Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 37 min czytania

Carpe Diem (Krzysztof i Sophie) 2/2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Paweł i Sophie podążali dalej. Kobieta była pewna, że idą w dobrą stronę i że wkrótce powinni dojść do szałasu. -Jaką masz pewność, że to spinka Ani?- spytała Sophie, gdy usłyszała opowieść o dziewczynie Pawła i o możliwości, że ona też przebywa w tym lesie. -Żadnej, ale to czuję. Po prostu wiem, że to jej spinka i tyle- mówił z przejęciem student. -Ale nie możesz być tego pewien... Ja też kiedyś taką miałam... -Mam przeczucie... -Może masz rację. Może rzeczywiście los chciał, żebyś znalazł się w tym lesie i przyszedł jej z pomocą... -Los? – zdziwił się Paweł -Skoro przedkładasz nad racjonalne myślenie swoje przeczucia, to powinieneś też wierzyć w los, w przeznaczenie. Ja na przykład wierzę, że nic nie dzieje się bez przyczyny- Sophie nieświadomie powtórzyła słowa Romana. -Sugerujesz, że była mi przeznaczona ta katastrofa, po to, żebym znalazł się w tym lesie i żebym mógł ocalić Anię?? -Nie wiem, może. Raczej na pewno nie znalazłeś tej spinki bez przyczyny. To po prostu niemożliwe! -Sam już nie wiem, co o tym myśleć. -To dlatego chciałeś odszukać ten szałas, tak? Myślisz, że mogli ją tam zabrać... -Nie przeczę, że przyszło mi to na myśl... -Wszystko jest możliwe... -Kiedy przeczytałem tego sms-a, od razu pomyślałem, że ona może być w tym lesie. Z drugiej strony bardzo tego chciałem i może stąd wynikło to moje podejrzenie. Bo przecież byłby to niesamowity zbieg okoliczności... -Masz jednak przeczucie, że się nie myliłeś? -Tak, teraz jestem tego pewien. I zrobię wszystko, żeby ją odnaleźć. -No to możemy zacząć od przeszukania szałasu. Jesteśmy na miejscu- wskazała palcem Sophie.

Paweł zdziwił się widokiem ogromnego szałasu, przypominającego chatkę. Nie spodziewał się, że tak będzie wyglądać.

-Chodźmy, nie traćmy czasu...- zadecydował.

Roman siedział koło skleconego poprzedniego wieczora szałasu. Bolała go noga, miał dreszcze. Postanowił rozpalić małe ognisko. Właśnie zbierał chrust, gdy dostrzegł wyłaniającą się z lasu Patrycję. Ze zdziwieniem zauważył, że kobieta ciągnęła za sobą kogoś bezwładnie leżącego na jej ramionach. Pokuśtykał do niej, by jej pomóc.

-Połóżmy go tutaj. – zarządziła Patrycja, ledwo dysząc ze zmęczenia.

Oboje położyli go obok szałasu.

-Kto to jest? - spytał z przejęciem Roman. -Nie mam pojęcia. Pobiegłam, bo usłyszałam jakieś krzyki. Niestety, nikogo nie znalazłam, gdyż głosy ucichły. A potem, nagle wyszedł zza zarośli ten mężczyzna. Słaniał się na nogach, a gdy do mnie doszedł, upadł i stracił przytomność. Wcześniej zdążył tylko wyjęczeć ze strachem w oczach, bym nie robiła mu krzywdy.

Nieprzytomny mężczyzna poruszył się z jękiem. Roman wyjął z plecaka butelkę z wodą i zwilżył nieznajomemu usta. Nieznajomy ocknął się, poczuwszy krople na wargach. Roman przyłożył butelkę do jego ust. Nieznajomy upił trochę wody, spojrzał na niego, po czym ponownie stracił przytomność.

-Chyba jest wycieńczony ze zmęczenia... Może on też przeżył katastrofę... – zasugerował Roman -Wątpię. Paweł sprawdził bardzo dokładnie, czy nikt żywy nie został w wagonie. -Może go wyrzuciło poza wagon i stracił przytomność. Ocknął się już po naszym odejściu, a potem błąkał się sam po lesie przez dwa dni... -Możliwe... Dowiemy się, jak odzyska przytomność.

