Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 45 min czytania

Carpe Diem (Rafał i Aneta) 1/2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

CZĘŚĆ 4 (RAFAŁ I ANETA)

Stawiał kroki zdecydowanie. Podążał do sali, tak jak prawie codziennie ostatnio. Można by powiedzieć, jak zwykle. Mijał różne drzwi, pomieszczenia, a przede wszystkim ludzi, których przez ostatni czas zdążył już zapamiętać. Miał wrażenie, że oni również wiedzieli, kim jest i do kogo przychodzi. W ręku trzymał bukiet kwiatów, w drugiej dłoni miał siatkę z jedzeniem i słodyczami. Zapukał do sali nr 14, po czym nacisnął na klamkę i wszedł do pomieszczenia. Powitał go promienny uśmiech kobiety leżącej na łóżku.

-Cześć mamo- pochylił się i pocałował ją w policzek- To dla ciebie, wstawię do wazonu- ukazał zakupiony przez siebie w osiedlowej kwiaciarni bukiet. -Cześć synku, nie trzeba było- powiedziała skromnie- Pewnie kosztował fortunę. -To bez znaczenia. Wiesz o tym. Przyniosłem ci też trochę jedzenia. Ciastka, owoce, takie tam różne... -Rafałku, kiedy ja zdążę to wszystko zjeść?- roześmiała się - Usiądź koło mamy. Odpocznij chwilę. -Jak się dzisiaj czujesz?- zapytał chłopak, zajmując miesce na stołku. -Nie najgorzej, ale bywało już lepiej. Powiedz mi lepiej, jak sobie radzisz na studiach? -W porządku... -Hej Rafał, coś jest nie tak... O czym tak myślisz?- zareagowała momentalnie znakomicie znająca syna Bożena. -Chodzi o to, o czym rozmawialiśmy wczoraj- zdradził, wiedząc, że niczego nie ukryje przed matką. Czasem mu to przeszkadzało, ale doskonale zdawał sobie sprawę, że gdyby nie matczyna troska, nie poradziłby sobie w życiu. Bożena potrafiła go doskonale zrozumieć, rozumieli się prawie bez słów. -Powiedziałam ci prawdę. Nie mogłam dłużej tego ukrywać. Dobrze o tym wiesz... -Myślę o tym cały czas... Nie chcę zmieniać swojego życia. Mam Sylwię, ciebie, studia, pracę... Mam poukładane życie... -I bardzo się cieszę z tego powodu, bo wcale nie musisz zmieniać swojego życia. Naprawdę nie jesteś ciekawy, kim jest twój ojciec? -Może i jestem, ale to nic nie zmieni. Od urodzenia miałem tylko ciebie... -Ale mnie może niedługo zabraknąć... -Nawet tak nie mów- przerwał matce- Zawsze jest nadzieja. Trzeba wierzyć, że będzie dobrze- mówił, choć doskonale wiedział, że szanse są znikome. Dzień wcześniej rozmawiał z lekarzem, który wedle życzenia oznajmił mu całą prawdę. „Każdy dzień jest cenny, panie Pędziński... Ciężko powiedzieć, ile zostało życia pana matce, ale nie więcej... niż kilka tygodni”. Zdawał sobie z tego sprawę. To był rak, nie zapalenie płuc. Najgorsze, na co można zachorować. Może zaatakować każdego. Wiedziesz spokojne, szczęśliwe życie, a tu nagle ktoś oznajmia ci bolesną prawdę. Twój świat do tej pory był poukładany, ale ty nie zwracałeś na to uwagi. Teraz już wiesz, kiedy się zatrzyma. Nagle patrzysz na wszystko jakoś inaczej. Z innej perspektywy. Nic już nie jest takie samo. Rafał także bardzo przeżył chwilę, w której dowiedział się, że jego ukochana matka jest chora na raka. Na początku, ciężko było mu w to uwierzyć. Miał ochotę coś rozwalić, kogoś pobić, nie mógł pogodzić się z zaistniałą rzeczywistością. Czuł, że jego świat się zatrzymał. Jednak, z dnia na dzień coraz bardziej oswajał się z myślą, że w końcu nadejdzie chwila, w której z mamą będzie mógł się zobaczyć tylko przy jej grobie. -Ja też rozmawiałam z lekarzem- popatrzyła na niego z powagą- Wiem, że niewiele czasu mi zostało. -Powiedz mi, jakie jest twoje największe marzenie... -Nie rozumiem. -Chcę je spełnić, nim będzie za poźno... -Moim największym marzeniem jest to, żebyś był szczęsliwy. -Mamo! Swoje marzenie. Dotyczące tylko ciebie... -Nie mam pojęcia... -Zastanów się. A ja postaram się je spełnić.

