Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 48 min czytania

Carpe diem (Kasia, Roman i Aneta) 1/2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

CZĘŚĆ 8 (KASIA, ROMAN I ANETA)

{i}Weszłam do gabinetu komendanta.

-Niech pani usiądzie- mężczyzna wskazał ręką na krzesło. -Dziękuję.

Trochę się denerwowałam. Nie chciałam jednak tego pokazać, więc starałam się uśmiechać i wyglądać na spokojną.

-Przemyślałem wszystko i podjąłem decyzję- mówił komendant Zieliński- Jest pani tego pewna? -W stu procentach. Nie mam rodziny, prawie w ogóle przyjaciół. -Praca na tej placówce będzie oznaczała całkowite odizolowanie od wszystkich spraw na zewnątrz. -Zdaję sobie z tego sprawę, jednak nie stanowi to dla mnie problemu. -Znakomicie. W takim razie proszę być przed komisariatem jutro z samego rana. I oczywiście proszę zabrać wszystkie swoje rzeczy. Do zobaczenia. -Dziękuję bardzo i do zobaczenia.

Opuściłam gabinet. Dopiero wtedy odetchnęłam z ulgą. Czekało mnie bardzo trudne zadanie, ale będę musiała mu sprostać. W końcu jestem policjantką i od dawna chciałam nią zostać. Wyszłam przed komisariat i wsiadłam do czarnego samochodu, który stał na parkingu. Usiadłam na siedzeniu pasażera.

-I jak?- zapytał bez wstępu mężczyzna. -Po myśli. Przyjął mnie. Będę sekretarką na jego placówce. Od jutra. -Znakomicie. Przed tobą trudne zadanie. Jeśli to zrobisz, nie będzie już odwrotu. -Podjęłam już decyzję. Będę szpiegiem. Od zawsze chciałam wykonać coś odpowiedzialnego, niesamowitego. -Świetnie. W takim razie będziemy w stałym kontakcie. Codziennie wieczorem będę do ciebie telefonował. Czasem i rano. Poinformujesz mnie o wszystkim. -Jasna sprawa. A teraz jadę do siebie. Mam trochę spraw do załatwienia.

Nazajutrz z samego rana, pojechałam z komendantem Zielińskim w nowe miejsce pracy...{/i}

Kasia, sekretarka szefa przedzierała się między drzewami. W ręku trzymała telefon komórkowy. W końcu, znalazła zasięg. Chwilę później, kobieta poczuła wibracje w telefonie, symbolizujące nadejście połączenia.

-To ja. Wszystko w porządku. Przenieśliśmy się w nowe miejsce- rozpoczęła rozmowę Kasia. -Domyślam się, że zdobyłaś dokumenty... -Tak, ale nie wszystkie... -Musisz zdobyć całość. Tylko wtedy będzie to dla nas w stu procentach ważne. -Wiem. Do jutra powinnam mieć także ten dokument. -Nie mamy czasu do jutra. Musisz go zabrać do wieczora. -Do wieczora?- serce Kasi zadrżało- A jeśli coś pójdzie nie tak? -Musi się udać- po tych słowach mężczyzna rozłączył się.

Kasia schowała telefon głęboko do kieszeni, po czym zaczęła iść w kierunku miejsca, skąd przyszła. Nagle, kobieta usłyszała jakiś szelest i łamanie gałązek. Odwróciła się raptownie i zobaczyła Ryszarda, policjanta z tego samego komisariatu, na którym pracowała.

