Inne · 29 min czytania
CHŁOPCZYCA
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
To była czwarta przeprowadzka w tym roku i miałam tego wszystkiego dość. Ciągłe rozpakowywanie i wypakowywanie moich rzeczy. Ciągle inne mieszkanie. Tym razem przynajmniej miałam swój własny pokój i mogłam w nim przesiadywać do woli, pomijając oczywiście zajęcia szkolne, na które chodziłam niechętnie. Byłam raczej bardziej zdolną, niż ambitną uczennicą. Uwielbiałam siedzenie przed komputerem i jazdę na desce. Nie należałam do grzecznych dziewczynek i to właśnie z tego powodu ja i moja mama ciągle się przeprowadzałyśmy. To wszystko było przeze mnie, to ja ciągle broiłam w dotychczasowych szkołach. Zdarzało mi się pobić kogoś z rówieśników, lub przemycić narkotyki, albo włamać się do szkolnego systemu komputerowego i pozmieniać wszystkie dane. Nigdy nie należałam do aniołków, nawet jak byłam dzieckiem to lubiłam psocić. Ale ostatnim razem naprawdę przesadziłam, bo włamałam się do szkoły, chcąc zrobić głupi kawał, a zostałam posądzona o kradzież. Znowu z mamą musiałyśmy uciekać, w drodze do naszego nowego mieszkania nie odezwałyśmy się do siebie nawet słowem, a po przyjeździe mama jak zwykle zaczęła szukać pracy, a ja rozpakowywać manatki. Na szczęście zaczynał się weekend i miałam dużo czasu na ułożenie swoich rzeczy i jako takie umeblowanie pokoju. Tego wieczoru mama przyszła z poszukiwań i oznajmiła, że ma pracę w jakiejś zagranicznej firmie, jako sekretarka. Była bardzo podekscytowana. Zjadłyśmy razem kolację, przy której pierwszy raz od dłuższego czasu normalnie rozmawiałyśmy. To nie były półsłówka, tylko zwykła rozmowa między matką i córką. - Wiktorio, mam do ciebie prośbę, ta praca jest dla mnie naprawdę ważna i chciałabym trochę dłużej tutaj popracować, dlatego postaraj się nie odstawiać takich numerów, jak w poprzednich szkołach. – powiedziała, a raczej poprosiła o to moja matka. - Postaram się, ale niczego nie obiecuję. – odrzekłam i poszłam do swojego pokoju. Weekend spędziłyśmy razem na zwiedzaniu miasteczka i poznawaniu różnych ciekawych miejsc, takich jak muzea, zabytki i oczywiście restauracje, gdzie można coś normalnego zjeść, bo moja mama w ogóle nie potrafiła gotować. Muszę przyznać, że to był jeden z najlepszych dni w moim życiu i nawet się nie spodziewałam, że moja mama poświęci mi tak dużo czasu. Kiedy nadszedł poniedziałek obie zrobiłyśmy sobie kawę i zaczęłyśmy szykować się do wyjścia. Nie miałam zamiaru grać kogoś innego, więc jak zwykle założyłam czarne bojówki i czarną obcisłą bluzeczkę. Moja mama wręcz przeciwnie, była elegancka i świetnie pomalowana. Podwiozła mnie do szkoły i ruszyła do swojej pracy. Odjeżdżając, zatrzymała się na chwilę i powiedziała: - Tylko pamiętaj, żeby zachowywać się jak na dziewczynę przystało. - Ok., to cześć, spotkamy się w domu. – odpowiedziałam i ruszyłam do wejścia. Już na wejściu zobaczyłam, że każdy mi się dziwnie przygląda. Czułam się trochę dziwnie, ale starałam się tego nie okazywać. Zresztą zawsze się tak czułam, gdy wchodziłam do nowej szkoły. Na początek poszłam do swojej szafki, by wyjąć potrzebne mi książki. Wszystkie dziewczyny były poubierane w zupełnie innym stylu niż ja, każda miała obcisłe spodnie i bluzeczki, jedynie chłopaki nosili bojówki i to też nieliczni. „Co to za dyskryminacja?”