Fantastyka · 14 min czytania
Cała wstecz!
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 3
{i}Kup. Skosztuj. Kwaśne? Gorzkie? Dosyp cukru. Zamieszaj. Dosyp jeszcze. Syp śmiało! Przetrzyj oczy. Zamknij oczy… Patrz, jak się błyszczy! Gdzie światełko? Szukaj! Chwyć je w zęby, bierz okazję! Skacz, biegaj, tańcz, tańcz, tańcz w kółko! Cała naprzód, nie trać czasu na…{/i}
Wyłączyłem telewizor. Chwilę później byłem już na ulicy. Szedłem szybko, patrząc tępo przed siebie. Prowadziła mnie złość, hamowała — niechęć. Nie byłem pewien, na kogo się złoszczę: na nich czy na nas. Niechętnie o tym myślałem. Obawiałem się bolesnej konkluzji, która zmusi mnie do natychmiastowego powrotu. Nie chciałem wracać; chciałem iść, chciałem po prostu się złościć. Dopiero kiedy mój oddech stał się zbyt ciężki, zwolniłem tempo marszu.
Mój tępy wzrok wyostrzył się i skupił na pstrokatym billboardzie, zawieszonym na wiacie przystanku. Kolory zlewały się w niejednoznaczną papkę abstrakcji, przygotowaną do prędkiej, bezmyślnej interpretacji. U dołu widniały podpis i pieczęć Stowarzyszenia „Medium”, które było odpowiedzialne za ten kawałek sztuki. Sztuki bez przekazu, sądziłem, ale prędko okazałem się być w błędzie. Dopiero z bliska zauważyłem, jak z mieszaniny kolorów wyłania się pokraczny napis, będący bez wątpienia istotą plakatu. {i}Kim byłeś?{/i}, pytało tajemnicze hasło. Brak odpowiedzi.
Minąwszy wiatę, szedłem dalej wzdłuż ulicy. Po przejściu niespełna trzystu metrów przystanąłem. Kolejny przystanek — kolejny plakat. Kolejne pytanie: {i}O czym myślałeś?{/i}. Znów brak odpowiedzi; znów podpis Stowarzyszenia. Wzruszywszy ramionami, ruszyłem do przodu tylko po to, by niechybnie zatrzymać się przy następnym billboardzie. {i}Kogo kochałeś?{/i} — wnikano dalej.
Nie frapowały mnie, jak zwykle bywa, odpowiedzi. Nurtowały mnie tylko pytania. I kolory. Zastanawiały mnie barwy, jakie umykały memu uzbrojonemu w częściowy daltonizm wzrokowi. Zainteresowanie to prędko znikło, następny na mojej drodze plakat bowiem miał czysto informacyjny, czarno-biały charakter. {i}Stowarzyszenie „Medium” oraz Teatr Stroboskop zapraszają na jedyny w swoim rodzaju spektakl, pod tytułem „Cała wstecz”{/i}, informował afisz. {i}Pozwól nam przepowiedzieć twoją przeszłość.{/i}
Siłą niezłomnego przypadku po mojej prawej stronie wznosił się gmach Teatru Stroboskop. Szeroko otwarte drzwi zapraszały do środka. Szeroko zbudowany mężczyzna, ubrany w czerwony uniform, pilnował, by nikt nie wszedł bez płacenia. Choć przed wejściem nie uformowała się kolejka, nie rzadziej niż co kilkadziesiąt sekund ktoś wstępował do środka. Co ich przyciągało? Czy to przeszłość? Ciekawość?
Kolory?
Mną kierował odruch. Zbliżyłem się do mężczyzny w czerwonej marynarce, wręczyłem mu dwudziestkę i wszedłem do środka. Rozwinął się przede mną długi korytarz o wyłożonych szkarłatnym aksamitem ścianach. Kolejni widzowie mijali mnie, gdy idąc pomału i ostrożnie, przyglądałem się rozwieszonym w kilkumetrowych odstępach białym tabliczkom. Oprawione były sztucznym, choć intensywnie błyszczącym się złotem. Na każdej kursywą wykaligrafowany był napis. {i}Przeszłość należy do tych, którzy przygotowują się do niej dziś.{/i} Niewątpliwie. {i}Kochając, marzy się o przeszłości.{/i} Bezsprzecznie. {i}Przewidywanie jest bardzo trudne, szczególnie jeśli idzie o przeszłość.{/i}
Część 22 / 3
Na końcu korytarza znajdowały się szerokie drzwi, prowadzące do głównego pomieszczenia. Przekroczyłem próg. Od sceny, zasłoniętej czarną kurtyną, dzieliło mnie kilkadziesiąt rzędów obitych szkarłatnym welurem krzesełek. Zszedłem na dół po schodkach środkowej alejki. Cudem znalazłem wolne miejsce. Zaczęto odsłaniać kurtynę, ale bez zbędnego pośpiechu. Napięcie rosło. Pełna sala czekała na spektakl.
