Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 37 min czytania

Carpe Diem (Rafał i Aneta) 2/2

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Rafał jechał tak szybko, jak tylko potrafił. Miał ogromne wyrzuty sumienia. Ale co miał zrobić? Gdyby zgłosił sprawę na policję, ONI na pewno by się dowiedzieli. A jakby nie wykonał zadania, to zrobiliby coś Sylwii... Nagle samochód zaczął zwalniać. Rafał zjechał na znajdującą się tuż obok stację benzynową. Wysiadł i otworzył klapę przykrywającą silnik. Trochę się na tym znał, ale nie na tyle, by naprawić jakąś większą usterkę. Na oko wszystko było w porządku... Chłopak postanowił zadzwonić po pomoc drogową. Głos w jego komórce poinformował go jednak, że trzeba doładować konto w celu wykonania połączenia. Rafał poszedł do mieszczącego się niedaleko sklepiku i stanął w kolejce.

Ojciec Anety, Franciszek jechał od kilka godzin. W pewnym momencie spojrzał na licznik i zorientował się, że kończy mu się benzyna. Kilka minut później, dotarł do stacji benzynowej i zatankował do pełna, po czym udał się do sklepu zapłacić za usługę. Ustawił się w kolejce, kiedy przyszło mu do głowy, że nie za bardzo wie, jak dalej jechać do Biegonic, gdzie doszło do katastorfy kolejowej. Postanowił zapytać o to kasjera.

-Przepraszam, nie wie pan, jak mogę dojechać do Biegonic?- zapytał młodego mężczyznę, już po zapłaceniu za benzynę. -To mała miejscowość, około godziny drogi stąd. Pojedzie pan dalej główną, a kilka kilometrów przed Nowym Sączem zjedzie pan na taką boczną trasę, pozna pan bez problemu. Dalej już będzie łatwo. -Dziękuję bardzo.

Franciszek odszedł. Do kasjera podszedł stojący tuż za nim Rafał. Zainteresował się, że ów mężczyzna jechał w to samo miejsce. Przyszedł mu do głowy pewien pomysł. Szybko zapłacił i odebrał reszty za kartę do telefonu, po czym pobiegł za mężczyzną.

-Przepraszam pana bardzo... -Coś się stało? Spieszę się- zareagował Franciszek. -Zepsuł mi się samochód, a muszę dostać się do Biegonic. Przez przypadek usłyszałem, że pan również się tam kieruje... -Chcesz, żebym cię zabrał?- przerwał mu. -Jeśli to nie będzie kłopot... zaraz, ja chyba pana skądś znam. -Ja jakoś nie bardzo. -Jest pan ojcem Anety. Pana żona dzwoniła do mnie wczoraj. -Zgadza się. Nasza córka zniknęła. Właśnie jadę w miejsce, gdzie przypuszczalnie może teraz być. -Tym pociągiem jechał też mój ojciec, ale los chciał, że zepsuł mi się samochód, jak już mówiłem... -Proszę wsiadać.

Obaj skierowali się do samochodu, po czym Franciszek ruszył i gnał bardzo szybko.