- pomyślałam i zamknęłam szafkę. Udałam się na lekcję informatyki i usiadłam przy pierwszym wolnym komputerze. Nagle podszedł do mnie jakiś przystojny brunet i powiedział: - To miejsce jest moje. Pamiętając o prośbie mamy, nie powiedziałam nawet słowa, tylko odeszłam w poszukiwaniu czegoś innego, pominę fakt, że miałam ochotę mu porządnie dołożyć, ale się powstrzymałam. Po chwili do klasy wszedł nauczyciel. Zaczął swoją nudną lekcję o zasadach działania worda. Nie mogłam tego słuchać, przecież zasady tego programu znają przedszkolaki, ale nic nie mogłam na to poradzić. Gotowało się we mnie, jednak prośba mamy była silniejsza niż mój temperament. Postanowiłam, że teraz zrobię wszystko, aby było wszystko dobrze. Już przed następną lekcją wiedziałam, że mam w tej szkole prześladowcę. A dowiedziałam się o tym, gdy wychodziłam z klasy i ktoś powiedział: - Już masz przerąbane w tej szkole… Gdy się odkręciłam, zobaczyłam znanego mi z informatycznej bruneta. - Zobaczymy. – odrzekłam i poszłam w swoją stronę. Następne zajęcia minęły mi bez żadnych niespodzianek. Ale gdy wychodziłam ze szkoły zobaczyłam mojego prześladowcę, który zapytał: - Deska, czy rolki? - Co? - Chcę się z tobą zmierzyć. Wybierasz rolki, czy deskę? - Wierz mi, że nie chcesz się ze mną mierzyć. – odpowiedziałam i kierowałam się w stronę domu. - Wiktoria Parker, to twoja czwarta szkoła. W pierwszej się biłaś, w drugiej włamałaś się do szkolnego komputera, w trzeciej były narkotyki i kradzież… coraz lepiej, ciekawe, co w tej wykombinujesz. - Nic. – odpowiedziałam i odeszłam. Wróciłam do domu, gdzie czekała już na mnie mama. Podczas obiadu zapytała: - Jak było dzisiaj w szkole? - Beznadziejnie. Ta szkoła jest jakaś zacofana. – odpowiedziałam, a po chwili dodałam – a jeśli ci chodzi o to czy coś nabroiłam, to nie martw się, w żadnej szkole nie byłam jeszcze taka grzeczna. Moja mama nie mogła uwierzyć w to, co jej powiedziałam. Otworzyła szeroko oczy i dziwnie mi się przyglądała. Ja jednak wolałam uniknąć jej pytań i odeszłam od stołu z wymówką, że muszę odrobić lekcje. Weszłam do swojego pokoju i zajrzałam do książek. Z matematyką nie miałam większych problemów, wręcz przeciwnie, była na niższym poziomie niż w poprzednich szkołach. Resztę przedmiotów też odrobiłam bez większych problemów. „Staję się geniuszem” – pomyślałam i zasiadłam do komputera. Nagle usłyszałam dzwonek telefonu i głos mamy, która wołała: - Wiktorio, to do ciebie! Zeszłam na dół i wzięłam słuchawkę. - Tak? - Cześć, to ja twój prześladowca. Jeśli nie chcesz mieć jutro nieprzyjemności w szkole, to zjaw się zaraz w pobliskim parku. – usłyszałam męski głos w słuchawce. Nie odpowiedziałam nawet słowem, tylko po prostu rozłączyłam się. Właściwie to nie wiedziałam co robić. Nie chciałam mieć do czynienia z tym typem, ale z drugiej strony nie chciałam mieć nieprzyjemności w szkole, bo następnej przeprowadzki moja mama, by nie zniosła. Doszłam do wniosku, ze lepiej mieć przechlapane u tego cwaniaczka, niż u dyrektora. - Muszę wyjść, będę za godzinę. – oznajmiłam mamie i ruszyłam w stronę umówionego miejsca. Po 10 minutach byłam na miejscu. Czekała tam na mnie gromadka skatów. - Czego ty ode mnie chcesz? – zapytałam, podchodząc do bruneta. - Musisz udowodnić, że jesteś godna nosić taki strój. - To jest głupie. Co ma piernik do wiatraka? Przestańcie dyskryminować ludzi. - Nie dyskryminujemy ich. Ale ludzie, którzy jeżdżą na desce lub rolkach mogą nosić takie spodnie. Widziałaś w szkole jakąś dziewczynę, która ubiera się tak jak ty? A może chcesz po prostu zwrócić na siebie uwagę? – odrzekł nieznajomy. - Ja już ci mówiłam, żebyś nie ryzykował, jeśli chodzi o pojedynek ze mną. - Chcę się przekonać. Jeżeli ci się uda to damy ci święty spokój. Co miałam robić? Musiałam się zgodzić, bo inaczej nie daliby mi żyć i