Krzysiek i Aneta szli dalej. Po mniej więcej dwóch godzinach dotarli do miejsca, gdzie strumień dzielił się na dwie małe odnogi.

-I co teraz? - spytała Aneta. -Zróbmy sobie przerwę. Muszę pomyśleć...

Krzysiek zdjął plecak z ramion i poszedł przyjrzeć się rozwidleniu strumienia. Aneta natychmiast skorzystała z nieobecności mężczyzny i ukradkiem dobrała się do jego plecaka. Otworzyła go i gorączkowo przeszukała, ale papierosów w nim nie znalazła.

-Szukasz tego?- zapytał Krzysztof, przyłapując ją na grzebaniu w plecaku. Wskazał na trzymaną w dłoni paczkę papierosów. -Ty podła świnio! Trzymasz je w kieszeni!- z pretensją w głosie krzyknęła Aneta. -Chyba nie sądzisz, że byłbym tak naiwny...

Podszedł do dziewczyny, która zaskoczona wciąż trzymała plecak i wyrwał go jej raptownym ruchem. Aneta straciła równowagę i upadła. Krzysiek zignorował ją, odwrócił się na pięcie i założył plecak na plecy. W tej samej chwili, Aneta poderwała się z ziemi i chwyciła pistolet Krzyśka, który wystawał mu z kieszeni. Mężczyzna odwrócił się i spojrzał na Anetę. Dziewczyna odskoczyła i teraz do niego celowała.

-Oddaj mi papierosy. -Strzelisz do mnie? -Myślisz, że nie? Szybko! Dawaj fajki!

Krzyśkowi przyspieszył puls. Zaczął sięgać do kieszeni...

{i}Wedle umowy stawiłem się w kawiarni na umówionym spotkaniu. Mama już była, zajęła stolik przy oknie.

-Cześć mamo- przywitałem się, całując ją w rękę. -Cześć Krzysiu. -Mówiłem ci już, żebyś tak się do mnie nie zwracała. -Przepraszam. -O czym chciałaś ze mną rozmawiać? -Chodzi o ojca. Ciagle mam nadzieję, że w końcu się pogodzicie. -Daj spokój. Jeśli tylko po to tu przyszłaś, to tracisz czas... -Krzysztof, ojciec nie żyje, tylko egzystuje. Całe dnie spędza na oglądaniu telewizji i czytaniu gazet. Nic innego nie robi. Jest w depresji. -A co ja mam z tym wspólnego? -Jesteś jego synem. -Kiedyś nim byłem. Ale po tym co się stało, przestałem nim być... -Przestań... Nie mów tak – matka miała łzy w oczach – Zawsze będziesz jego synem, a on twoim ojcem. -Tylko w papierach. -Proszę cię, pogódź się z nim. Zrób pierwszy krok. -Po tym, jak się mnie wyparł? W życiu! – uniosłem się - Niech on mnie przeprosi! -Prosiłam go o to, ale on też jest uparty, jak ty. -Czyli nic się zmieniło! Nie proś mnie o to więcej, bo to nie ma sensu. Chcesz jeszcze o czymś porozmawiać, bo się trochę spieszę...

Wyszedłem z kawiarni. Nie miałem najmniejszego zamiaru godzić się z ojcem, po tym, co kiedyś między nami wynikło. Tego samego dnia doszło w końcu do kilka razy odkładanego spotkania z moim starym kumplem- Arkiem.

-Czym się zajmujesz, bracie?- zapytałem, popijając piwo. -Robię w boksie. Jestem menedżerem. -Ciekawa fucha. Mi przyszło pilnować fabryki w nocy... -Kiepska robota. Jesteś z niej zadowolony? -Nie mam wyjścia. Muszę się z czegoś utrzymać. -A próbowałeś kiedyś się bić? -Nie rozumiem. Tak zawodowo? -Dokładnie. Nie wiem, jakieś sparingi? -Nie, nigdy. -Z tego co widziałem, to nawet nieźle walisz. -Obserwowałeś mnie? -Wtedy na siłowni. Dopiero potem skojarzyłem, że to ty. Jeśli chcesz, przyjdź do mnie na trening. Pokażesz, co potrafisz. Zobaczymy, może coś z tego wyniknie.