-Dobrze znasz Anetę?- zaczął rozmowę mężczyzna. -Kiepsko... dawno jej nie widziałem... Choć ostatnio spotkałem w okolicy państwa domu jej koleżankę- Andżelikę... -Ona się już z nią przyjaźni- oburzył się Franciszek. -Przepraszam, nie wiedziałem. -Nic się nie stało. One zerwały znajomość... dawno temu... -Rozumiem, pan pewnie najlepiej zna swoją córkę. Ja przeprowadziłem się do własnego lokum. Nie mieszkam już na tym samym osiedlu... -Do wspólnego z ojcem? -Nie, tylko swojego, a czemu pan pyta? -No, bo jedziesz po niego. Myślałem, że... -Nie, mieszkam sam. Mój ojciec... pojechał tam, bo musiał... miał pewne dokumenty do odebrania. A Aneta? -Co Aneta? -Czemu pojechała do Zakopanego w czasie roku szkolnego? Co prawda, już się kończy... Ja też mam egzaminy na studiach, ale... -Ona zniknęła. Najprawdopodobniej uciekła. -Dlaczego? -Sam chciałbym to wiedzieć- jego głos robił się coraz bardziej poważny i smutny. -Ale nie wiem... problemy w szkole, z chłopakiem... -Z chłopakiem?- Franciszek nie rozumiał. -No pewnie miała chłopaka. Jest całkiem ładną dziewczyną. -Ja nawet nie wiem, czy ona miała chłopaka- z trudem powstrzymał się przed płaczem- Nie znam własnej córki. Myślałem, że wszystko jest w porządku, a teraz... -Proszę się uspokoić. To mogło się zdarzyć każdemu. -Jesteś pewien? A ty masz bliskie osoby? Pewnie, że masz. Głupie pytanie. Wiedzą o tobie dużo, prawda? -No, tak, ale... -A ja nie wiem nic o własnej córce... Nie wiem, z kim się trzyma, czy ma chłopaka, jak się uczy, nic... -Jeszcze nie jest za późno. Jeśli Aneta się znajdzie, będzie pan miał okazję wszystko poznać na nowo... -Jesteś taki mądry, bo zawsze wszystko mówisz najbliższym osobom. Masz dziewczynę? -Mam. -Wie o tobie wszystko, tak? Zna nawet twoje tajemnice?

Rafał zamyślił się. Ojciec Anety miał rację. Najpierw powinien zacząć od siebie. Dlaczego ukrywa przed Sylwią najważniejszą sprawę? To, dlaczego jego ojciec znalazł się w pociągu...

Kilka godzin później, Franciszek i Rafał dojechali na miejsce. W pobliżu znajdowała się garstka policjantów, kilu ludzi w cywilu, stały dwa samochody policyjne. Na teren, gdzie doszło do katastorfy kolejowej, nie można było wchodzić. Obaj chcieli dowiedzieć się czegoś od policjantów, ale ku ich zdziwieniu, tamci nie udzielali żadnych informacji. Twierdzili jedynie, że poszukiwania wciąż trwają. Nagle, Franciszek rozpoznał wsród ludzi, swojego dawnego znajomego, który był policjantem.

-Cześć Franciszek. Niestety, nie mogę ci nic powiedzieć na temat katastrofy. Komendant nakazał milczenie do momentu wyjaśnienia sprawy- mówił z niewesołą miną. -Ryszard. Tam może być moja córka... -Przepraszam, ale do tej pory nikogo nie znaleziono. -Ale jak mogę ją odnaleźć? -Porozmawiaj z konduktorem. Jest w szpitalu. Może będzie ją pamiętał. -Dzięki za radę. To dobry pomysł. Udamy się do niego. -Leży w szpitalu w Nowym Sączu. -A propo katastrofy... -Nic nie wolno nam mówić. -Ok., podasz mi swój numer telefonu wrazie czego?

Pół godziny później, Rafał i Franciszek znaleźli się w szpitalu. Obaj chcieli się dowiedzieć, czy ich bliscy jechali pociągiem.

Aneta siedziała pod ścianą. Nie dość, że wciąż chciało się jej palić, to głowę miała zaprzątniętą myślami. Jeśli wierzyć przywódcy, to sprowadzając pozostałe osoby, będzie mogła wydostać się z tego lasu. Od kiedy tylko się tu znalazła, nie marzyła o niczym innym, ale nie miała żadnej pewności, że mówią prawdę. Porwali ją, chociaż nic nie zrobiła. Może rzeczywiście, tak jak mówi Justyna, nie można im zaufać.

