edukacja · 3 min czytania
... bynajmniej ja...
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 2
„Poszłem”, „przyszłem”, „wziąść” i „ umią”, ciągle w uszach moich szumią, ranią mnie do szpiku kości, nie mam siły już się złościć.
Są też słowa jednoznaczne lecz od prostych teraz zacznę i choć kłótnie były z mamą, „swetr” czy „sweter”, wciąż to samo.
Więc zadałem temat tacie: „tych postaci” czy „postacie”? I choć dumał nad tym chwilę, wciąż od sedna był o milę.
Takie słowo, jak: „bynajmniej”, nie oznacza wręcz „przynajmniej”, może teraz się pochwalę lecz to jednak znaczy „wcale”
a najwięcej krwi mi psuje, gdy się „mądrość” popisuje. Język bardzo jest zdradliwy w znanym słowie „spolegliwy”,
bo nie znaczy to „uległy” ani nawet też „przebiegły”, marna sztuka bycia modnym, lepiej „zaufania godnym”.
Część 22 / 2
Czy to dowcip towarzyski, to, że Parys jest paryski, albo ktoś, kto słowem szasta mówiąc o niej ta „piersiasta”?
Nie, po stokroć nie! Litości! Słowo w ustach chętnie gości, lecz, gdy nie zna się znaczenia trzeba uczyć się milczenia.
Takie słówko, jak: „kanister” poznał każdy już filister. A tu kiedyś z ust ministra słyszę słowo: do „karnistra”!
Na mej głowie dymi czapa, gdy usłyszę gdzieś: „antrapa”. Z gniewu zaraz jestem ciemny, czym piśmienny, czy pisemny?!
W pas się „językowi” skłonię, kiedy mówię: „podogonie”. Jakie słowo dać zastępcze na: „podpępcze” i…