Rozmawialiśmy jeszcze przez parę godzin. Wspominaliśmy dawne czasy i snuliśmy plany na przyszłość. Rozstaliśmy się w doskonałych humorach.

Wieczorem wpadłem do Magdy. Opowiedziałem jej o propozycji Arka. Ucieszyła się, chcąc podzielić moją radość, choć tak naprawdę wolałaby pewnie widzieć mnie w przyszłości w jakimś biurze, a nie na ringu. Tamtego dnia po raz pierwszy się kochaliśmy.

Tydzień później odebrałem w pracy telefon.

-To ja, Magda. -Cześć, kochanie. Co słychać? -Żałuję, że cię tu nie ma... -Ja też. Bardzo tęsknię... -Krzysiek... -Tak? -Ja... nie powiedziałam ci wszystkiego o sobie. -No to co? Przeszłość jest nieważna. Liczy się tylko to, co teraz i przyszłość. Nasza wspólna przyszłość – zadeklarowałem, choć jej słowa spowodowały u mnie małe ukłucie niepokoju. -Tak, wiem. Ale ja muszę ci to powiedzieć, bo inaczej będę się czuła nie w porządku. -No, dobrze. Jeśli nalegasz – zaniepokoiłem się nie na żarty. -Wpadnij do mnie jutro koło trzeciej, dobrze? – poprosiła. -Dobrze. -To do jutra... Spokojnego dyżuru. -Dzięki. Pa. {/i}

Sophie i Paweł doszli do chatki. Kobieta włączyła swój telefon, ale nie pojawiła się ani jedna kreska zasięgu. Student z uwagą obserwował szałas, przed którym stał. Z jego wnętrza nie dochodziły żadne dźwięki. Zastanawiał się, czy ta mała budowla może kryć w sobie jakieś tajemnice. Trup w chatce dowodził tego niezbicie. Paweł wzdrygnął się na myśl o wejściu do środka, ale szybko wziął się w garść. Przecież nie jeden raz oglądał ciała nieżyjących ludzi. Ponadto, wewnątrz szałasu, mogła znajdować się Ania.

-Cały czas nie ma zasięgu. Cholera- zaklęła Sophie. -Spokojnie, później go poszukamy. Na razie wejdźmy do środka.

W tym samym momencie rozległ się nad nimi grzmot burzy. Wokół zrobiło się ciemniej, spadły pierwsze krople deszczu. Sophie przeszedł dreszcz po plecach, kiedy spojrzała na chatkę, która w ciemnym świetle wyglądała upiornie. Paweł ruszył do drzwi i ostrożnie je otworzył. Powoli weszli do ciemnego pomieszczenia, w którym panował mrok. Sophie wcisnęła przycisk swojej komórki. Światło z ekraniku oświetliło przestrzeń na metr przed nimi. Z ciemności wyłonił się stół, dwa stare, zdezelowane krzesła i na wpół rozwalomy kredens stojący pod ścianą. Po drugiej stronie pod ścianą stała długa ława.

-Poświeć na podłogę – wyszeptał Paweł

Sophie omiotła światłem podłogę. Obejrzeli ją całą i niczego nie dostrzegli.

-To gdzie jest to ciało? – spytał cicho Paweł. -Nie wiem...Może to nie ten szałas... -Przecież go rozpoznałaś i szłaś drogą, którą zapamiętałaś. -No tak... -W takim razie są dwa wyjaśnienia. Albo Krzyśkowi się przewidziało, albo ktoś zabrał ciało... -Ale kto? -Nie mam pojęcia...