prędzej, czy później wyleciałabym z tej szkoły. Okazało się, że mój prześladowca ma na imię Marcin, bo na początku przedstawił mi się. Potem zaczął się pojedynek. Wiedziałam, że wygram, bo wielokrotnie brałam udział w zawodach, a rolek i deski praktycznie nie zdejmowałam z nóg od siódmego roku życia. Marcin pokazywał to co umiał najlepiej, ale ja i tak umiałam lepsze triki. Kiedy nadeszła moja kolej pokazałam co naprawdę potrafi Wiktoria Parker i tak jak przypuszczałam – wygrałam. Na odchodne powiedziałam: - Mam nadzieję, ze teraz dacie mi święty spokój i przestaniecie się czepiać mojego stroju? Wróciłam do domu i od razu położyłam się do łóżka. Nie mogłam zasnąć, więc usiadłam przed komputerem i postanowiłam wejść na gg i sobie z kimś porozmawiać. Miałam już zacząć rozmowę z jedną osobą, gdy nagle zgłosił mi się nijaki „Hacker”. Zaczął ze mną rozmawiać i nawet się polubiliśmy. Byłam dla niego wyjątkowo miła, a on dla mnie też. Okazało się, ze mieszkamy w tym samym mieście. Rozmawialiśmy razem około 3 godzin, a potem oboje doszliśmy do wniosku, że czas już skończyć, bo czeka nas szkoła. Następnego dnia wyruszyłam do mojej nowej budy. Na progu spotkałam Marcina, który ponownie mnie zaczepił. - Ty to chyba nie możesz beze mnie żyć… - powiedziałam. Chłopak zignorował mój żart i po prostu zapytał: - Gdzie się tego nauczyłaś? - Czego? - No jazdy na desce. - Tu i tam. – odpowiedziałam i chciałam odejść, ale ten zatrzymał mnie i powiedział: - Bardziej tam, niż tu. - Może.- odrzekłam i poszłam do klasy. Siedziałam, jak zwykle sama i słuchałam co ma do powiedzenia polonistka. Omawialiśmy właśnie „Romeo i Julię” W. Szekspira. Nagle nauczycielka zapytała mnie: - A ty Wiktorio, co sądzisz o postępowaniu Romea? - Tylko głupiec wypija truciznę, przed sprawdzeniem pulsu swojej ukochanej. - Tak uważasz? - Tak. – odpowiedziałam i czekałam na reakcję nauczycielki. - Widzę, że potrafisz wymyślić coś odmiennego od innych. I to mi się podoba. – odrzekła i wróciła do dalszego prowadzenia zajęć. Na następnej przerwie podeszła do mnie jakaś dziewczyna, wyglądała na kujonkę i panienkę z dobrego domu. - Powiedz mi, co ty masz do Marcina? – zapytała zamykając mi szafkę przed nosem z wielkim hukiem. - Co ty pieprzysz? - Chcę wiedzieć, co cię z nim łączy? - Wiesz, jeżeli chcesz wiedzieć, to zapytaj jego. – odpowiedziałam i odeszłam. Wróciłam na zajęcia i byłam wściekła. Nie mogłam uwierzyć, że w tej szkole wplączę się w jakieś sercowe rozgrywki. Siedziałam i jak nigdy uważałam na matematyce. - Dobrze to teraz zadanie 6, jeśli ktoś je rozwiąże, to dostanie piątkę. – oznajmiła nauczycielka. Przeczytałam zadanie i doszłam do wniosku, że coś jest ze mną nie tak, bo umiałam je rozwiązać. Zgłosiłam się i rzeczywiście, udało mi się je zrobić. Dostałam piątkę i zadowolona z siebie usiadłam do ławki. Potem miałam jeszcze cztery lekcje, na których nic ciekawego się nie zdarzyło. Po całym dniu siedzenia w szkole, postanowiłam, że wrócę do domu na piechotę. Weszłam do środka i zobaczyłam Marcina, który zawzięcie dyskutował z moją mamą. - Kolega do ciebie przyszedł. – oznajmiła mama i wyszła. - Co znowu? – zapytałam. - Naucz mnie tak jeździć. – wydusił chłopak. - Trzeba ćwiczyć, dużo ćwiczyć. A w naszym wieku nie ma już na to czasu. - Rozmawiałaś z Mandy? - Z kim? – zapytałam, bo nie skojarzyłam o co chodzi. – A tak, masz rację. Pytała się, co nas łączy. - I co jej powiedziałaś? – pytał dalej Marcin. - Że uprawialiśmy ostry sex… Żartuje, powiedziałam, żeby zapytała ciebie, jak chce wiedzieć. - Ona jest wredna. – powiedział