Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 9 min czytania

Chiny

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jeśli myślicie, że aby pojechać do Chin na wycieczkę wystarczy kupić imprezę w Raibow i już, to jesteście w błędzie. Teraz jest i tak łatwiej bo nie ma wiz, ale do niedawna na początek trzeba było najpierw ją uzyskać. Aby ją dostać trzeba było wypełnić kilkustronicową, szczegółową aplikację internetową, odpowiedzieć na multum dokładnych pytań (mój osobisty faworyt to pytanie co robi twój ojciec?, na które – mając w pamięci „Paragraf 22” – odpowiedziałem radośnie, zgodnie z prawdą mój ojciec nie żyje), łącznie z podaniem danych dostępowych do swojego bezpośredniego przełożonego w pracy, rozpisaniem dzień po dniu planu wycieczki z uwzględnieniem dokładnych dat pobytu, nazwy i adresu każdego hotelu, i tym podobne. Ale aby to zrobić, trzeba dostać od chińskiego organizatora szczegółowy plan oraz skan jego licencji (bez której nie dostaniemy zgody w konsulacie). I tak dalej, i tak dalej, łącznie z umówieniem osobistego stawiennictwa razem z poprawnie wykonanym zdjęciem (poprawnie według chińskich wymagań). Znam osobiście parę, która w połowie procedury zrezygnowała z wyjazdu. A to nie koniec, bo aby wjechać na terytorium Chin należy jeszcze wygenerować specjalny kod QR, co można zrobić dopiero po odprawie (na chińskiej stronie trzeba wpisać numer lotu, numer siedzenia w samolocie oraz odpowiedzieć na pytanie co robi twój ojciec)? Bez tego kodu nie otworzy się bramka na lotnisku po wyjściu z samolotu przez rękaw. Przygotujcie się, że Chiny to inna planeta. Kody QR są wszechobecne. Podczas całego, dwutygodniowego pobytu, nigdy nie widziałem aby jakikolwiek Chińczyk płacił za cokolwiek w jakimkolwiek sklepie kartą, na przykład. Tu zakupy wyglądają tak, że wchodzisz do sklepu, bierzesz co potrzeba, skanujesz w aplikacji, płacisz w czytniku wygenerowanym kodem QR i wychodzisz. Oczywiście, jeśli jesteś Chińczykiem. Gotówka jest pojęciem mało znanym, do tego stopnia, że gdy chciałem zapłacić za Coca-Colę i jakiegoś batonika u podnóża Wielkiego Muru, to młode dziewczę za kasą nie potrafiło wydać reszty z pięćdziesięciu juanów. Jako turysta-obcokrajowiec płaciłem wszędzie gotówką, co nieodmiennie wywoływało zamieszanie w każdym sklepie. A raz, gdy chciałem w Szanghaju zapłacić kartą za okulary przeciwsłoneczne, to najpierw okazało się, że terminal tak długo leżał w szufladzie, że nie chciał zadziałać, a gdy go już podłączyliśmy do prądu (młoda sprzedawczyni bardzo chciała mi pomóc) to nie był w stanie obsłużyć płatności. Karta VISA dla jasności. Chiny operują w skali niespotykanej w Europie. Na lotnisku w Pekinie aby odebrać bagaż, należy dotrzeć do stacji kolejki i następnie pojechać trzy przystanki (ok. 15 minut) do hali, gdzie bagaż trafia na taśmociągi. Sam Pekin nie robi jakiegoś oszałamiającego wrażenia, to miasto o raczej niskiej, kilkupiętrowej maksymalnie zabudowie (z wyjątkiem City), ale już Suzhou czy Szanghaj zadziwia ilością wiaduktów, zjazdów, wjazdów na ulice – ogólnie ogromem infrastruktury. W Szanghaju weszliśmy na drugą co do wysokości na świecie wieżę Szanghaj Tower z najwyżej położonym tarasem widokowym (wyżej niż taras w Burj Kalifa). I o ile w Dubaju obserwujesz piaski, pustynię i ścisłe centrum, o tyle z Szanghaj Tower widać całe ogromne miasto wraz ze słynnym Openerem (Otwieraczem) czy Oriental Pearl Tower (wieżą telewizyjną). Będąc w Chinach musisz przygotować się, że absolutnie nie ma szans aby zrobić zdjęcie dowolnej atrakcji turystycznej bez kilku Chińczyków w tle. Jest ich tam takie mrowie, że nie ma opcji aby przynajmniej jeden nie znalazł się w kadrze. Chińczycy masowo zwiedzają i wokół uznanych lokacji turystycznych ciągle kłębią się tłumy wycieczek z prowincji, z innych miast, itp. Tak jak i u nas zresztą, gdzie wycieczki szkolne objeżdżają Wawel, Wieliczkę czy Pałac Kultury. Z tymi wycieczkami wiąże się ciekawa sytuacja, bo w Pekinie dla tych tłumów spoza stolicy największą atrakcją nie był Pałac Letni czy Świątynia Nieba, ale…my. Biali ludzie. A chodzili wokoło, a zerkali ukradkiem, a pstrykali zdjęcia z ukrycia, z biodra…co odważniejsi podchodzili wprost i pytali na migi czy mogą zrobić sobie wspólne zdjęcie. Zupełnie jak my z białym misiem na Krupówkach. Nasz przewodnik…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%