Godzinę później Rafał opuścił szpitalną salę. Popatrzył na zegarek. Dopiero teraz uświadomił sobie, jak długo siedział u matki. Przychodził codziennie i za każdym razem z trudem ją opuszczał. Pobiegł na przystanek autobusowy, który znajdował się niedaleko szpitala. Miał szczęście, gdyż siedemnastka przyjechała zgodnie z rozkładem. Wsiadł w ostatniej chwili. Siedząc już na miejscu, zadzwonił do swojej dziewczyny.

-Sylwia... Przepraszam, zasiedziałem się u mamy... Będę za dziesięć minut. -Dobrze, czekam na ciebie tam, gdzie zawsze... -Do zobaczenia.

Niedługo później Rafał zjawił się przy wejściu do parku. Z daleka zobaczył dziewczynę, która stała z dłońmi włożonymi do kieszeni. Podbiegł do niej i pocałował na przywitanie.

-Cześć kochanie. Przepraszam, że tak długo... -Spokojnie, nie tłumacz się. Nic się nie stało. -Długo na mnie czekasz? -Kwadrans. Dzwoniłam do ciebie parę razy. -Wiem, ale miałem wyłączony głos w komórce. Idziemy? -Jasne.

Skierowali się do parku i szli w stronę swojej ulubionej ławki, niedaleko placu zabaw. Kiedyś usiedli na niej, a potem jakoś tak wyszło, że zajmowali ją za każdym razem, kiedy spotykali się w parku.

-I jak się czuje twoja mama? -Mówi, że nie najgorzej, ale czuję, że to nie cała prawda. Strasznie zbladła, mówi wolniej i ciszej... -To niedobrze, bardzo mi przykro.

Chwilę później usiedli na swojej ławce, która jakby na życzenie była wolna.

-Jesteś jakiś przygnębiony. Czy coś się stało? -Jesteś jak moja mama- zaśmiał się Rafał- Obie doskonale poznajecie mój humor. -Bo obie cię kochamy. Mam nadzieję, że tu nie chodzi o studia... -Nie, z nauką wszystko w porządku... Chodzi o to, czego dowiedziałem się wczoraj. -To coś poważnego? -Chyba tak... Mama oznajmiła mi, że mój ojciec żyje. Mieszka w Olsztynie... -O Boże! Dlaczego nie powiedziała ci tego wcześniej? -Nie potrafiła. Bała się, że ją znienawidzę. Teraz jednak, kiedy jest chora, musiała mi to powiedzieć. -Kto to jest? -Nie mam pojęcia. Dała mi jego adres, ale nie mam zamiaru do niego jechać. -Nie powiedziała ci, kto to jest? -Nie utrzymują ze sobą kontaktu. On nawet nie wie o moim istnieniu... -Wyobrażam sobie jego minę, kiedy dowie się, że ma dwudziestoletniego syna... -Gówno mnie to obchodzi!- oburzył się chłopak- Jestem szczęśliwy bez niego, nie potrzebna mi jego łaska! -Nie mów tak. Nawet nie wiesz, kim on jest. -I niech tak zostanie. -Nie uważasz, że powinieneś go poznać? To twój ojciec. -Ja nie mam ojca. Mama wychowała mnie sama, a on nawet o mnie nie wiedział. -A jeśli cię szukał? -Mało skutecznie... -Rafał, masz szansę go poznać. Wiele osób chciałoby mieć rodziców, a nie mają takiego przywileju. -Bardzo im współczuję, ale to żaden argument. -Rafał... -Sylwia! Koniec tematu, proszę cię.