-Co ty tutaj robisz?- zareagowała od razu, po czym przytuliła mężczyznę- Jak dawno cię nie widziałam. -Kasiu, kocham cię. Nie mogłem wytrzymać. Nawet nie wiedziałem, czy żyjesz. -Żyję, jestem cała i zdrowa. I jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, to jeszcze dziś go zdemaskujemy... -To znaczy, że zebrałaś już prawie wszystko? -Oprócz jednego dokumentu, potwierdzającego jego grzeszki i oszustwa- popatrzyła na niego z uśmiechem- To ty przyleciałeś tym helikopterem razem z chłopakiem? -Skąd o tym wiesz?- Ryszard wyraźnie się zdziwił. -Szef o tym wie. A stąd ja. W końcu jestem jego sekretarką. Więc jeśli zobaczy nas teraz razem, plan może podupaść. -Kocham cię. Mam dosyć tego ukrywania się. Nie zostawię cię teraz. A jeśli znowu cię stracę... -Uspokój się. Kocham cię, ale nie możemy tak ryzykować. Myślę, że jest jednak coś, w czym mógłbyś mi pomóc. Dotrzyj do broni. Powiem ci, gdzie jest ukryta.

Niebawem, Kasia pocałowała Ryszarda i między krzakami podążyła do „nowego” obozu. Były to dwa małe budynki i koło siedmiu namiotów pomiędzy nimi. Miejsce było położone blisko strumienia. Z jednego namiotu wyszedł szef. Podszedł do niego mężczyzna.

-Informacja przekazana, szefie. -Świetnie. Mam nadzieję, że Wybrani wykażą lojalność wobec nas. Im prędzej ich złapiemy, tym mniej kłopotów. -Czy szef życzy sobie czegoś jeszcze? -Zawołaj Joannę.

Niebawem, kobieta podeszła do szefa.

-Za chwilę możemy rozpoczynać eksperyment. Przygotujcie wszystko. -Mieliśmy podejść do tego, dopiero po próbie Nowackiego. -Joanno! Sama widzisz, że nie jesteśmy w laboratorium. Przez jego ludzi, musimy ukrywać się tutaj. Nie ma na co czekać. -Co z Justyną? Dlaczego kazałeś ją zostawić? -Dobrze wiesz. Nie mogłem dłużej narażać nas na niebezpieczeństwo. -Niebezpieczeństwo? -W każdej chwili mogła im pomóc, a to jest dla nas najmniej wskazane. -Przepraszam, że przeszkadzam- odezwała się młoda dziewczyna- Nowacki odzyskał przytomność. -Znakomicie. Wszystko idzie zgodnie z planem. Poinfomuj mnie, gdy wyjdzie z pierwszego pomieszczenia. -Oczywiście, szefie. -A ty, Joanno. Wykonaj to, co prosiłem. Przygotujcie salę do eksperymentu.

Roman otworzył oczy. Strasznie bolała go głowa. Znajdował się w dziwnym pomieszczeniu. Nie było w nim żadnych okien. Mężczyzna próbował wstać, ale powstrzymał go przeszywający ból w środku. Odpychając się wyczuł coś leżącego na ziemi. Po pomacaniu poznał, że jest to niewielka świeczka. Gdyby tak dało się ją zapalić- pomyślał mężczyzna- może pomieszczenie byłoby bardziej oświetlone. Roman próbował wstać po raz drugi, kiedy coś zatrzeszczało mu w kieszeni. Włożył dłoń do środka i poczuł, że są to zapałki. Momentalnie podpalił świeczkę. Pomieszczenie stało się bardziej widoczne. Widać było masywne drzwi, które najprawdopodbniej stanowiły wyjście z pomieszczenia. Pod ścianą stał niewielki stolik. Nowacki delikatnie podeszedł do owego stolika. Sprawiło mu to ogromny ból. Na stoliku były umieszczone różne napisy, namalowane flamastrami. „Pierwsza sprawa”, „Samodzielna decyzja”. Nad stolikiem przyczepione były różnorakie zdjęcia. Wszystkie ukazywały, ku zdziwieniu mężczyzny samego Romana, z jego żoną i córką. Na wszystkich, jego głowa była zaznaczona w czerwonym kółeczku. Nowacki zaczął zastanawiać się, co się tu dzieje. Ze złości, pozrywał ze ściany wszystkie zdjęcia. Zorientował się, że wszystkie mają jakieś liczby napisane markerem na odwrocie. Były one dwucyfrowe. Rzucił wszystkie na ziemię i podszedł do drzwi. Oczywiście, były zamknięte, a na klamce była zaczepiona niewielka kłódka. Na kłódce umieszczono szyfr składający się z czterech cyfr. Tylko, do cholery, jakie to cyfry? Nagle uświadomił sobie, że na zdjęciach, które porozrzucał widział dwucyfrowe liczby. Gdyby tak wybrać dwa zdjęcia i wstukać kod, może drzwi się otworzą. Tylko które zdjęcia wybrać? Czy układający tę zagadkę kierował się logiką? Roman obejrzał zdjęcia. Ukazywały one różne momenty z jego życia. Sprzed paru lat...