-Dlaczego mam im w nic nie wierzyć?- zapytała, znajdującą się w drugiej celi dziewczynę. -Wybrani robią wszystko dla swoich korzyści. Nie pozwolą ci uciec, tylko dlatego, że coś dla nich zrobisz... -Wybrani... kim oni są, do jasnej cholery? -To grupa ludzi. Jesteśmy w ich wiosce. Ja też nie wiem o nich wszystkiego. -A jak ty się tu dostałaś? -Porwali mnie. Miałam umówić się z przyjacielem, a wtedy zjawił się jakiś mężczyzna. Dotknął mnie czymś do skroni, a wtedy straciłam przytomność. Potem faszerowali mnie jakimiś proszkami. Starałam się ich nie brać, ale nie zawsze mi się udawało... -To okropne. Cały czas mnie zastanawia, po co oni to wszystko robią. Dlaczego urządzają coś takiego? I po co im moi towarzysze? -Nie byłaś sama? -Nie, razem z kilkoma osobami. Przeżyliśmy katastrofę kolejową. -I co, snuliście się po lesie? -Próbowaliśmy się stąd wydostać, ale...

W tym samym momencie, drzwi otworzyły się. Do środka wszedł mężczyzna w czarnej szacie, który podszedł do celi Anety. Ukucnął i blisko niej położył otwartą paczkę, z jednym papierosem i zapalniczką w środku.

-Zastanowiłaś się już? Zostało ci mało czasu...- stwierdził mężczyzna. -Jeszcze nie... -Może to ułatwi twoje rozmyślania- wskazał palcem na paczkę, leżącą blisko celi. -To papierosy, ja wcale nie palę. Zabierzcie to ode mnie! -Jeśli nie palisz, to powinnaś mieć to gdzieś. Masz jeszcze dwie godziny. Żegnam.

Mężczyzna wyszedł, po czym zamknął za sobą drzwi na klucz. Aneta, jak zahipnotyzowana zaczęła patrzeć na paczkę papierosów. Skąd wiedzieli, że pali? No, pewnie. Przecież mają jej rzeczy. Znaleźli pustą paczkę w torebce i od razu się domyślili. Dziewczyna ukucnęła i wyciągnęła rękę. Próbowała złapać paczkę, ale była zbyt daleko. Upadła na kolana, wygięła się jeszcze bardziej, ale cały brakowało jej jakiejś odległości, żeby dostać do papierosa. Zaczęła się łamać. A może naprawdę wyprowadzą mnie z tego lasu? Może trzeba im zaufać? Mają papierosy, znają drogę wyjściową... Czego chcieć więcej?

{i}Minęło kilka dni. Siedziałam w swoim pokoju na łóżku. Robiłam notatkę w swoim zeszycie. Przełamałam się ostatecznie. Na początku, buntowałam się, ale zabiegi zaczęły działać na coraz dłuższy czas. Bardzo mi to odpowiadało. Zwyciężyła też moja ciekawość. Zastanawiałam się, co dostanę w zamian. Drzwi do mojego pokoju się otworzyły. Weszli sanitariusze i zabrali mnie na kolejny zastrzyk. Trwał on niedługo, powoli się do nich przyzwaczajałam. Wróciłam do swojego pokoju.

I wtedy pojawiła się Daria. Trzymała w rękach mnóstwo moich rzeczy.

-Napisałaś odpowiednią liczbę notatek. Dostajesz z powrotem wszystkie swoje rzeczy- wyjaśniła mi z uśmiechem na twarzy- To nagroda za robienie notatek... -Dziękuję- powiedziałam to jak najbardziej szczerze. Miałam już dosyć tego zamknięcia i chciałam w końcu z kimś porozmawiać. -Możesz dalej prowadzić notatki. Być może będę mogła zrobić dla ciebie coś jeszcze. -Ok. Postaram się. -Napisz też mi, jakie masz największe marzenie. -Słucham? -To, czego najbardziej pragniesz. Teraz, na tą chwilę. Napisz to w swoim zeszycie. Ale nie od razu, zastanów się na spokojnie.

Jakiś czas później, porozmawiałam z Sandrą.