Paweł podszedł do kredensu i po kolei zaczął otwierać drzwiczki poszczególnych szafeczek. W jednej z nich znalazł dwie świece. Zapalił je zapałką. Jedną postawił na blacie kredensu, drugą na stole. W pomieszczeniu zrobiło się nieco jaśniej. Oboje przeszukali resztę szafek, ale nic w nich nie znaleźli.

-Niczego tu nie ma – stwierdził zawiedziony Paweł -To co? Wracamy? – spytała Sophie, która czuła się tutaj wyraźnie nieswojo. -Rozpadało się – zauważył student – Może przeczekajmy tutaj tę burzę? Przy okazji jeszcze raz wszystko przeszukam. -Jak chcesz – zgodziła się kobieta, choć wcale nie miała na to ochoty.

Oboje jeszcze raz zaczęli wszystko przeszukiwać.

-Moje przeczucia się nie sprawdziły... – oświadczył Paweł po chwili ciszy -To, że nie ma jej tutaj, nie znaczy, że nie znajduje się w tym lesie – starała się go pocieszyć Sophie -Ale jak ja ją odnajdę? Przecież ten las jest ogromny... -Może los ci pomoże, skoro sprawił, że się tu znalazłeś... -Tylko ciekawe kiedy. Ona może być już teraz w wielkim niebezpieczeństwie! -Ciekawe, kto zabrał to ciało? – zastanawiała się Sophie – Bo nie wierzę w to, że Krzyśkowi się ono przywidziało... -To rzeczywiście jest dziwne. Może wrócił po nie zabójca... -Boże, nie strasz mnie. A jeśli znowu tu wróci? -Po co, skoro zabrał zwłoki? Pewnie je zakopał i wrócił tam, gdzie mieszka... -Pójdę sprawdzić, czy jest zasięg- zaproponowała Sophie cały czas źle czując się w dziwnym i przerażającym szałasie.

Krzysztof zagłębił dłoń w kieszeni i przyglądał się mierzącej do niego Anecie.

-Strzeliłabyś do mnie? - spytał. -Dawaj papierosy! Liczę do trzech!- krzyczała dziewczyna. W jej oczach mężczyzna dostrzegł szaleństwo nałogowca, zdolnego do wszystkiego. -Poczekaj chwilę, porozmawiajmy... -Nie będziemy rozmawiać. Raz, dwa... -Czekaj, masz...

Krzysztof wyjął z kieszeni paczkę papierosów i podszedł do Anety, by ją jej podać. Gdy dziewczyna wyciągnęła po nią rękę, mężczyzna upuścił pudełko. Nastolatka instynktownie schyliła się po nie, i w tej samej chwili Krzysiek wykopał pistolet z dłoni dziewczyny. Szybko po niego pobiegł i schował go do kieszeni. Aneta chwyciła pudełko i drżącymi dłońmi szybko je otworzyła. Wzięła z uradowaniem paczkę do ręki, ale po chwili uświadomiła sobie, że nie ma w niej żadnego papierosa.

-Ty draniu! Dałeś mi pustą paczkę!- krzyknęła z wściekłością. -Nie doceniłaś mnie...

Krzysztof podszedł do Anety i wymierzył jej siarczysty policzek. Dziewczyna aż zachwiała się od uderzenia.

-Nigdy więcej do mnie nie mierz... Idziemy dalej- zarządził. -Nigdzie z tobą nie idę, ty świnio! – wrzasnęła, trzymając się za piekący policzek. -To mi nawet pasuje. Ty pójdziesz wzdłuż jednej odnogi, a ja wzdłuż drugiej – Krzysiek zarzucił plecak i ruszył w drogę, nie oglądając się na Anetę.

Dziewczyna odczekała, aż mężczyzna zniknie jej z oczu, po czym usiadła na mchu i rozpłakała się z żalu i bezsilności. Miała dosyć tego lasu, tego, że nie mogła zapalić, miała dosyć tej wrednej, szowinistycznej świni, jaką okazał się Krzysiek, miała dosyć wszystkiego. Chciała zamknąć oczy, a po ich otwarciu znów zobaczyć swój pokój, rodziców i przyjaciół. Po kilku minutach, nieco się uspokoiła. Powoli wstała i ruszyła wzdłuż drugiej odnogi strumienia.

