, co jest dla mnie jeszcze bardziej nieprawdopodobne - wygląda na to że udało nam się im uciec. - Mam taką nadzieję. - Czyli jednym słowem wszystkie twoje działania wskazują na to, że nie jesteś przeciętną osobą. - Bo nie jestem – uśmiechnął się. – Ty też nie. - Ja? Dlaczego? - Przeciętnej osoby nie gonią dziwne indywidua. Przeciętna osoba nie ucieka tak dobrze i wreszcie... Przeciętna osoba nie daje się ciągnąć obcemu po jakiś dziurach. Dziewczyna uśmiechnęła się: - Racja. Rozgryzłeś mnie. Ale przeciętna osoba już by była w ich łapach, a ty pewnie…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%