{i}Odszedłem od okienka i skierowałem się do drzwi wyjściowych, mijając ochroniarza. Wyszedłem z banku i kierowałem się do samochodu. I nagle ktoś na mnie wpadł.

-Przepraszam pana bardzo- powiedział do mnie z niewyraźnym akcentem. -Nie szkodzi- podniosłem głowę i nagle ujrzałem mojego kumpla- Pierre? Co ty tutaj robisz? Kopę lat. -Roman. Witam. Co za spotkanie! -Ile to już lat- w jednej chwili przypomniałem sobie dawne lata, które spędziłem w Paryżu. Wspólnie z Pierrem tworzyliśmy wspaniały team. -Akurat przyjechałem na jakiś czas do Olsztyna. Może wybierzemy się na piwo? -Nie ma sprawy, ale nie teraz. Żona już na mnie czeka. Wyskoczyłem tylko na chwilę wpłacić pieniądze do banku. -Spoko, dam ci swój numer, to się zdzwonimy.

Wracając do domu, byłem zadowolony. Nie spodziewałem się, że jeszcze kiedykolwiek spotkam Pierre’a. A tu proszę bardzo. Co za dziwny zbieg okoliczności! Wszedłem do mieszkania. Moja żona, Basia siedziała w salonie.

-Już jestem... -Mhm... -Coś się stało?- od razu rozpoznałem. -Andżelika. Ona jest na komisariacie. -Boże jedyny! Słucham? -Tak, ktoś musi po nią pojechać... -Dlaczego nie powiedziałaś mi wcześniej? -Bo jestem w szoku. Znaleziono przy niej narkotyki.

Nie czekałem zbyt długo. Pojechałem na komisariat i przywiozłem córkę do domu.

-I co zrobimy?- zapytałem Basię- Nie możemy tak tego zostawić. -Porozmawiam z nią- zaproponowała kobieta. -Nie, to ja z nią pogadam! -Roman, proszę cię. Tylko spokojnie... -Kobieto! Nasza córka bierze narkotyki, i ja mam być spokojny?

Szybkim krokiem udałem się do jej pokoju. Andżelika siedziała na kanapie, wpatrzona w telewizor. Sięgnąłem po pilota i wyłaczyłem odbiornik. Dziewczyna odwróciła się do mnie plecami.

-Musimy porozmawiać. Możesz mi to jakoś wytłumaczyć? -O co ci chodzi? -I ty jeszcze pytasz? Narkotyki to nie zabawa! -To nie narkotyki, tylko trawka. Uspokój się. -Tak, jasne, a piwo to nie alkohol. Dziewczyno! Co się z tobą dzieje? Od dłuższego czasu nie mam z tobą kontaktu, a teraz... -Jestem już prawie dorosła. Mam 16 lat. -Ale tu nie chodzi o twój wiek! Narkotyki to najgorsze, co może być! -Ja mam inne zdanie na ten temat. -Co się z tobą stało? Razem z mamą cię kochamy, chodzisz do świetnej szkoły, niczego ci nie brakuje. Dlaczego nam to robisz? -Tato, ja nie jestem już małą dziewczynką. Mam swoje życie, sprawy, przyjaciół, przekonania. -Ale to ja jestem twoim ojcem. I bardzo cię proszę. Raz spróbowałaś, i to ci powinno wystarczyć. -Chyba zwariowałeś! -Andżela! Zapomniałaś, co powiedzieli policjanci? Będziesz miała sprawę w sądzie! To nie jest odpowiednia nauczka dla ciebie? -Oni nas tylko straszyli. -A chcesz się przekonać, że nie tylko? Masz skończyć z narkotykami! -Nie! -A ja powiedziałem, że tak! Do jasnej cholery! -Uspokójcie się!- odezwała się Basia, która właśnie weszła do pokoju.