Sophie udała się przed szałas. Padał coraz większy deszcz, więc nie oddalała się zbyt daleko. Sprawdziła, czy wciąż nie ma zasięgu. Nadal nic. Podniosła wzrok znad telefonu i nieoczekiwanie ujrzała przed sobą Pierre’a.

-Nie otwierajcie tego...- odezwał się z przejęciem w głosie -Co? – nie zrozumiała kobieta. Głos uwiądł jej w gardle -Nie możecie tego otworzyć. – powtórzyła twardo zjawa -Czego? O czym ty mówisz? -Bo to niebezpieczne...Chociaż raz mnie posłuchaj. -Ale ja nie mam pojęcia, o czym mówisz. -Postaraj się, bo inaczej... – Pierre złowrogo zawiesił głos -Bo inaczej co? -Bo inaczej nigdy się stąd nie wydostaniecie... Ani ty, ani on... -Pierre, znowu mnie straszysz. Tak jak kiedyś. Ale wtedy się ciebie bałam, a teraz już nie. Bo ty nie istniejesz. Jesteś tylko przywidzeniem, snem... -Nigdy nie dam ci spokoju- ostrzegł, po czym zniknął.

Kobieta nie wiedziała, co ma zrobić. Nie miała bladego pojęcia, o czym mówi zjawa. I znowu zaczęła ją straszyć. Już dawno też dała sobie spokój z pytaniem, na które nie znała odpowiedzi. Pogodziła się, że zapewne nigdy go nie pozna. Ale przeszłość wróciła...

{i}Minęło kilka miesięcy, od kiedy poznałam Kamila. Czas z nim spędzony był jednym z najszczęśliwszych okresów mojego życia. Niestety, mijał bardzo szybko i nieuchronnie zbliżał się do końca. Nie chciałam, żeby Kamil mnie opuszczał. Naprawdę bardzo go pokochałam. Na kilka dni przed jego wyjazdem pojechaliśmy w nasze ulubione miejsce. Do naszego sacrum. Kamil poprosił mnie, żebym zamknęła oczy i poprowadził mnie na naszą skarpę. Gdy pozwolił mi otworzyć oczy, zobaczyłam nakryty stół, a na nim jakieś potrawy i szampana. Nie mogłam w to uwierzyć. Czułam się jak w bajce. Usiedliśmy przy stole. Mieliśmy miejsca naprzeciwko siebie. Patrzyłam mu głęboko w oczy, chcąc wyrazić mu swoją wdzięczność i miłość. Jakiś czas później, oboje wstaliśmy z miejsc, i z kieliszkami szampana, patrzyliśmy na naszą panoramę Paryża.

-Za kilka dni wyjeżdżam- zaczął rozmowę Kamil. -Wiem, i bardzo mi z tym źle. Będę za tobą tęsknić- mówiłam z zaangażowaniem- Bardzo wiele zmieniłeś w moim życiu, nie jest już tak jak wcześniej... -Ty też mnie zmieniłaś. Zniknął mój pesymizm, radośniej patrzę na świat. Znaczysz dla mnie o wiele więcej, niż ci się wydaje. Kocham cię. -Ja ciebie bardziej.

Oboje pogrążyliśmy się w długim, namiętnym pocałunku.

-Przejdę do rzeczy. Chciałem ci powiedzieć o czymś ważnym. -Zamieniam się w słuch- naprawdę mnie zaciekawił.

Kamil przez chwilę się zawahał, po czym uklęknął przede mną.

-Kocham cię, tak jak nigdy nikogo. Jesteś osobą, dla której jestem gotów zrobić dosłownie wszystko. Zakochałem się w tobie od pierwszego wejrzenia. Chcę spędzić z tobą resztę życia. Wyjdziesz za mnie?

Byłam kompletnie zaskoczona. Nie wiedziałam, co powiedzieć. Pomyślałam, że gdyby nasz związek został uwieńczony małżeństwem, byłoby to jak cudowna bajka przeniesiona w realny świat. Dopiero po chwili, w moim umyśle pojawiły się bardziej racjonalne myśli.