Na środku sceny ukazał się nam mężczyzna. Miał na sobie czarny trzyczęściowy garnitur i białą koszulę z tanimi, plastikowymi spinkami na mankietach. Siedział na wysokim stołku, jedną nogą podpierając się o podłogę. Wzrok wbity miał w sufit.
— Potrzebuję ochotnika — przerwał panującą ciszę. — Kto z państwa chciałby być pierwszym śmiałkiem, który na własnej skórze odczuje mój dar jasnowidztwa? Kto z państwa pragnie znać swoją przeszłość?
Na sali ponownie zapadła cisza; nie słychać było ni szmeru, ni kichnięcia. Jasnowidz opuścił wzrok na publiczność. Wstał i zbliżył się do krawędzi sceny. Widziałem dokładnie każdą jego przeszło czterdziestoletnią zmarszczkę. Na jego twarzy pojawił się nieokreślony grymas. Kiedy ustał, jasnowidz podniósł rękę i wyciągnął ją w stronę lewej części widowni.
— Pan w zielonym sweterku! — wskazał ochotnika. — Tak, pan z wąsem… Nie ma powodu, by się krępować! Wiem, że pan, podobnie jak siedemdziesiąt cztery inne osoby na sali, chciał wejść na scenę, ale obawiał się zgłosić. Mam rację? Oczywiście. Proszę prędko tutaj wskoczyć, nie pożałuje pan!
Mężczyzna wgramolił się na estradę i stanął nieśmiało przed publicznością. — Proszę powiedzieć widzom, jak pan ma na imię — poprosił mistrz ceremonii.
— Leszek.
— Witaj na scenie, Leszku. Zapraszam na stołek… Poproszę brawa na zachętę…
Część 33 / 3
Publiczność przywitała oklaskami siedzącego na stołku Leszka. Jasnowidz stanął obok. Położył dłoń na czubku głowy ochotnika i zamknął oczy.
— Proszę, zamknij oczy — powiedział ciepło — rozluźnij się. Weź głęboki wdech. Odrzuć wszystkie myśli. Oddaj się sile, oddaj się mocy. Poddaj się, nie walcz. Poddaj się… Ruszajmy wstecz! — Uniósł lewą dłoń i palcami delikatnie dotknął skroni. — Widzę… przystanek — zaczął przepowiednię. — I kolory. Widzę mnóstwo różnorakich barw. Nie przybierają kształtu, nie przyjmują formy, choć uwięzione w prostokątnej celi. Są coraz bliżej. Coś wyłania się ze środka… Co to takiego? Napis? Tak, widzę słowa, które wypływają z otchłani barw… „Kim byłeś?”, brzmi pytanie. „O czym myślałeś?”, brzmi kolejne. „Kogo kochałeś?”, wnikają następne słowa. Potem znowu przystanek. I plakat. Po prawej dostojny budynek. Przed nim czerwona marynarka. Później długi, szkarłatny korytarz i napisy na ścianach. Sporo ludzi. Scena, welur i… Kurtyna! — krzyknął żywo na zakończenie. Energicznie wyrzucił obie ręce w górę. Leszek zsunął się z krzesła i otworzył oczy. Wyraz jego twarzy sugerował zgodność odczytu z prawdą oraz zdradzał ogromne zdumienie.
Jasnowidz opuścił ręce i podniósł powieki. Na jego twarzy pojawił się skromny uśmiech. Publiczność spontanicznie zaczęła bić oklaski. {i}Brawo!{/i} — zdawały się nieść po sali. {i}Niech żyje magia! Niech żyje błysk!{/i} Oczarowany, Leszek zszedł z estrady i również oklaskując maga, usiadł z powrotem na miejsce.
Gdy ucichły brawa, wróż przeszłości znów zbliżył się do krawędzi sceny. — Potrzebuję kolejnego ochotnika — oświadczył. Tym razem ujrzał w górze las rąk. Wskazał kobietę z głębi sali. Ucieszona, wdrapała się na scenę i bez pytania usiadła na stołku.
— Proszę, przedstaw się publiczności — polecił jasnowidz.
— Maria.
— Mario, rozluźnij się, zamknij oczy. Za chwilę połączę się z tobą za pomocą tunelu telekinetycznego. Zdradzę ci twoje wspomnienia i uczucia. Ty je nam…