Nazajutrz spotkałem się z moim kumplem, Pierrem. Cały czas myślałem o swojej córce. Nie wiedziałem, co się z nią stało.

-I co tam u ciebie?- zapytałem Francuza. -Po staremu. Jakoś żyję. Teraz przyjechałem do Polski, żeby rozkręcić jakiś ineteres. A u ciebie jak? -Też po staremu. W zeszłym tygodniu wywalili mnie z firmy. Muszę znaleźć nową pracę. -A coś się stało? -Redukcja etatów. Niezła wymówka. Ale mniejsza o to. -Świetnie się składa, mam dla ciebie propozycję. -Jaką? -Żebyśmy rozkręcili interes. Zyski mogłyby być naprawdę duże. -Myślałeś o czymś konkretnym? -Klub. Wiesz, dla młodzieży. Taniec, piwo, te sprawy. Można na tym nieźle zarobić. -W sumie racja. -Moglibyśmy mieć po 50 % udziałów. Ale potrzeba wkładu. Trzeba trochę zainwestować. -Dużo? -Koło kilkudziesięciu tysięcy ja, i tyle samo ty. Ale to się szyko zwróci. Spokojna głowa. -Muszę się zastanowić. Nie mogę podjąć decyzji od tak. Co prawda, mam trochę oszczędności, ale to trudna decyzja. -Spoko, ale najwyżej kilka dni. Nie mogę tak długo czekać.

Niebawem wróciłem do domu. Wszedłem do kuchni. Basia nalała mi zupy.

-Zawołaj Andżelikę, niech zje z nami- odezwałem się. -Nie ma jej. Wyszła. -Słucham? Przecież kazałem jej siedzieć w domu i się uczyć. -Ja jej pozwoliłam wyjść. -Zwariowałaś? -Nie utrzymamy jej w domu na siłę, Roman. Ona ma swoje życie. -To znaczy, że chcesz żeby została narkomanką? -Jasne, że nie. Ale ona sama musi to zrozumieć. -To najgorszy wiek. Obawiam się, że pojmie to za późno. Trzeba coś z tym zrobić. -No oczywiście, że tak. Ale karanie jej i przetrzymywanie to nie sposób. Wymyśl coś konkretnego. -Może niech rozmawia z psychologiem, skoro nie chce z nami. -Dobrze wiesz, że Andżelika do żadnego psychologa nie pójdzie. -Więc mamy patrzeć jak się stacza? -Musimy coś z tym zrobić. Ale nie po twojemu. -Sugerujesz, że jestem złym ojcem? -Nie, ale stosujesz złe metody i ja na nie pozwolę. -Wiesz, co idę na spacer. Straciłem apetyt.

Wyszedłem z domu i skierowałem się do parku. Od zawsze tak było. To Basia podejmowała wszelkie decyzje. Ja nie miałem nic do powiedzenia. Ale teraz sprawa jest poważna. Chodzi o naszą córkę i narkotyki. Chciałem w końcu podjąć jakąś samodzielną decyzję. Zrobić coś samemu. I nagle zadzwonił telefon.

-Cześć, to ja Pierre. -No witam. -Nie przeszkadzam? Pora obiadowa... -Nie, jestem właśnie na spacerze. -Chciałem powiedzieć tylko, że znalazłem już pewien lokal, w którym moglibyśmy otworzyć nasz klub. Jednak wciąż nie mam wspólnika...

I nagle uświadomiłem sobie, że coś mogę zrobić samemu. Co prawda, pieniądze na koncie to wspólne oszczędności z Basią, ale one szybko się zwrócą.

