Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Psychologia · 7 min czytania

Chleb raz dotknięty uważa się za sprzedany.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

1.

Jeszcze A.

Jadę do tego miejsca jako A. Tym bardziej przygotowania do tego wyjazdu są Przygotowaniami A. Do Wyjazdu. A. jest kobietą. Cieszą ją przygotowania do podróży, pakowanie walizek – kosmetyki, szuszarka do włosów, jakieś ubrania, kilka ciepłych swetrów, bo noce tam są strasznie zimne, zwłaszcza latem. Zabiera też trochę jedzenia na podróż, coś do picia, ten drobny upominek dla B., kilka płyt i co najważniejsze - zabiera książki. Jadę. Początek podróży jest dla mnie zawsze stresujący. Zastanawiam się czego nie zabrałam. I czy aby na pewno mam suszarkę w tej czerwonej torbie. Sprawdzę. Staję na poboczu, otwieram bagażnik. Wzięłam. Jest. Potem jest już tylko spokojniej. Aż do momentu, w którym mijam ten cmentarz z aniołami stojącymi na ogrodzeniowych cokołach. Wielkie białe anioły. Kawał polakierowanego gipsu potrafi człowieka kompletnie rozbić. Powinnam pogłośnić muzykę. Zapalić papierosa. Muszę zwolnić, dopiero od niedawna jeżdżę samochodem i nie czuję się jeszcze zbyt pewnie za kierownicą. Cholera. B. pewnie już siedzi w ogrodzie i czeka na mnie. Ciekawe co ugotowała na obiad. To nic nie daje. Nie mam dokąd uciec od wizerunku gipsowych aniołów. W muzykę, w obiad B. W nic. I teraz A. będzie coraz bardziej rozdrażniona, niespokojna. Ale na pewno po trzynastej będzie u B. Dzwoniła do niej przed wyjazdem, a B. wie, że podróż nie potrwa dłużej niż trzy, góra cztery godziny. I musi być najpóźniej po trzynastej.

Ktoś przyjechał do B.

Tak, tak, ta podróż mnie wiele nauczyła. Tak, doświadczenie za kierownicą jest bardzo ważne. Nie, nie jestem głodna. Jak tu wszystko zakwitło. Pewnie, tak jak rok temu wieczorem nazrywamy maciejki i jej zapach będzie w całym domu. Wszyscy zdrowi, T. tylko czasami narzeka, ze ma za mało czasu na pisanie. Nie wiem, ale ja chyba nie zasługuję na miłość, czarne owce zawsze muszą być. Nie jestem zmęczona. W tym wieku i tak świetnie wyglądasz. Może być kawa, ale mocna. Nie, nie szkodzi. I tak szybko zasypiam. Na wszystkich kiedyś przyjdzie czas. Bardzo młodo umarła. Kapusta z ziemniakami była. Zawsze jest. Czasami nawet starałam się ją przyrządzić według przepisu B., ale to nie było to. Te same składniki, identyczne proporcje. Jak będę jechała spowrotem to zabiorę trochę w słoiku do domu.

Już R.

Cała jej postać została zredukowana do ciszy. A spojrzenie wdzierało się do myśli drugiego. Poszła więc do sklepu. Było parę minut po szóstej nad ranem, ale ta wieś budziła się do życia już przed czwartą. Sklep był w odległości kilometra od domu B. Szósta rano to trochę za cicha pora na papierosa. Ale R. musiała zapalić. W paczce zostały już tylko trzy papierosy. W tym sklepie będzie pewnie tylko jeden rodzaj, w dodatku najtańszych pewnie papierosów z najgorszego pewnie tytoniu. O tej porze dnia nad całą wsią unosiła się mgła. Jak gdyby Bóg palił papierosa wypuszczając dym prosto w twarz ziemi. Jest połowa lata, ale powietrze wydaje się być zimne. Za zimne jak na tę porę roku. A wokół roztacza się tylko pozorna cisza. Owszem, R. słyszy wyraźnie śpiew świerszczy, ale przecież ludzie we wsi już od dwóch godzin męczą się z głośną trzypokoleniową codziennością. Rano, zanim sami zjedzą śniadanie, zahipnotyzowani niedokończonym snem idą nakarmić bydło w stajniach. Potem sami są karmieni. Niektórzy chlebem. Inni chlebem i mięsem. Są też i tacy, którym wódka i chlebem i…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Chleb raz dotknięty uważa się za sprzedany. — czytnik · opowiadania