Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Erotyka · 12 min czytania

Chcesz?

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

{i}Chcesz?{/i}

- Chcesz, nauczę cię anatomii? – Szepnęła Charllote, rozbierając powoli Blacka. Najpierw koszula, guziki, ręce do tyłu…

- Chcesz, opowiem ci historię? – Powiedział Charlie do nieznajomej. Usiadła naprzeciw niego ze swoim drinkiem i pytaniem w spojrzeniu. Jeszcze zanim pomyślał, że zawsze wolał pić sam.

- Zaczniemy od oczu – cicho zaśmiała się, objąwszy delikatnie jego głowę. – Po łacinie to {i}oculi{/i} – dmuchnęła mu w twarz, w zamknięte w rozkoszy powieki.

- Masz takie same oczy, wiesz – stwierdził, oparłszy się nagle łokciami na blacie stołu, by przyjrzeć się jej z bliska. – I to samo śmieszne spojrzenie znad ściągniętych ust – nieznajoma wciąż się nie odzywała, zwinęła tylko w zabawnej minie wargi, obdarzywszy go przymrużonym wzrokiem. {i}Zupełnie jak Charlotte{/i}, pomyślał Charlie.

- {i}Oris{/i}. Usta – zaczęła zachłannie całować, usiadłszy mu na kolanach. – Warga górna, {i}labium superius{/i} i dolna, {i}inferius{/i}. Zabawne – zachichotała i szepnęła do ucha Blacka. – Nie smakują tak samo, prawda?

- Właściwie to nic odkrywczego – w tym samym czasie Charlie zaczynał swą opowieść, jednocześnie wprawnym ruchem sięgając po butelkę. – Podobno się zakochałem. Myślisz, że to głupie? – W jego oczach na moment zaświecił się bladym odbiciem łuk przezroczystego płynu przelewanego do kieliszka. – Chlać przez jakąś dziewczynę? Dla mnie to marnotrawstwo wódki, bo nie upiję ani jej, ani tym bardziej siebie.

- Powiedz cicho, cichuteńko szepnij moje imię, proszę. – Znaczyła czerwone ślady szminki na jego szyi, pozostawiają je niczym otwarte rany. – Pozwól, by Charlotte dźwięcznie spłynęła twoją krtanią.

- Charlotte. Tak ma na imię – zamilkł, a z oddalonych głośników przez gwar rozmów, śmiechów i innych historii przedzierała się przytłumiona muzyka. {i}Pewnie jakiś murzyn znów śpiewa o miłości, jakie to błahe{/i}, zaśmiał się, by po chwili znów przejrzeć się w oczach nieznajomej.

- Szyja i w środku mięśnie, nerwy, żyły i tętnice. Czujesz pulsowanie? – Wbiła długie, czerwieńsze niż kiedykolwiek paznokcie w poszukiwaniu tętnicy szyjnej. – Krew, a w niej alkohol, przyspieszający galop serca, jak echo wyczuwalny w całym ciele. – Zawsze dużo mówiła, niektórym to przeszkadzało. Nagle gwałtownie pchnęła Blacka na łóżko.

- Poznałem ją trzy miesiące temu. – Charlie wyciągnął pomiętą paczkę papierosów i poczęstowawszy tajemniczą towarzyszkę, sam wyciągnął jednego, by w końcu kontynuować. – Wszystko szło gładko, dopóki nie zaczęła mówić o balu. Powiedz, czy wy wszystkie marzycie o tym, by zostać księżniczkami? Choć na jedną noc, na chwilę?

-{i} Sursum corda{/i}, – smukłymi palcami wodziła po nagim ciele Blacka, wciąż szepcząc, – a potem niżej, za mostek, przeponę…

- W sumie to ci się dziwię. – Charlie zafascynowany obserwował jak nieznajoma powoli wypuszcza ociężały, leniwy dym, jakby się bawiła, drażniła i więziła w sobie trującą chmurę. – Masz za co pić, a siedzisz tu ze mną. Poradziłbym sobie bez ciebie. Pewnie nieźle się bawisz, co? Nie? Po co ta kurtuazja?

- Pępek dał nam życie.{i} Umbilicus{/i}. – Charlotte usiadła na nim okrakiem, wodząc językiem po brzuchu, by zatrzymać się na małym, okrągłym zagłębieniu. Nagle wstała i pociągnęła Blacka za rękę na środek ciasnego pokoiku.

- A wiesz, co jest najgorsze? Podobno to wy macie lepszą intuicję. Nie wierzę, by niczego nie zauważyła. A myślałem, że ona też. Że to w dwie strony. Ja czekałem, ona czekała. I jak skończyłem? – Charlie gwałtownym ruchem zgasił w popielniczce na środku stołu ledwo zapalonego papierosa. – Bawi się teraz wyśmienicie na tym przeklętym balu z facetem, który pewnie i tak ciągle zastanawia się, jaka jest w łóżku…

- Świetnie tańczysz, wiesz? – Przez otwarte okno do środka wraz z szepcącym coś niezrozumiale wiatrem wkradały się zagubione takty muzyki. Uciekały zapewne z zabawy, odbywającej się gdzieś na niezasypiających-nigdy ulicach.

- Właśnie, bal – zamknął na chwilę oczy, przywołując wspomnienia, porządkując kolejne chwile z przeszłości. – Ciągle o nim mówiła. Jak to będzie. Co będzie tańczyć. Salsę. Kochała ją tańczyć. Wybierałem z nią nawet sukienkę – wydawało się, że Charlie zapomniał o obecności nieznajomej. – Jak to było? Koktajlowa, przypalana pomarańcza…Paranoja – skończywszy westchnął zmęczony, szarą dłonią przeczesał włosy, przejechał nią po nabrzmiałej od alkoholu twarzy, rozsypując tam kolejne zmarszczki.

- Salsę, proszę – Charlotte nie czekała na odpowiedź, przyjąwszy pozycję, przemieniła się nagle w wyzywającą, latynoską piękność, a może nie, może od początku nią była. – {i}Rueda{/i} to przecież życie. Nie czujesz tego? Raz on, raz ty. Zmiana! – Krzyknęła, klasnąwszy w dłonie. – Następny! – Znów głośno klasnęła. Obrót. Krok za krokiem prowadziła ich taniec, myśląc, że tak powinna postępować od początku, przynajmniej miałaby pewność, że wypadki potoczą się po jej myśli, nie czekając bezsensownie na gesty, których nie było, których zabrakło…

- Potem był Black. Tak go nazywała. – Wciąż wyjaśniał nieznajomej. Wcale nie potrzebował tego towarzystwa, odgrywałby tę samą historię równie żarliwie bez niej. Delikatnie odłożywszy pusty kieliszek, kontynuował. – Mówiła często, że idzie z nim, bo go jej żal. I po co mi to tłumaczyła? Powód dobry jak każdy inny, żeby iść z kimś do łóżka. Jaki inny wolontariat da taką przyjemność? – Zaśmiał się. Najpierw cicho, do siebie, by nagle, przechyliwszy głowę, zanieść się niepokojącym, obrzydliwym rechotem. Echem odbił się od ścian i szkieł baru, goście przestraszeni spojrzeli na Charliego. Tylko nieznajoma, zachowawszy beznamiętny wyraz twarzy, dolała mu wódki.

- Chciałabym ci podziękować za wspaniały wieczór. – Szepnęła do Blacka. Jak dwa cienie, zlane…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Chcesz? — czytnik · opowiadania