Kilka dni później, Rafał wracał z Uniwersytetu autobusem. Tradycyjnie już zmierzał do szpitala, aby zobaczyć się ze swoją mamą. Dziś miał zamiar ogłosić jej wesołą nowinę. Egzamin z programowania zdał na bardzo dobry. Był z tego powodu bardzo szczęśliwy i miał ogromną ochotę podzielić się tą informacją ze swoją mamą. Kierowca autobusu zatrzymał się na kolejnym przystanku. Chłopak wysiadł, podskakując z zadowolenia. W ręku trzymał pudełko z ciasteczkami, które wczoraj Sylwia upiekła specjalnie dla jego mamy. Do szpitala wszedł zdecydowanym krokiem. Czasem śmiał się, że mógłby przejść przez korytarz z zamkniętymi oczami, bowiem tak często odwiedział swoją mamę. Drzwi do sali nr 14 otworzył bez pukania. Chciał zrobić mamie niespodziankę. I nagle, zobaczył puste łóżko. „Co tu jest grane?”- pomyślał. Popatrzył na tabliczkę na drzwiach, ale nie pomylił sal. Skierował się do pokoju lekarskiego. Ostrożnie zapukał, po czym wszedł do środka. Zobaczył lekarza, zajadającego się ciastem.

-Dzień dobry, panie doktorze...- powiedział chłopak w progu. -Dzień dobry- odpowiedział niewyraźnie, przegryzając jedzenie- Niech pan wejdzie, panie Rafale. -Dziękuję. Mojej mamy nie ma na sali. Rozumiem, że została gdzieś przeniesiona... -Z tego, co wiem to dzwoniono do pana... -Mam rozładowany telefon. Jeszcze nie byłem w domu. Jadę prosto z uczelni. -Więc o niczym pan nie wie. -Coś się stało? Proszę mi powiedzieć- Rafałowi przyspieszył puls. -Proszę usiąść. -Niech pan mi powie! -Pana mama... nie żyje. Zmarła dwie godziny temu...

Rafał wypuścił ciasto z rąk, które rozleciało się na podłodze. Przez dłuższą chwilę wpatrywał się w lekarza ze zdumieniem. Nie mógł uwierzyć w to, co oznajmił mu lekarz. Już nigdy nie porozmawia z mamą. Było na to za późno...

Niecały tydzień po śmierci Bożeny Pędzińskiej odbył się jej pogrzeb. Na ceremonię przybyło kilkadziesiąt osób- głównie rodzina i najbliżsi zmarłej. Rafał trzymał się całkiem nieźle. Teraz było już lepiej. Ale pierwszych parę dni było najgorsze. Chłopak prawie w ogóle się nie odzywał. Płakał, nie wychodził z domu. Wydawało mu się, że jest przygotowany na śmierć matki, jednak ogromnie się pomylił. Rzeczywistość była inna. Nie zdążył się z nią pożegnać. Powiedzieć jej o wynikach egzaminu, a także spełnić jej największego marzenia. Lekarze przywidywali, że będzie dłużej żyła. Ale Bóg chciał inaczej. Mama Rafała była tylko człowiekiem. Po pogrzebie, wszyscy obecni udali się na stypę. Wśród nich byli także Paweł, najbliższy kumpel Rafała, jego dziewczyna Ania oraz rodzice chłopaka. Podczas spotkania Rafał odczytał list od swojej mamy, która napisała jeszcze przed śmiercią. Jej życzeniem było, by Rafał odczytał go podczas pogrzebu.

-... Chciałabym, żeby dom, w którym mieszkałam z Rafałem został sprzedany. Mój syn powinien zacząć nowe życie. Nie chcę, żeby wracał do przeszłości, aby każde miejsce przypominało mu o mnie. Dlatego zdecydowałam, żeby ten dom kupił ktoś inny. Wszystkie pieniądze chcę rozdzielić na trzy części. Jedną trzecią pieniędzy dostanie mój syn, Rafał. Drugą trzecią przypisuję mojemu bratu, a pozostałość chcę przeznaczyć na cele charytatywne...- czytał chłopak.