-Już masz. -Słucham? -Wchodzę w ten interes. -Świetnie, liczyłem na ciebie. Spotkajmy się jutro. Omówimy wszystkie szczegóły. -Jasna sprawa.

Wracałem do domu z uśmiechem na twarzy... {/i}

Pustelnik stał przy dziwnych maszynach w jednym z pokoi. Usiadł na krześle, założył słuchawki na uszy i zaczął kręcić różnymi pokrętłami. Chwilę poźniej, opuścił pomieszczenie. Przeszedł przez krótki korytarz i wszedł do drugiego pokoju. W niewielkim łóżku leżał Kamil, który właśnie odzyskiwał przytomność.

-Jak się czujesz?- zapytał pustelnik. -Średnio. Kim jesteś?- mówiąć, próbował się podnieść. -Jesteś jeszcze słaby- powstrzymał go pustelnik- Musisz odpocząć. -Gdzie jestem? -W chatce, której szukałeś... -Skąd o tym wiesz? -Bo znalazłem mapę prowadzącą do mnie w twoich rzeczach. Długo spałeś. Prawie całą dobę. Musisz być nieźle wycieńczony. -Ty jesteś tym pustelnikiem? -Można tak mnie nazwać. -Więc pomóż mi... -Właśnie to zrobiłem. Uratowałem cię, zanim Wybrani dorwali się do ciebie pierwsi. -Pomóż mi znaleźć drogę. Podobno wiesz, jak można stąd się wydostać. -I po to do mnie szedłeś? -Tak. -Zmienię ci okład. Majaczyłeś o bólu głowy...

Pustelnik podszedł do małej półki i zrobił okład dla Kamila. W tym samym czasie, chłopak próbował wstać. Czuł się nieco lepiej, udało mu się usiąść.

-Widzę, że wracasz do zdrowia. Musi ci na tym bardzo zależeć- zauważył pustelnik. -Nie odpowiedziałeś na moje wcześniejsze pytanie. -Pytałeś, jak się stąd wydostać. Jednak nie mam pojęcia. Wiem tylko jedno. -Co takiego? -Ten las to magiczne miejsce. Niewielu może tutaj wejść. -O czym ty mówisz? To miejsce jest takie same jak każde inne. -Czy w każdym innym miejscu również dopisuje ci szczęście? Czy czujesz się w miarę dobrze, jeśli doznałeś wstrząsu mózgu? -Skąd wiesz, że doznałem wstrząsu mózgu? -To najbardziej prawdopodobne. Boli cię głowa. Nie masz jednak otwartych skaleczeń, ani ran. Jak się tutaj dostałeś? -Przeżyłem katastrofę kolejową. -Dalej twierdzisz, że to zbieg okoliczności? -Nie wiem... -Los w określonym celu utrzymuje cię przy życiu. -Bzdura! -Nie wydaje mi się. Jeśli czegoś bardzo chcesz w tym miejscu, osiągasz to. Doświadczyłeś tego przed chwilą. -Jak to? -Normalnie nie mógłbyś nawet poruszyć głową, a tobie udało się wstać. Zapewne dlatego, bo wmówiłeś sobie, że uda ci się to zrobić. Bardzo tego chciałeś. -Więc jeśli będę tego bardzo chciał, to wstanę i wrócę do pełni zdrowia? -Nie wolno przesadzać. Ale w tym miejscu zdrowieje się dużo szybciej. Jutro, najwyżej pojutrze powinieneś być w pełni sił. -A droga? Dlaczego skoro tak bardzo chcę wyjść, nie udaje mi się to? -Są dwa powody. Podświadomie wiedziałeś, że zapewne nie uda ci się stąd wydostać, bo jest to niesamowicie trudne. -To by się zgadzało. Powoli tracę nadzieję, że kiedykolwiek stąd wyjdę. -Wyjdziesz, ale jest jeszcze drugi powód. -Mianowicie. -Być może masz jeszcze coś do zrobienia. Dopiero kiedy to wykonasz, las cię stąd wypuści. -Dlaczego tak persofinikujesz to miejsce? A ty, czemu jesteś pustelnikiem? -Bo chcę tutaj być. Nie mogę wrócić do zewnętrznego, normalnego świata. Umarłem. -Umarłeś? Nic z tego nie rozumiem. -Miałem pewne długi. Bardzo dużo. Musiałem się ukrywać. Pomijając już, że nie miałem zbyt udanego życia tam, gdzie mieszkałem. -I ukryłeś się tutaj? -W pewnym sensie tak. Odnaleźli mnie pewni ludzie. Na początku myślałem, że to moi wierzyciele, ale okazało się inaczej. Oni chcieli mi pomóc, nie zaszkodzić. Zaproponowali mi pewien układ. -Wiem, o czym mówisz... -Załatwią moją śmierć, sfałszują wszystko, ja uwolnię się od długów. Ale nie za darmo. Chcieli, żebym trafił tutaj. Do lasu. -Tak po prostu? -Tutaj wykonuję pewne zajęcie, które dla nich jest niesamowicie ważne. I jestem im za to bardzo wdzięczny. To miejsce jest magiczne, jak już mówiłem wcześniej. -Jest w tym pewna logika. Ale ja w to nie wierzę. -Więc uwierz. Tylko wtedy będziesz mógł zrealizować wszystko, czego potrzebujesz. -Chcę się stąd wydostać. A nie udaje mi się to. -Musisz tego bardzo chcieć. A kiedy zrobisz już wszystko, co masz do zrobienia w tym lesie, najprawdopodobniej opuścisz to miejsce.