-Widzę, że masz jakieś nowe rzeczy- zauważyła. -Tak, Daria mi je przyniosła. -Chce, żebyś im zaufała. -A nie powinnam tego robić? -Nie wiem, rób jak chcesz. -Bo ty im pewnie nie ufasz. -Mi też obiecywali na początku różne rzeczy, ale w końcu dałam sobie z tym wszystkim spokój. Jestem tu już tak długo, że nawet nie pamiętam, jak wygląda moja matka. -Zobacz, jak długo nie brałaś. Jak długo byłaś narkomanką? -Ponad dwa lata. -To bardzo długo. Robią, co mogą. Musisz się postarać. -Kiedyś też byłam taka mądra, ale w końcu zaczęłam się buntować. -Jak to? -Chciałam się stąd wydostać, ale stwierdzili, że kuracja nie dobiegła jeszcze końca. -A, według ciebie, jesteś wyleczona? -Sądzę, że tak. Tyle już nie brałam... -Dziewczyny, chodźcie na świetlicę- odezwała się jakaś dziewczyna, zaglądając do pokoju. -Pogadamy później, chodź.

Rozmowa z Sandrą dała mi wiele do myślenia. Czy podobnie będzie w moim przypadku? Leczenie pomagało, zwłaszcza zastrzyki, ale czy mnie też będą trzymać tak długo?

-Witam was. Na dzisiaj mieliście przygotować któtkie historie o zaufaniu. Chciałbym, żeby kilka osób przeczytało swoje prace. Jest ktoś chętny?

Dwie godziny później, wróciłyśmy do naszego pokoju. Było już dosyć późno. Położyłam się w łóżku. Kątem oka, zobaczyłam zeszyt leżący na biurku. Postanowiłam coś w nim napisać.

-Dziś odbyły się pierwsze zajęcia z nowym opiekunem. Na jutro mam przygotować jeszcze jedną historię o zaufaniu. Nie wiem, co napiszę, muszę się zastanowić. Ale zaczyna mi się to podobać. Jest kilkoro ludzi, którzy wyglądają na normalnych. Postaram się nawiązać z nimi kontakt, bo do tej pory mi się to nie udało...{/i}

Po kolejnej nieudanej próbie, Aneta położyła się ze zmęczenia. Przeklęła w myślach. Nie miała już bladego pojęcia, jak może dostać papierosa. Był za daleko, a to jeszcze bardziej ją denerowowało.

-Nie widzisz tego, że oni zrobili to specjalnie?- zapytała Justyna. -O czym ty mówisz? -Położyli paczkę na tyle daleko, żebyś nie mogła do niej dostać. Gdyby chcieli naprawdę dać ci tego papierosa, już byś go paliła. -Pewnie masz rację, ale nie mogę się opanować. Nie paliłam już tak długo... -Rób, jak chcesz. -Sugerujesz, że oni nie chcą mi pomóc? Dostanę od nich więcej papierosów, wypuszczą mnie z tego lasu... -Ae chyba nie za darmo, prawda? -Słucham? -Musisz coś w zamian zrobić. -Przyprowadzić tu pozostałe osoby. To nic takiego. -Jak uważasz. Jeśli twierdzisz, że można im ufać. Przecież w ogóle ich nie znasz. To Wybrani, nie rozumiesz? -A ty znowu znasz ich tak doskonale? -Na tyle, żeby wiedzieć, że nie można im ufać. Na początku też im wierzyłam. -To ile ty już tu jesteś? -Około miesiąca. Też wystawiali mnie na podobne próby. Miałam zabić inną dziewczynę. Miała zostać ofiarą mordu. Nie wiem, po co, ale musiałam to wykonać. Długo się wahałam, bo nigdy wcześniej nikogo nie zabiłam, ale ostatecznie się zdecydowałam. Po kilku dniach ją zabiłam. Bardzo to przeżyłam. Byłam jednak pewna, że to koniec. Myślałam, że spełnią moje żądania. Ale nic bardziej mylnego. Chciałam, żeby mnie wypuścili, ale oni stwierdzili jedynie, że jestem im jeszcze potrzebna i muszę zrobić coś jeszcze... -Nie próbowałaś się temu sprzeciwić? -Żeby to raz. Dwukrotnie próbowałam też stąd uciec. Bezskutecznie. -No to co ja mam teraz zrobić? -Nie wiem, na twoim miejscu im bym nie ufała. -Mówiłaś, że próbowałaś uciec... -Tak, ale za każdym razem mnie łapali. Moje plany były mało trafne i bezmyślne. -Gdybym wiedziała, jak można wrócić do rzeczywistości... -Wiem, jak się stąd wydostać... -Słucham? -Wiem, jak wydostać się z tego lasu.