Niedługo później, po odczytaniu całości listu, Rafał dostał telefon. Zdenerwował się i jego serce mocniej zabiło, kiedy zobaczył, kto do niego dzwoni. Momentalnie skierował się do innego pomieszczenia. Otwierając drzwi, zobaczył Anię, która również rozmawiała przez telefon. Poszedł do innego pokoju. Dopiero tam, odebrał połączenie.

-Halo. -Witaj Rafał- chłopak dawno już nie słyszał tego zimnego jak lód, okropnego głosu. -Czego chcesz? -Cóż za maniery. Trochę grzeczniej... -Jestem na pogrzebie... -Swojej matki, wiem. -Czego chcesz? Możesz powiedzieć? -To nie jest rozmowa na telefon. -Niczego już od was nie chcę. Dajcie mi spokój! -Masz do wykonania kolejne zadanie...

Minęło parę miesięcy. Rafał siedział na strychu w domu swojej mamy. Zabierał ostatnie rzeczy. Oswoił się już ze śmiercią matki. Upłynęło już od tego wydarzenia wiele tygodni, w związku z czym jego życie nabierało rozpędu. Prawie codziennie bywał na cmentarzu, przy grobie swojej rodzicielki. Cały czas żyła przy nim Sylwia. Nie opuściła go. Była z nim nawet w trudnych chwilach. Chłopak okazywał jej za to ogromną wdzięczność. Kochał ją i cieszył się, że problemy nie zaszkodziły ich związkowi. Już dawno nie myślał o ojcu- Romanie Nowackim. Od kiedy, po raz ostatni rozmawiał na jego temat ze swoją dziewczyną, nie poruszali więcej tej kwestii. Nikomu więcej, Rafał nie zdecydował powiedzieć prawdy. Przeglądał pozostałe szafki i półki. Wczoraj już robił porządki, ale nie udało mu się ogarnąć wszystkiego. I nagle, z półki spadła jakaś szkatułka. Upadając na podłogę, otworzyła się. Rafał podniósł ją i spojrzał na to, co znajdowało się w środku. Był to jakiś naszyjnik z serduszkiem. Chłopak zobaczył inicjały. Od razu domyślił się, że oznaczają jego mamę i najprawdopodobniej mężczyznę, którego kiedyś kochała. To pewnie od tego faceta dostała ów naszyjnik. W szkatułce było też jakieś zdjęcie. Rafał z trudem rozpoznał na nim swoją mamę. Siedziała na ławce z jakimś chłopakiem. Bodajże, w jakimś parku. Szkatułka zawierała też listy. Było ich kilkadziesiąt i wszystkie zaadresowane były do mamy Rafała. Ich autorem był niejaki Roman, który wedle opowiadań był jego ojcem. Młodzieniec zdecydował się ich nie otwierać. Pół godziny później, Rafał opuścił dom i udał się do samochodu.

-Halo wujku. Wszystko już przejrzane. Nic nie zostało z naszych rzeczy. Jutro wprowadzają się nowi lokatorzy...

Rafał zakończył połączenie, po czym schował szkatułkę z całą jej zawartością do schowka w samochodzie. Zadzwonił jego telefon.

-Halo- odebrał, nie patrząc na numer. -Witaj Rafał. -To znowu ty. -Nie spisałeś się ostatnio. Masz szansę, żeby się zrehabilitować. -Nie potrzebuję od was niczego- zaznaczył. -Obawiam się, że będziesz musiał dotrzeć do pewnego mężczyzny. -Już z tym skończyłem. Mówiłem o tym ostatnim razem!- podniósł głos. -Musisz dotrzeć do Romana Nowackiego. Jest nam potrzebny- na wieść o swoim domniemanym ojcu Rafałowi przyspieszył puls. -Czego od niego chcecie? -Znasz go? W takim razie będziesz miał ułatwione zadanie. Nawiąż z nim kontakt. Na tyle dobry, by za jakiś czas mieć z Nowackim bardzo dobre relacje. -Dajcie mi spokój. Nawet go nie znam. Nie wiem, kim on jest! -To nie ma znaczenia. -Nie będę nic wykonywał. Czy do was nie trafia, że nie mam zamiaru się już w to bawić? -Przewidywaliśmy taką reakcję, w związku z tym znaleźliśmy coś, co może cię zainteresować. Chyba nie chcesz stracić drugiej ukochanej osoby. -Słucham? O czym ty mówisz? -Chodzi mi o Sylwię- twoją dziewczynę. Obserwujemy ją. Wiemy, gdzie przebywa, co robi. Jeśli nie chcesz, by się jej coś stało, zrób to co, ci powiedziałem. -Ty draniu! Nie wierzę ci. Sylwia jest bezpieczna. -Jesteś pewien? To gdzie, w takim razie, znajduje się teraz twoja dziewczyna?- po tych słowach, tajemniczy osobnik rozłączył się.

