Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 9 min czytania

Cały świat mógł należeć do niego

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Cały świat mógł należeć do niego.

Polana jaka rozciągała się na wyspie Świętej Heleny, była piękna, długa, niezmierzona i tajemnicza. Wystarczyło jednak podbiec kilka metrów, a wnet na końcu polany można było dostrzec ocean. Kilka metrów dalej równinna i płaska polana, zapadała się w stromy dół. To było wybrzeże wyspy! Nie dużej wyspy, nie godnej by na niej spędzić swe ostatnie dni życia. Nie godne największego człowieka jakiego stopy kroczyły po ziemi! Mimo to ów człowiek – olbrzym stał właśnie na polanie niegodnej wyspy i podziwiał krajobraz zupełnie taki jak on. Na początku łagodny, później dziko stromy i wreszcie rozszalały jak fale oceanu, fale które kończyły swój żywot rozbijając się o wyspę! Ale nie on, on nie mógł skończyć jak fala. Był czymś większym od fali, był wielorybem który przebijał się przez wzburzone bałwany, ale nie mógł rozbić się o wyspę, stojącą na drodze życia! Mimo to jednak pędził z wielką szybkością na wyspę, by tam skończyć żywot. Wiedział, że tak być nie musi, z Elby uciekł, dlaczego nie miał by uciec ze Świętej Heleny! Powtórzyłby kolejne sto dni, albo nawet tysiąc dni wielkiej chwały Napoleona! Stał tak i rozmyślał, skończył pisać swoje pamiętniki, wiedział już dobrze, że nikt nie dopisze do historii tego co dzisiaj miało się wydarzyć! Ów wielki człowiek co stał na ziemi, czyniąc ją w ten sposób świętą był Napoleon! Napoleon postanowił zejść z polany i udać się do swojego skromnego domku, w którym przyszło mu mieszkać. Nie narzekał, choć chciał rządzić całym światem. Doszedł do swojego domku, tam dwóch pilnujących go żołnierzy powitało. - Ładny dziś mamy dzień, władco! – zakpił pierwszy. - Ave Cesar! – wtórował mu drugi. Spojrzał na nich, musiał swoja święta głowę podnieść, gdyż w chwili obecnej wrogowie więksi byli od niego. Ale tylko wzrostem! Popatrzał na nich, ale przyzwyczajony, do tego co mu za każdym razem mówiło żołnierskie ścierwo, nie odezwał się. Tamci zaraz wysunęli zły wniosek iż cesarz źle się czuje. Cesarz w istocie źle się czuł, wszedł do domku i w progu zawołał: - Niech nikt nie wychodzi z domu, lecz padnie na kolana przed obliczem pana, by świat wiedział, że w tej chwili odchodzi drugi syn Boży! Po wielkim cierpieniu i ciężko przebytej ścieżce życia drugi Jezus do swego ojca wraca. Żołnierze patrzyli na niego zdziwieni, a ten gdy zaczął znów iść w stronę polany, rzekł i do nich: - Wy rzymscy legioniści padnijcie na kolana, nim powiecie prawdziwie, że ten był synem Pana! „Postradał myśli” tak owi żołnierze myśleli, ale on wiedział co mówi, wiedział, że albo pokaże wszystkim wielorybom, że nie trzeba wpadać na brzeg, a można go wyminąć! Wtedy ewolucyjnie ssaki te wielkie morskie zrozumieją błąd popełniany przez wieki, ale najpierw ja go im pokażę! Wspiął się wyżej na początek polany: - Uciszcie się bo syn Boży umiera! Skierował się w stronę oceanu i pobiegł. Do swoich kochanych wielorybów, by wskazać im właściwą drogę, a samego siebie poprowadzić do zwycięstwa. Kiedy ląd skończył się pod jego nogami pomyślał przez chwilę: - Jezus i tak zmartchwychwstał. Ocean ucichł, ewolucja zadziałała, żaden wielki wieloryb nie wyskoczył na brzeg! Odrętwiali żołnierze podbiegli do skarpy i tam widząc pływające ubrania Napoleona, stwierdzili iż pożarły go wodne potwory. Potwory, nie wieloryby! Jeden z nich blady na twarzy w ciszy wypowiedział zdanie, ale drugi udał, że go nie słyszał. A zdanie to brzmiało: - Ty, a może on naprawdę był synem Boga?

¨

Napoleon nie był głupim ssakiem, nie był jak kiedyś żołnierzem. Był przywódca był synem Bożym i wiedział, że będzie musiał poprowadzić lud wybrany do zwycięstwa. Jego skok nie był wyczynem ostatecznym, nie był też jego końcem. W dole zanim zaczęły się fale była jama. Jama, którą to cesarz odkrył przy swoich codziennych wędrówkach, często znikał za pagórkami i myślał ukryty, by nikt przez przypadek nie zaczął czytać w jego głowie kłębiących się myśli. Planował ucieczkę, tak jak planował ją na Elbie, ale tym razem przepłynąć w pław nie było proste. Wiedział, że pomocą będzie mu już tylko Bóg, kład się więc na polanie, gdzie podziwiał wdzięki natury. Tylko ją naprawdę kochał, tylko natura był łagodna tak jak on chciał, ale i ostra. Wiedział, że natura ma w sobie więcej niż jakakolwiek kobieta, wiedział, że są rzeczy które natura może mu dać, ale natomiast…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Cały świat mógł należeć do niego — czytnik · opowiadania