nagle. - Nie z takimi miałam do czynienia w poprzednich szkołach. – odpowiedziałam, a po chwili dodałam – A teraz wracaj do siebie, bo ja mam jeszcze dużo zajęć. I przestań mnie nachodzić. - Nie masz żadnych zajęć, oprócz lekcji, twoja mama mi powiedziała. - Słuchaj, my naprawdę jesteśmy za starzy na naukę jazdy na desce. Ty już się niczego nie nauczysz. - Chcesz się założyć? – zapytał nagle chłopak. - Ok., o co? - O to, że jeśli nauczysz mnie trzech trudnych trików w ciągu miesiąca, to przez następny miesiąc będziesz chodziła w sukience, krótkiej sukience. - Mam tylko jedną. – odrzekłam. - To sobie kupisz kilka innych, a jedną dostaniesz ode mnie w prezencie. – zaoferował się chłopak. - No dobrze, a jeśli się nie nauczysz trzech trików w ciągu miesiąca, to co ja z tego będę miała? - Wtedy przez miesiąc jestem na każde twoje zawołanie bez względu na czas, miejsce i okoliczności, zawsze ci pomogę. - Niech będzie. – odpowiedziałam i podałam mu rękę. Po chwili dodałam – Zaczynamy od jutra, bo dzisiaj jestem jeszcze z kimś umówiona. - Randka? - Nie, spotkanie z internetowym przyjacielem. - To jutro po lekcjach? – zapytał jakby trochę zmieszany. - Tak, wezmę deskę i spotkamy się w parku po lekcjach. – odpowiedziałam i pożegnałam gościa. Tego wieczora spotkałam się z moim internetowym znajomym i znowu długo rozmawialiśmy. Pytał się jakie mam plany na jutro, a ja powiedziałam mu o nauce jazdy na desce. Chciał się spotkać, ale jakoś oboje przez najbliższy miesiąc nie mieliśmy czasu, więc nasze spotkanie odłożyliśmy na jakiś czas. Przesłał mi internetowego buziaka i napisał, że mnie bardzo lubi, oraz, że się czuje tak jakbyśmy się znali od lat. W sumie ja też go bardzo polubiłam i uwielbiałam z nim rozmawiać. Następnego dnia zostałam wezwana do dyrektora. W gabinecie stała Mandy z głupim uśmieszkiem na twarzy. - Dzień dobry, czy coś się stało? – zapytałam wchodząc do biura dyrektora. - Wczoraj wieczorem ktoś kręcił się w pobliżu szkoły i sprawdzał wszystkie zabezpieczenia. Mandy uważa, że tą osobą byłaś ty. - To dziwne, bo ja całe popołudnie i wieczór spędziłam w domu przed komputerem i jak mniemam to jest fizycznie nie możliwe. – odpowiedziałam najspokojniej w świecie, chociaż w środku się gotowało. - Masz jakieś alibi? – zapytała wredna brunetka. - Moja mama może poświadczyć. A zresztą w moim komputerze wyświetla się godzina rozmowy z osobą, z którą wczoraj rozmawiałam i to co minutę, więc jeśli pan ma ochotę się do mnie wybrać i sprawdzić, to nie widzę w tym żadnego problemu. - Dobrze, powiedzmy, że ci wierzę, ale i tak będę miał na ciebie oko. A teraz wracaj na lekcje. - Dziękuję i do widzenia. – odpowiedziałam grzecznie i wróciłam do klasy. Będąc na lekcji miałam ochotę odegrać się na tej wrednej intrygantce, ale jakoś nic nie przychodziło mi do głowy. Postanowiłam więc, że na razie dam jej spokój, ale jeśli bardzo zalezie mi za skórę to zapamięta mnie do końca swojego życia. Po lekcjach, przed szkołą czekał już na mnie Marcin. - Słyszałem, co się dzisiaj stało… - Chodzi ci o wizytę u dyrektora? - Tak. Powiedziałem, że Mandy jest wredna i nie warto z nią zaczynać. - Słuchaj ja jej nawet nie chcę znać. Gdyby biedaczka nie była zakochana w tobie po same uszy, to dałaby mi święty spokój. Ale ją po prostu zżera zazdrość, bo ty zamiast interesować się pięknością szkoły, wolisz…deskę. Przez cały miesiąc codziennie po szkole, uczyłam ambitnego ucznia jazdy na desce. Mandy dała nam święty spokój, ale ja doskonale wiedziałam, że to tylko cisza przed burzą. Wieczorami zaś rozmawiałam z „Hackerem”, który…