Rafał ruszył z piskiem opon. Zmierzał pod Uniwersytet. Niecałe dziesięć minut był na miejscu. Gnał jak szalony. Jego serce biło mocniej. Był coraz bardziej wkurzony. Zaparkował na pierwszym, lepszym miejscu, po czym udał się przed budynek. Niedługo później, z Uniwersytetu wyszła jego dziewczyna. Rafał podbiegł do niej i pocałował.

-Tak się cieszę, że cię widzę- odezwał się. -Coś się stało, Rafał?- Sylwia nie kryła zdumienia. -Stęskniłem się za tobą. -Nigdy tak mnie nie witałeś. Przecież mieliśmy się zobaczyć dopiero za godzinę. -Nie mogłem się doczekać. -Dziwnie się zachowujesz. Ale to dobrze, że jesteś. Odwieziesz mnie do domu. Trochę się boję. -O czym ty mówisz?! -Mam wrażenie, że ktoś cały czas mnie śledzi. Ale chyba jestem trochę przewrażliwiona. -Ktoś cię śledzi? Od kiedy?- wystrzeliwał jak z karabinu chłopak. -Wczoraj i dziś rano. Ale to chyba tylko moje przywidzenie. Pewnie mi się zdawało.

Rafał odwiózł Sylwię do domu. Dopiero parę godzin później, opuścił jej mieszkanie i pojechał do swojego mieszkania. Już w domu, otrzymał telefon.

-Dalej sądzisz, że nic jej nie możemy zrobić? Będziesz ją codziennie odwoził?- tajemniczy mężczyzna znowu zadzwonił. -Ty pieprzony draniu! -Widziałem, jak trząsłęś portkami, kiedy czekałeś na nią przed uczelnią. Chcesz cały czas żyć w strachu? -Zrobię to tylko dlatego, bo kocham Sylwię. Ale jeśli ją tkniecie... -Nie spadnie jej włos z głowy, jeśli zrobisz wszystko, co ci powiem. Póki co, nawiąż kontakt z Romanem Nowackim. -Jak go znajdę? -To już twoje zadanie. -Co potem? -Odezwę się. Będziemy w kontakcie. I jeszcze jedno- jeśli komukolwiek coś piśniesz, już nigdy nie zobaczysz Sylwii żywej...

Chłopak ze złości cisnął telefonem w łóżko. Podszedł do barku i nalał sobie wódki. Wypił kieliszek, po czym z całej siły walnął pieścią w stół. Doskonale wiedział, kim jest Roman Nowacki. Nie miał najmniejszego zamiaru nawiązywać z nim kontaktu i zaprzyjaźniać się z nim, ale został do tego zmuszony. A jak inaczej może zostać kumplem czterdziestokilkuletniego mężczyzny? Jest tylko jeden sposób. Oznajmić mu prawdę... Rafał zdecydował się powiedzieć o tym swojej dziewczynie.

-Coś się stało? Dopiero, co u mnie byłeś... -Chodzi o tą szkatułkę, którą dziś znalazłem na strychu. Mówiłem ci o tym wcześniej. -Tak, wiem. -Zdecydowałem się. Uważam, że ten facet ma prawo wiedzieć. Powiem mu prawdę i oddam mu tą szkatułkę. -Jesteś tego pewien? Pamiętasz, co kiedyś mówiłeś na ten temat? -Zmieniłem zdanie. -Nie powiem, żebym była niezadowolona. Wręcz przeciwnie. Cieszę się, że poznasz swojego ojca. Może go polubisz. -Wątpię, ale kto wie... -Nie masz nic do stracenia...