Sophie była pochylona nad Anetą. Kawałek dalej leżał nieprzytomny po uderzeniu kamieniem Maks. Obie ujrzały zbliżających się Rafała i Krzysztofa, prowadzących coraz bardziej przytomne Anię i Justynę.

-Sophie? Co ty tutaj robisz?- zareagował od razu Krzysztof. -To długa historia. Aneta jest ranna- od razu zmieniła temat kobieta. -Co się stało?- zapytał przestraszony Rafał. -Została postrzelona. Między nią a tym gościem doszło do walki... -Nie ma z nami Pawła. Nie mam pojęcia, jak jej pomóc- powiedział Krzysztof. -Ja jestem pielęgniarką- odezwała się Justyna- Mogę spróbować jej pomóc. -To nie wchodzi w grę! Jesteś zdrajczynią!- krzyknął Krzysiek. -To prawda. Ona naprawdę jest pielęgniarką- odezwała się Ania.

Rafał podszedł do rannej Anety. Podwinął jej bluzkę i wszyscy ujrzeli przerażającą ranę na brzuchu dziewczyny.

-Wygląda okropnie. Wiesz, jak jej pomóc?- zapytał Justynę Rafał. -Ona może jej tylko zaszkodzić!- krzyczał Krzysztof. -Uspokój się. Tu chodzi o jej życie. -Mogę spróbować. -Ja bym tego nie radził- Krzysztof wciąż trwał przy swoim. -Zamknij się! Kto inny może jej pomóc? Nie ma z nami Pawła, który się na tym zna. Nikt inny nie ma takiej wiedzy. -Ale nikt poza nią nie okazał się zdrajcą!- grzmiał Krzysiek. -Ja nie jestem zdrajcą. Musiałam tak postąpić!- krzyknęła Justyna. -Po co nas tam ciągnęłaś? Do czego byliśmy potrzebni?- wypytywał Krzysztof. -Potrzebni byli tylko Paweł i Roman. -Do czego?- zapytał Rafał. -Nie mam pojęcia. Nie mówili mi o wszystkim. -Nie kłam! -Mówię prawdę. Przyrzekam. Ja byłam tylko pielęgniarką. I chciałam się stąd wydostać, tak samo jak wy.

Nagle, Aneta zaczęła wyć z bólu. Justyna uklękła przy niej. Zdjęła swoją bluzę z ramion i zaczęła rozdzierać ją na kawałki.

-Musimy zatamować jej krew- stwierdziła- Pomóżcie mi.

