Filozofia · 7 min czytania
Chiński Książę
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Na mrocznym poddaszu, w zbutwiałym gnijącym domu, królował Szalony Janko. Tutaj, gdzie nocą krzyżowały się szlaki gwiazd a wokoło roztaczała się wietrzna widownia pól słuchałem rad wielkich i świętych z bijącym z przejęciem sercem. - Tajemnica powodzenia u kobiet polega na tym, by poruszać się zawsze po liniach prostych - dowodził Janko - poruszanie się po liniach prostych jest niebywale ekonomiczne, a kobiety cenią racjonalizm. Jeśli było to prawdą, na skutki zastosowania tej metody należało czekać chyba bardzo długo. Nie przypominam sobie, bym widział jakąkolwiek kobietę kiedykolwiek w otoczeniu Janka. Pokój Janka był cmentarzem gratów na niewyobrażalną skalę. Na dziurawym dywanie żyły srebrne żuki. One jedyne znały sekrety pokoju, ścigając się nieustannie srebrnymi smugami między stertami szpargałów, gazet i starych listów, worków z wełną i śrubek, zasuszonych rogalików flirtujących z książkami bez okładek, starych butów i starych puszek. Czasem jakiś srebrzysty Kolumb wyruszał w ryzykowną eskapadę po meblach, błądząc wśród niezliczonych półek, szafek, porcelanowych ludowych laleczek, prześlizgiwał się po brudnych, zielonych ścianach noszących ślady ozdobnego, archaicznego malarskiego wałka. Janko swoje królestwo opuszczał dość rzadko, zwłaszcza, że jego pokój położony był na poddaszu trzypiętrowego domu. Nie schodził nigdy po schodach. Nie schodził po nich, ponieważ była to rzecz zakazana, tak przynajmniej uważał ojciec Janka, kiedy żył jeszcze i kiedy przyjaźnił się z Panem Fioletowa Butelka. Pan Fioletowa Butelka był najbliższym i zapewne jedynym przyjacielem ojca Janka, ich niekończące się filozoficzne i teologiczne dysputy wznosiły się falami wzwyż domostwa w którym mieszkał Janko. To Pan Fioletowa Butelka zdradził ojcu Janka tajemnicę. Zgodnie z nią Janko nie był jego synem, lecz synem Diabła. W obliczu tego faktu ojciec Janka zmuszony był przedsięwziąć stosowne kroki. Zaopatrzył się w długą tyczkę z zamocowanym na końcu gwoździem i trwał na warcie dzień i noc przy schodach kłując usiłującego zstąpić na dół Janka. Tam też któregoś dnia znaleziono go martwego, lecz pomimo tego, że nie było już tyczki i nie było gwoździa, Janko wciąż do opuszczania domu używał długiej, nieociosanej drabiny. Trudno jednak o widok bardziej wzniosły niż widok Janka schodzącego po drabinie. Tego dnia wśród pól budził się poranek. Różowo – czerwona łuna na horyzoncie gładziła łagodnie falujące trawy. Przepych zieleni groził błękitnemu niebu eksplozją. Zapach wilgotnej ziemi splatał się z zapachem dzikich pokrzyw, a Janko zstępował po swojej drabinie. Do schodzenia nie używał rąk, schodził po niej dumnie i majestatycznie, młody, szczupły, wysoki i długowłosy, ubrany w groteskową powłóczystą bluzę i kalesony, przepasany sznurem w pasie. Kiedy dotarł już prawie na ziemię, słońce wstało jak na komendę, dziewicze promienie oświetliły jego zamyśloną twarz. Nasze dłonie spotkały się w powietrzu, kiedy stawiał krok na ziemi. Uczeń i nauczyciel. Nigdy nie potrafiłem go pojąć. Był i szalony i mądry, tragiczny, śmieszny i wzniosły. Czasem mówił rzeczy przedziwne i mądre, wtedy zdawało się, że czas staje w miejscu i słucha jego słów. Czasem mówił kompletne bzdury. Ruszyliśmy ścieżką w kierunku wsi odległej o dobre kilka kilometrów. - Spośród wszystkich zwierząt największą tajemnicę kryją Żuki Gnojniki - rozpoczął Janko, a świerszcze cykały delikatnie w nagrzanej trawie - kiedy umiera jeden, w pobliżu…