Kilka dni później, Rafał udał się pod blok, w którym mieszkał jego ojciec. Nagle, zobaczył dawną znajomą- Andżelikę. To ona kiedyś przyszła na imprezę, którą organizował, razem ze swoimi znajomymi. Już bardzo dawno jej nie widział. Do głowy nie przyszło mu, że owa dziewczyna może być jego przyrodnią siostrą.

-Andżelika. Jak dawno cię nie widziałem...- przywitał się z dawną koleżanką. -Rafał, kopę lat. Co tam u ciebie?- dziewczyna szczerze uśmiechnęła się. -Wszystko w porządku. Studiuję informatykę. -O, to gratuluję. Ja jestem dopiero w drugiej klasie liceum. Co ty w ogóle robisz w tej okolicy? -Przyszedłem do... znajomego. Mamy do załatwienia pewną sprawę. -Przepraszam, ale trochę się spieszę. Jestem już spóźniona do szkoły. -Nie ma sprawy. -Daj mi swój numer. Umówimy się kiedyś na jakiś browar.

Rafał wymienił się numerami telefonów z dawną znajomą, po czym skierował się dalej. Zmierzając do bloku, przeszedł przez osiedlową uliczkę. I nagle usłyszał klakson. Jakiś kierowca zahamował przed nim z piskiem opon. Rafał był na tyle zamyślony, że nawet nie rozejrzał się, czy po ulicy nie jedzie jakieś auto. Kierowca skarcił go, po czym odjechał. Rafał instyktownie spojrzał na samochód i kątem oka zauważył numer rejestarcyjny samochodu. Czuł, jakby kiedyś już taki widział. Z kieszeni wyjął swój notatnik. I rzeczywiście miał rację. To był jego ojciec. Właśnie pojechał do pracy...

Aneta z trudem podniosła powieki. Czuła, jakby ważyły co najmniej tonę. Powoli zebrała myśli. Gdzie ja jestem? Delikatnie podniosła się. Zobaczyła tylko ścianę i kraty. Spojrzała w dół. Zauważyła jakąś dziwną, czarną szatę, w którą była ubrana. Co tu się dzieje? Po chwili przypomniała sobie o swoich rzeczach. Rozejrzała się wokół, ale nigdzie ich nie widziała. Jedyne, co pamiętała to dziwne postaci. Szła przed siebie wzdłuż strumienia i nagle ją otoczyli. Wszyscy ubrani w dziwne czarne szaty. Dokładnie takie, jakie miała teraz na sobie. Dlaczego mnie zabrali? Co im zrobiłam? Czemu mnie tak ubrali? I dlaczego znajduję się za kratami? Pytania się mnożyły. Nie znała na nie odpowiedzi. Podniosła się. Podeszła do krat. Były metalowe. Potrząsła nimi, ale nic to nie dało. Naprzeciwko zobaczyła drugą celę, ale była pusta.

-Halo! Jest tu kto?!- zaczęła krzyczeć.

I znowu poczuła ból. Tak bardzo chciała zapalić papierosa. Praktycznie wszystkie dotychczasowe pytania zeszły na dalszy plan. Mogłaby zrobić wszystko, byle tylko dostać upragnionego papierosa.

-Halo!!! Pomocy!!- krzyczała dalej.

Miała dziwne wrażenie, że nikt jej nie słuchał. Że była kompletnie sama. Ale w takim razie, jak się tu dostała? Kto ją przyprowadził, zabrał jej rzeczy, przebrał w czarną szatę. Podeszła do ściany i walnęła w nią pieścią. Nagle usłyszała, jak otwierają się jakieś drzwi. Popatrzyła w prawo. Zobaczyła jakichś dwóch mężczyzn, którzy podeszli do jej celi.

-Gdzie ja jestem? Dlaczego mnie więzicie?- mówiła z przejęciem.

Jeden z mężczyzn stanął z założonymi rękami. Drugi zaczął kluczem otwierać kłódkę w kracie. Obaj byli ubrani w czarne, jednoczęściowe szaty z kapturami. Aneta nie dostrzegała ich twarzy.

-Kim jesteście?

