Fantasy · 5 min czytania
Była sobie bajka
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
{i}Na chłopczyka z popielnika iskiereczka mruga. Chodź, opowiem ci bajeczkę... I nie będzie długa.{/i}
{b}Z SERII "BYŁA SOBIE BAJKA": DZIEWCZYNKA Z ZAPAŁKAMI{/b}
Gwiazdy śmiały się. Idąca pośród wirujących płatków śniegu dziewczyna pomyślała, że gwiazdy śmieją się bardzo obłudnie. Westchnęła i, otulając się starym, połatanym płaszczem, przyspieszyła kroku. Gdy dotarła do nieco oddalonego od miasta pagórka, rozejrzała się w ciemności, szukając wzrokiem ludzkiej postaci. Znalazła ją opartą niefrasobliwie o wielkie cielsko swego smoka, leżącego wygodnie na miękkiej, białej pierzynce. Podeszła do mężczyzny i stanęła obok, spoglądając na niego wyczekująco. Ani drgnął, wciąż wpatrując się w zdradzieckie gwiazdy. Chrząknęła. Nic. - Nino… - odezwała się w końcu, chuchając na zmarznięte ręce. Nadal nic. Poddała się. - Eltanin. – Odwrócił się w jej stronę z kpiącym uśmieszkiem na twarzy i lodowato obojętnymi oczami. - Lyr. – Skinął lekko głową. Dziewczyna zerknęła na pochrapującą cicho smoczycę. Widać mróz jej nie przeszkadzał. Lyr przyszło na myśl, że w gruncie rzeczy dobrze jest być takim smokiem. - Jak Wega? – mruknęła w końcu, nie mogąc znieść panującej wśród nich uciążliwej ciszy. - Jak widzisz, dobrze. – Dawny przyjaciel najwyraźniej nie kwapił się do rozmowy. Lyr ze zrezygnowaniem wypuściła parę z ust. - Chciałeś mi coś dać – oznajmiła, nie mając zamiaru przedłużać tego spotkania. Eltanin prychnął tylko. - Nie powinienem zadawać się z kimś tak… – obrzucił krytycznym spojrzeniem jej potargane brązowe włosy, zniszczony płaszcz, i wykrzywił usta, najwyraźniej zniesmaczony - … niegodnym. Lyr poczuła, jak ślepa złość burzy jej krew w żyłach. Ale nic nie mogła zrobić. - Nikt ci nie kazał – burknęła tylko. Tymczasem zadowolony mag przygładził idealnie drogą szatę i przejechał ręką po jasnych włosach. Idealnie gładkich, oczywiście. - Co dla mnie masz? – powtórzyła dziewczyna, już wyraźnie zdenerwowana. W ogóle nie powinna tu przychodzić. Mężczyzna sięgnął do kieszeni i wyjął z niej mały pakunek. Wcisnął Lyr do zmarzniętej ręki. - Idź już – polecił, zniecierpliwiony. - Ale… Zimne szare oczy spotkały się z zaskoczonymi niebieskimi. - Idź. – Nie było żadnej szansy na sprzeciw. Dziewczyna odwróciła się i szybkim krokiem oddaliła od miejsca, w którym nigdy nie powinna się znaleźć. Na szyi coś ciążyło jej niemiłosiernie. Nienawidziła tego. Przynajmniej w tym momencie.
***
{i}- Lyr! – Mały, bogato przystrojony chłopiec podbiegł do…