Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 11 min czytania

Canducus- część pierwsza z dwóch

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Canducus płakał. Siedział skulony, ukryty wśród pojemników na śmieci i łkał. Tak bardzo nie nawiedził swojej natury, że z żalu odczuwał ból fizyczny. Piekła go skóra, serce ściskało, każdy mięsień rwał. Gdyby mógł się odpowiednio skupić, zapewne odbierałby cierpienie każdą komórką.

Był obrzydliwy. Gardził swoją innością, swoim piętnem. Ledwie pamiętał, jak było kiedyś. Jakim był człowiekiem, zanim zaczął pożądać. Tak, wtedy był człowiekiem. Nikim nadzwyczajnym. Najnormalniejszym w świecie nastolatkiem.

Nie był przystojniejszy, ani brzydszy od swoich kolegów. Uczył się nienajgorzej, dobrze mu szło zwłaszcza z przedmiotów ścisłych. Nieźle grał w piłkę, trochę gorzej w koszykówkę i siatkówkę.

Niestety, niedługo po piętnastych urodzinach wszystko się zmieniło. Nim skończył dwanaście lat, zaczął interesować się dziewczynami. Wcześniej też się nimi interesował, ale w zdecydowanie inny sposób. Zastanawiał się nad tym, dlaczego są tak głupie i nad tym, jak im można zaszkodzić. Teraz zaczęły mu się podobać. W chłopcu obudziły się hormony. I to przecież całkiem normalne. Nie to było powodem rozpaczy. Jego piętnaste wakacje, były przełomem.

Miała szesnaście lat i nosiła słodkie imię Sandra. Rudowłosa piękność, o wesołej twarzy pokrytej piegami. Kiedy szła, płynęła. Kołysała biodrami w rytm natury. Kamil oszalał. Nie mógł spać, wciąż myślał o jej zielonych oczach i szczupłych ramionach. Ciągle jej śmiech w głowie.

Była znajomą Marty, siostry Kamila. Stąd dowiedział się, że ma chłopaka. To był dla niego straszliwy cios. Myślał, że umrze. Właściwie postanowił, że popełni samobójstwo. Tak, życie straciło cały sens. Nie miał nadziei. Zaczął snuć plany. Przetrząsał strony internetowe w poszukiwaniu informacji, na temat najskuteczniejszych sposobów, odebrania sobie życia.

Aż dostał olśnienia. Doszedł do wniosku, że samobójstwo nie jest rozwiązaniem. Nie należy się poddawać, trzeba walczyć. Był zdecydowany, aby chwycić byka za rogi.

Najpierw oczywiście musiał poznać swojego wroga. Zobaczyć, jaki człowiek zdobył serce Sandry. Wtedy, jemu też będzie łatwiej się zbliżyć, do tej dziewczyny. Przeciwnikiem okazał się Sebastian, osiemnastoletni osiłek. Jak Sandra mogła być z kimś takim? – zastanawiał się. Jednak skoro wybrała tego chłopaka, musiał mieć w sobie coś wyjątkowego. I w rzeczy samej Sebastian, był wysoki przystojny i podobno, całkiem inteligentny. To będzie trudny przeciwnik stwierdził Kamil.

Myślał, zastanawiał się i stwierdzał różne rzeczy, ale to nie zmieniało faktu, że Sandra nadal była z Sebastianem, a on mógł tylko o niej marzyć. Nie miał żadnego pomysłu, co zrobić, aby zmienić ten stan. Wyobrażał sobie, jak ratuję, Sandrę z opresji, w której się znalazła. Pokonywał bandytów, którzy ją napadli, a wtedy rzucała mu się na szyję, otrzymywał namiętny pocałunek. Marzył, że ośmiesza Sebastiana i razem z Sandrą patrzą, jak cały czerwony na twarzy ucieka. Oni zaś śmieją się z ofiary losu. Tyle, że to były marzenia zakochanego chłopca, który nic nie może zrobić, aby je ziścić.

Było coraz gorzej. W końcu nadszedł wrzesień, trzeba było wrócić do szkoły. Nie był w nastroju do nauki. Wolał siedzieć samemu w domu. Rodzice martwili się o niego. Siostra, która domyślała się powodu, współczuła mu. Nie chciał z nimi rozmawiać na ten temat. Wolał zamknąć się w sobie.

Z każdym dniem jego zdrowie się pogarszało. Schudł, zasypiał przed świtem, wciąż bolała go głowa. Dużo wagarował. Jego oceny się pogorszyły. Powróciły myśli samobójcze. Nie chciał istnieć. Nie miał powodu, skoro kobieta, którą kochał, nawet nie zwracała, na niego uwagi. Teraz był już przekonany, że pożegna się ze światem.

Najłatwiej było się otruć, ale niestety wszystkie środki, które nadawały się do tego, a nie sprawiały palącego bólu, były dostępne na receptę. Postanowił się, więc powiesić. Bał się strasznie, że coś mu się nie uda, że nie da rady, że będzie bolało, ale zaraz przypominał sobie o istnieniu Sandry. Znów chciał umrzeć. Kupił już odpowiedni sznur, zawiązał węzeł, wybrał drzewo za miastem. Wszystko było gotowe. I kiedy już wybrał dzień, w którym to się stanie, dowiedział się, że leki, można kupić na bazarze od pewnego Rosjanina. Bez recepty, bez trudnych pytań i do tego niedrogo. Cena właściwie nie grała roli, ale zawsze miło jest zaoszczędzić pieniądze.

Następnego dnia udał się na bazar w poszukiwaniu owego handlarza. Na stoisku z perfumami, środkami pielęgnacyjnymi i odżywkami dla kulturystów, leżały też pudełka z lekami przeciwbólowymi i ziołami. To pewnie tu jest ten Rosjanin – pomyślał. Kiedy tylko stanął przed kramem, z budki wyłonił się wysoki i szczupły mężczyzna. Jeszcze dość młody i całkiem przystojny, nie tak wyobrażał sobie sprzedawcę ze wschodu. Ukłonił się nisko ściągając czarny kapelusz i grzecznie zapytał, wcale nie z rosyjskim akcentem. - A w czym mogę szanownemu panu pomóc? - Khm – kaszlnął tylko. - A mógłby szanowny pan powtórzyć? - Dzień dobry – powiedział zdezorientowany usłużnym zachowaniem. - Dzień dobry. Chętnie szanownemu panu doradzę. Proszę mówić ja słucham i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Canducus- część pierwsza z dwóch — czytnik · opowiadania