Ten, który otworzył celę wszedł do niej. Na ziemi położył miskę z wodą i mydłem, a obok talerz z kilkoma kromkami chleba. Następnie wyszedł i zaczął ponownie zamykać kłódkę kluczykiem.

-Masz tu wodę i jedzenie- powiedział grubym głosem z całkowitą powagą- Umyj się i zjedz coś. Wkrótce zaprowadzimy cię do naszego przywódcy... -Nie chcę od was niczego!- krzyknęła- Dlaczego mnie przetrzymujcie? -Wszystkiego dowiesz się w swoim czasie. -Kim jesteście? -To nie ty nam powinnaś zadawać pytania, a my tobie. -Ale ja nie wiem, po co tu mnie trzymacie. Nie wiem niczego! -I niech tak zostanie! Umyj się i posil. Musisz spełnić pewne warunki, żeby spotkać się z Najwyższym. -Jakim Najwyższym? Kto to jest? Dlaczego mam z nim rozmawiać?

Obaj nie odpowiadali już na pytania. Opuścili pomieszczenie, zostawiając ją samą. Dziewczyna popatrzyła na to, co jej przynieśli. Woda, mydło i kilka kromek chleba z masłem. To jakaś kpina! Nie miała pojęcia, gdzie jest, po co i jak długo będzie musiała tu przebywać. Czuła się jak w więzieniu. A najgorsze, że nałóg cały czas dawał o sobie znać. Tak bardzo chciało jej się palić. Ze złości rozwaliła talerz z jedzeniem. Nie miała zamiaru nic jeść, ani się myć. A najgorsza była bezsilność. Nie mogła nic zrobić. Nie miała pojęcia, co ma teraz począć. Usiadła pod ścianą i zaczęła płakać...

{i} Znalazłam się w ośrodku pomocy narkomanom. Już w szpitalu, jakiś czas temu postanowiłam, że tak będzie najepiej. Ojciec znalazł taki, w którym ponoć będę czuła się najlepiej. Zostałam zaprowadzona na rozmowę z pyschologiem do jakiejś sali.

-Cześć, mam na imię Daria- przywitała się kobieta. Miała koło trzydziestu kilku lat- Usiądź- wskazała na krzesło. -Cześć. -Zanim zaprowadzę cię na salę, w której będziesz mieszkać, muszę ci zadać kilka pytań. To, ile będziesz przebywać w ośrodku, zależy tylko od ciebie. -Rozumiem. -Jak długo bierzesz? -Zaledwie kilka miesięcy. Paliłam głównie zielone, czasem hasz. Kiedyś proponowano mi amfę, ale podziękowałam. -A jak często zażywałaś te narkotyki? -Codziennie. Paliłam wspólnie z moimi znajomymi.

Kilka minut później, zostałam zaprowadzona na jakąś salę. Cały czas chciało mi się palić. I to strasznie. Zobaczymy, jak to dalej będzie wyglądać. Były dwa łóżka. Na jednym leżała jakaś dziewczyna, chyba w moim wieku, na drugim znajdowała się torba z moimi rzeczami. Zaczęłam je wypakowywać.

-Siema, jestem Sandra- odezwała się jako pierwsza. -Cześć. Aneta. -Jesteś nowa? -Tak, przyjechałam dzisiaj. -Starzy pewnie ci kazali... -Nie do końca. Sama też chciałam tu przyjechać. -No to nieźle wpadłaś. Stąd nie ma ucieczki, dziewczyno. -O czym ty mówisz? Przecież pomagają walczyć z nałogiem. -Po części masz rację. Lecz nie w pełni. Ja jestem tu już prawie pół roku i nie zanosi się na to, żebym prędko stąd wyszła...

Niedługo później, Daria zaprowadziła mnie na jakiś zastrzyk. Potem, z pomocą sanitariuszy wróciłam na salę, gdzie leżała Sandra.

-Tego typu zastrzyki będziesz dostawała codziennie. Mam nadzieję, że będziesz się po nich czuła lepiej.

I rzeczywiście zrobiło mi się całkiem dobrze. Chęć zapalenia odeszła. Co prawda, gdy obudziłam się nazajutrz znowu chciało mi się palić.…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%