Krzysztof chodził w tą i z powrotem. Nie mógł uwierzyć w to, że Aneta zgubiła albo upuściła telefon. Komórka była dla niej zbyt cenna. Pilnowała go, jak oka w głowie. Musiało się coś stać, ale Krzysiek nie miał pojęcia, co. Od paru godzin, bezskutecznie wędrował i jej szukał. W końcu postanowił udać się w kierunku skarpy. Deszcz cały czas padał, teraz stał się coraz bardziej rzęsisty. Krzysztof był przemoknięty do suchej nitki. W końcu dostrzegł źródło, u podnóża skarpy. Ale nie mógł uwierzyć własnym oczom. Skarpa wyglądała jak zupełnie niedostępna. Płyta skalna była umiejscowiona niemal pionowo, do tego lał rzęsisty deszcz. Być może wcześniej patrzył pod innym kątem, albo z innnej strony. Obkrążył skarpę, ale ze wszystkich stron była taka sama- niedostępna. Krzysztof popatrzył na telefon Anety, do którego przełożył już swoją, naładowaną baterię. Wciąż nie było zasięgu. Jasna cholera! I co teraz?

Rafał i Franciszek bez trudu dotarli na salę, gdzie znajdował się ranny konduktor. Ten zdecydował się z nimi chwilę porozmawiać.

-Dzień dobry. Chciałem pokazać panu zdjęcie mojej córki. Muszę wiedzieć, czy jechała tym pociągiem- wyjaśnił ojciec Anety. -Oczywiście.

Franciszek wyjął zdjęcie z portfela i pokazał je konduktorowi. Ten kiwnął głową.

-Jechała. To ona. -Boże jedyny! Dlaczego wsiadła do tego pociągu?- zapytał bardziej siebie, niż mężczyny. -Z tego, co pamiętam nie miała kupionego biletu. Zapłaciła mi dopiero, kiedy sprawdzałem bilety. -Dlaczego ona to zrobiła? W każdym razie dziękuję panu za pomoc. -A Roman Nowacki? Mężczyzna w wieku koło czterdziestu kilku lat, dobrze zbudowany, siwe włosy...- wtrącił Rafał. -Ma pan jakieś zdjęcie? Ten opis zbyt wiele mi nie mówi... -Niestety, nie mam. -W takim razie nie mogę pomóc, bardzo mi przykro. -Nic się nie stało. Roman nie został odnaleziony, ale nie jestem pewien, czy jechał tym pociągiem. Wszystko jednak na to wskazuje. Chciałem się tylko upewnić.

Po wyjściu ze szpitala, obaj skierowali się do samochodu.

-Muszę zadzwonić do Ryszarda. Aneta i twój ojciec zapewne jechali tym pociągiem. Nie możemy tak bezczynnie czekać. Chcę się dowiedzieć, co tu jest grane. -Przecież pana znajomy mówił, że policja nie może nikogo informować do czasu wyjaśnienia sprawy. -Nic mnie to nie obchodzi! Muszę się dowiedzieć, gdzie jest moja córka! Dzwonię do niego!

Ojciec Anety wybrał numer na swoim telefonie komórkowym.