Dziewczyna zaczęła pomagać Anecie. Nastolatka była wycieńczona. Powoli zaczęła żałować, że trafiła do tego lasu. Jednak zjawiła się tutaj na własne życzenie.

-Przestaje krwawić. Niech ktoś zrobi jakiś zimny, mokry opatrunek- zarządziła Justyna. -Ja się tym zajmę- stwierdziła Ania, która urywając kawałek swojej bluzki, skierowała się do pobliskiego strumienia. -Co dalej?- zapytał Rafał. -Nic więcej nie pomogę. Tu trzeba specjalistycznej opieki. Moja siostra jest lekarką. -To znaczy, że ona... -To znaczy, że Aneta potrzebuje pomocy jakiegoś lekarza, a ja nim nie jestem. Ja mogę ją uratować na kilka godzin. -Nie mamy pojęcia, gdzie znaleźć kogoś takiego. -Ona na pewno wie!- zareagował Krzysztof. -Proszę, to opatrunek- powiedziała Ania, która pojawiła się blisko nich. -Dzięki- powiedziała Justyna, która przyłożyła opatrunek do rany Anety. -Justyna, jesteś jedną z nich! Na pewno wiesz, jak dotrzeć do twojej siostry i pozostałych!- krzyczał Krzysiek. -Uspokój się! Ją też zostawili- stwierdził Rafał. -Nie było cię tu wcześniej. Nie wiesz, co nam zrobiła, więc zamknij się! -Wiem, że jest zagubiona tak samo jak my. Czy zwróciłeś uwagę, że mogli ją wziąć ze sobą, a tego nie zrobili? -Żeby śledziła nas dalej! -Ale po co? Nie słyszałeś? Potrzebowali tylko Pawła i mojego ojca. My nie jesteśmy im potrzebni. -To nie zmienia faktu, że nie wiemy, jak iść. Oni zniknęli. -A wódz? Przecież on może wiedzieć- zareagował Rafał.

Wszyscy rozejrzeli się dookoła, ale wodza nie było. Ani w miejscu, w którym stracił przytomność, ani nigdzie indziej w pobliżu.

-Zniknął- stwierdził Rafał. -Zajęliśmy się Anetą... -Bo jest ranna! -Daj mi broń- powiedział Krzysztof. -Po co ci? -Do jasnej cholery! Jesteśmy w jednej drużynie! Zaufaj mi, odnajdę go. Sam twierdziłeś, że jest naszą przynętą. -Jak chcesz. Masz- wręczył broń Krzysztofowi.

Mężczyzna zagłębił się las w poszukiwaniach Maksa. Wiedział doskonale, że nie mógł daleko uciec. Zniknął z oczu wszystkim nie więcej niż kilka minut temu. Mógł skierować się jedynie w tę stronę, gdyż był najbliżej niej. Ponadto gdyby chciał iść gdzie indziej, musiałby przejść obok niego i pozostałych, a wówczas zostałby zauważony. Krzysztof kierował się bardziej w las. Sprawdzał dokładnie każdy zakamarek. Aż nagle zauważył wodza za jednym z drzew. Podbiegł do niego i zadał mu cios w twarz. Wódz upadł na ziemię. Krzysztof nadepnął na niego nogą, przycisnął i wycelował pistoletem.

-Myślisz, że cię nie zabiję?! Teraz jesteśmy sami- odezwał się mężczyzna. -Będziesz do tego zdolny? Bądź co bądź, nie zaczęliście z nami wojny, ale jeśli mnie zabijesz, także zginiesz- mówił przerażony Maks. -Zamknij się! -A potem zabiję jeszcze kogoś. Bardzo bliskiego. -Uważaj, bo ci uwierzę. -Jest tutaj... -Kto? -Twoja dziewczyna. Jest bardzo ładna. Chciała uciec od zewnętrznego świata, ciekawe co jej takiego zrobiłeś.

Krzysztof kopnął w twarz Maksa.