-Nie wiem, Kamil. Przecież mieszkam we Francji, a ty w Polsce. Jak to sobie wyobrażasz? -Chcę, żebyś pojechała razem ze mną. Zaczniesz w Polsce nowe życie... -Muszę to przemyśleć, zastanowić się. Kocham cię, ale to bardzo ważna decyzja. Nie mogę tak po prostu wyjechać. -A co cię tu trzyma? -Słucham? -Co tak ważnego jest tutaj, czego nie mogłabyś zostawić? -No, przecież mam tu swoje życie. Dom, pracę, malowanie, wszystko... -Prawdziwy dom stworzymy razem. W Polsce będziesz mogła poświęcić się tylko malowaniu. Masz talent, ale potrzebna jest ci promocja. A ja mam znajomą, która będzie mogła cię wypromować. -Sama nie wiem, muszę to wszystko przemyśleć – odpowiedziałam, choć jego słowa sprawiły, że zaczęłam się wahać.

Gdy wróciłam do domu, zdecydowałam się porozmawiać o wszystkim z Martą.

-Mam szansę na nowe życie- stwierdziłam -Przecież znasz go dopiero kilka miesięcy... Nawet nie wiesz, kim on tak naprawdę jest... -Wiem, że go kocham i nie wyobrażam sobie życia bez niego. Nigdy nie czułam czegoś takiego. -Ślub to bardzo ważna decyzja. Na całe życie. -Wiem, i dlatego się waham. Nie wiem, czy jestem na to gotowa. Co zrobiłabyś na moim miejscu? -Nie mam pojęcia. Ty najlepiej wiesz, co powinnaś zrobić. -Kocham Kamila, ale... -Ale co? -Ale przeprowadzając się do Polski, zacznę zupełnie nowe życie. Nie będzie już powrotu do przeszłości. -A czy teraz czujesz się szczęśliwa? Czy twoje dotychczasowe życie sprawia ci satysfakcję? -Sama nie wiem. Jest dużo plusów i minusów wyjazdu. Szczególnie, że od dłuższego czasu nie nachodzi mnie już Pierre. -Zrób bilans tych plusów i minusów... Przekonaj się, co tracisz, a co możesz zyskać... I wtedy zdecyduj...

Nazajutrz rano, udałam się do restauracji. Przez kilka długich godzin, obsługiwałam różnych gości. Z minuty na minutę robiłam się coraz bardziej senna, i jak nigdy moja praca wyjątkowo mnie nudziła. Podawałam obiady, kawy, herbaty- ludziom, których twarze znałam od lat. Niektórzy przychodzili tu o określonych porach, inni wpadali od przypadku do przypadku. Patrząc na nich, zastanowiałam się, czy byli szczęśliwi. Czy ich życie było takim, jakie sobie wymarzyli? Na przykład stali bywalcy - państwo Lemoirre, którym niosłam kawy, byli zawsze pogodni i wyglądali na szczęśliwych małżonków.

-Proszę bardzo, capuccino dla pani Monique i mała, czarna dla pana Bezu. -Ma pani doskonałą pamięć- pochwaliła mnie kobieta- Proszę usiąść choć na chwilę z nami. -Bardzo chętnie, ale niestety nie wolno nam dosiadać się do klientów. -Szkoda, nigdy z nami pani nie rozmawiała, a chciałam pani opowiedzieć o naszej córce... -Tak? -Jest do pani bardzo podobna, pewnie jesteście rówieśniczkami... Moja córka wychodzi za mąż. -Gratuluję. -Z jednej strony się cieszę, bo w końcu znalazła kogoś odpowiedniego, jest z nim naprawdę szczęśliwa, ale z drugiej smutno mi, bo oznacza to, że wyjedzie do przyszłego męża, do Marsylii. Ale cóż, każdy ma swoje życie. Na każdego czeka jego szansa. Trzeba ją…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Carpe Diem (Krzysztof i Sophie) 2/2 — czytnik · opowiadania