-Halo- odebrał Ryszard. -Cześć, tu Franciszek. Konduktor jest pewien, że moja córka jechała tym pociągiem. Co z poszukiwaniami? -Niestety, nie mogę ci nic powiedzieć. -Ryszard! To moja córka! Proszę, powiedz mi cokolwiek. -No dobrze, ale obiecaj, że poza tobą i twoim znajomym, który szuka ojca, nikt więcej niczego się nie dowie. -Obiecuję. Mów. -Zaginął ostatni wagon, a wśród nich kilkadziesiąt osób. Ratownicy prowadzą poszukiwania. -Jak to zaginął? -Zapewne spadł ze skarpy. Jest problem, bo nigdzie nie ma go w pobliżu. Ratownicy przeszukali już prawie cały las. -Jak to nie ma go? Przecież wagon waży kilka ton! Nie mógł nigdzie odfrunąć! -I właśnie to jest w tym wszystkim najdziwniejsze. Dlatego komendant nie chce podawać tego do opinii publicznej. Póki ratownicy nie natkną się na jakiś ślad. -Rozumiem. -Gdy tylko coś będę wiedział, dam znać. Zapewniam cię.

Rafał i Franciszek postanowili pojechać do Nowego Sącza. Nie mogli nic już zrobić. Musieli czekać, a był już późny wieczór. Chcieli wynająć pokoje w hotelu. Już po wejściu do środka, Rafał zdecydował się zadzwonić do Sylwii. Cały czas miał głowę zaprzątniętą różnymi, dziwnymi myślami. Nie za bardzo wiedział, co ma robić. To przez niego ojciec pojechał tym pociągiem...

-Cześć Sylwia. -Rafał... No, cześć. Nie odzywasz się. -Nie mogłem do tej pory zadzwonić. Jestem w Nowym Sączu. -Gdzie jesteś? Co ty tam robisz? -Niedaleko doszło do katastrofy kolejowej. Pociągiem jechał mój ojciec. Ratownicy poszukują zaginionych osób. -A studia i praca? -Poczekają, najpierw ojciec musi się odnaleźć. -Rafał, to może potrwać bardzo długo. Spotkasz się z nim za kilka dni. -Sylwia, nie. To ja jestem odpowiedzialny za to, że pojechał tym pociągiem. Nie zostawię go teraz.

Nazajutrz, z samego rana Rafał obudził Franciszka.

-Przepraszam za tak wczesną porę, ale znalazłem coś bardzo fascynującego! -Jak to? O czym ty mówisz? -Nie mogłem spać, więc zszedłem na dół. Jest tam kawiarenka internetowa. Zdecydowałem się poszukać czegoś w sieci. -Rozumiem, że o katastrofie? -Dokładnie. I coś znalazłem. Tego nie da się opisać. -Będę gotowy za pięć minut. -Niech pan mnie szuka na dole.

Chwilę później, obaj zajęli miejsca przy komputerze.

-Są tu 3 sprawy. Wszystkie dotyczą tego samego miejsca niedaleko Biegonic. To jakiś nasz polski Trójkąt Bermudzki, choć może ciężko w to uwierzyć. Pierwsza sprawa jest z bardzo dawna, 1933 rok. Trasa pociągu prowadziła po tej skarpie, którą widzieliście. Zamknęli ją dopiero pięć lat temu. Pociąg osobowy jechał do Nowego Sącza. Zniknęły dwa wagony, a wśród nich 48 osób. Nikogo nigdy nie odnaleziono. Po kilku latach uznano ich za zmarłych. -O Boże, to straszne... Czy to...- zaczął Franciszek. -Proszę słuchać dalej. Druga katastrofa to rok 1967. Pociąg towarowy. Kolejna sprawa to rok- 1988. Żadnej ze 113 osób nie udało się odnaleźć. W 2001 roku zamknięto trasę, uznając ją za niebezpieczną. Wczoraj doszło do kolejnej katastrofy... -Gdzie to znalazłeś?- zapytał Franciszek. -Znam się na tym trochę. Wiem, jak wejść na pewne strony. -Dzwonię do Ryszarda.

Niedługo później, obaj udali się na spotkanie z mężczyzną przed szpitalem. Ryszard już na nich czekał. Wszyscy udali się do pobliskiego parku.

-Kiedyś zdarzyły…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Carpe Diem (Rafał i Aneta) 2/2 — czytnik · opowiadania