-Możesz ją odzyskać. Prędzej, niż sądzisz. -I tak ci nie wierzę! Już nigdy nikomu nie zaufam. -Nie musisz mi ufać, a jedynie zapewnić ochronę... -Słucham? -Gdy odzyskasz swoją dziewczynę, puścisz mnie wolno- stwierdził Maks. -Jaką mam pewność, że ona jest tutaj? -Jechała do Zakopanego kilka dni temu. Piękna, szczupła brunetka. Ma niewielki tatuaż na lewym ramieniu. -Skąd o tym wiesz?!- krzyknął Krzysztof. -Bo jest wśród nas...

Tymczasem, Justyna i pozostali otoczyli ranną Anetę.

-W niczym więcej nie pomogę. Musimy dotrzeć do mojej siostry- stwierdziła Justyna. -Gdzie ona jest? -Nie mam pojęcia. Nie mogą być daleko stąd. -Zapewne jest tam też Paweł i mój ojciec- zauważył Rafał. -Tylko jak tam dotrzeć?

Sophie zamyśliła się. Przypomniała sobie wszystko, co zdarzyło się wcześniej.

-Ja wiem, jak tam iść- odezwała się Francuzka. -Co? Niby skąd? -Po prostu wiem. Znam się na tropieniu i zaprowadzę was tam. -A co z Krzysztofem i tym wodzem?- zapytała Ania. -Idziemy z wami!- odezwał się ów Krzysztof, który wyłonił się z lasu, prowadząc Maksa.

-Naczelnictwo wzywa. To jakaś nagła sprawa. Zajmij się wszystkim podczas mojej nieobecności- powiedział Max, opuszczając wioskę razem z ocalałymi.

Jego zastępca, dowódca strażników przyjął wiadomość i udał się do jego pomieszczenia, zabierając ze sobą dwóch strażników.

-Wódz ma kłopoty. Musimy zawiadomić górę- oznajmił dowódca. -To dosyć poważna decyzja- stwierdził inny. -Max nie używał by kodu „naczelnictwo wzywa” bez przyczyny. Musimy ich ostrzec. Zapewne kierują się w ich kierunku... -Poczekajcie chwilę...

Strażnik zaczął przeszukiwać z grubsza pomieszczenie wodza.

-Co robisz? -Szukam krótkofalówki. Wziął ją ze sobą. Nie ma jej tu nigdzie. -To znaczy, że będziemy mogli się z nim skontaktować. -Najpierw skontaktujmy się z górą.

Dowódca podszedł do głównej krótkofalówki, która była umieszczona na ścianie.

-Odbiór.

Po dłuższej chwili zgłosił się sam szef.

-Laboratorium. Odbiór. -Dzwonię z polecenia Maksa. Został porwany przez ocalałych. Kierują się w waszą stronę. -Kto dokładnie? -Maks, a oprócz niego Skowrońska i Tczewski. -Jesteście z nim w kontakcie? -Jesteśmy. -Czekajcie na polecenia. Bez odbioru.

Nagle, do pomieszczenia wszedł jeden z Wybranych- Waldek, prowadzony przez strażnika. Poinformował on o Rafale i o wszystkim, co do tej pory się zdarzyło.

-Musimy być w gotowości. Czekamy na polecenia Maksa.

I niebawem, niecałe dwie godziny później, dowódca odebrał wiadomość.

-Tu Maks. Odbiór. -Odbiór. Dowódca Malinowski. -Dotarliśmy do ich miejscówki, ale była pusta. Teraz kierujemy się po ich śladach. Musicie wyruszyć za nami. Musimy to skończyć raz na zawsze. -Gdzie mamy się kierować? -W stronę źródła. Weź najlepszych ludzi. Na początku odwiedźcie chatkę. Jest tam trochę broni. -Oczywiście. -To nie wszystko. Weźcie ze sobą Magdę. Będzie nam potrzebna. -Tak jest, wodzu. Jest w pomieszczeniu razem z tę nową. Rozumiem, że ją mamy zostawić... -Nie, ona również będzie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Carpe diem (Kasia, Roman i Aneta) 1/2 — czytnik · opowiadania