Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantasy · 26 min czytania

Chmury nad Letienne

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Letienne, zwłaszcza skąpane w słońcu wczesnego lata, przedstawiało sobą widok, który zapierał dech w piersiach i na długo nie dawał o sobie zapomnieć. Kraina położona nad szmaragdowym Morzem Pamięci, rozlewającym się wokół malowniczych półwyspów piaszczystego brzegu, pokryta rozległymi lasami pełnymi zwierzyny i istot natury, z północnego zachodu ograniczona łańcuchem ośnieżonych górskich szczytów, zdawała się być wręcz wymarzonym miejscem do życia. Tak też była odbierana przez mieszkańców, z których za największych szczęśliwców mogli się chyba uważać mieszczanie Haitaru, perły Letienne, z tchnącymi spokojem ogrodami i pałacem z białego marmuru, domostwem króla-dziecka, wcielenia najpierwszego z synów Bogini. Nad krainą zbierały się jednak chmury, i tenże król, Yassha, w swej mądrości wysłał w sześć części lądu wiernych posłańców.

W handlowej dzielnicy Haitaru pysznił się krąg z kamiennych słupów, zamknięty z jednej strony półkolem z ustawionych schodkowo, drewnianych ławek. Obiekt ten nazywany był przez mieszkańców Areną i stanowił niewyczerpane źródło rozrywki. Potężni wojownicy chętnie szafowali swym życiem, ryzykując nim w walce, a gawiedź jeszcze chętniej stawiała na faworytów pieniądze. Gladiatorzy byli silni, głośni i młodzi, gdyż rzadko zdarzało im się dożywać wieku, który można by nazwać choćby dojrzałym. Prym wśród wojowników wiódł aktualnie zwalisty, zakuty w stal mężczyzna o imieniu Yohun. Aby okazać lekceważenie przeciwnikom, nie zakładał na ogoloną głowę hełmu, ani choćby szyszaka. Przesłanie pozostawało jasne - nie potrzebował go, gdyż, jak sam twierdził, był wybrańcem Bogini, nietykalnym. Zdążył zejść właśnie z Areny, gdy z cienia jednego z słupów wysunęła się postać w szarym płaszczu. Posłaniec podszedł do wojownika, wcale nie przejętego faktem, że krew jego przeciwnika ze skręconym karkiem nie zdążyła jeszcze wsiąknąć w żółty piasek Areny. - Yohun - rzekł poseł. - Wzywa cię do siebie Yassha, władca Letienne. Pójdziesz ze mną. - A co? - pomazana rdzawo-żółtym barwnikiem twarz wykrzywiła się w szerokim uśmiechu. - Dzieciak chce autograf? Powiedz mu zatem, że Yohun Wielki nie potrzebuje umieć pisać, by łamać kręgosłupy, i nie podpisze mu się! Ubawiony własnym żartem, roześmiał się gromko, a niewielki tłumek jego kibiców zawtórował mu nieco ostrożniejszymi chichotami. Posłaniec w szarym płaszczu pozostał równie lakoniczny, niczym rozpieszczonemu dziecku powtórzył tylko polecenie. - Dobrze już, dobrze - wojownik zrezygnował z oporu, nawołując w chwilę później do tłumu wielbicieli. - Spójrzcie, król chce widzieć Yohuna Wielkiego! Prowadź do pałacu, sługo!

Na drugim końcu miasta, tuż pod murem chroniącym Haitar przed najeźdźcami w zamierzchłych czasach wojen, wznosił się surowy budynek klasztoru. Mieszkające tam mniszki poświęciły swe ziemskie żywoty pracy dla innych oraz chwaleniu łask Bogini, jedynej i świetlistej Illitare. Wśród pobożnych dziewcząt i kobiet znajdowały się oczywiście i takie, które za murem szukały schronienia przed otaczającym je światem. Do takich należała Sirie, dziecko jeszcze właściwe, trzynastoletnia panienka o szaro-blond włosach i wielkich, stale przerażonych oczach. Dziewczynka miała niestety powody, by obawiać się życia. Chudziutka, krucha blondynka była ofiarą chciwości rodziców, którzy w tajemnych rytuałach poświęcili jej życie smokom, jeszcze przed narodzeniem się dziecka. Mieli otrzymać siłę i zdolności legendarnych stworzeń, w zamian za służbę potomstwa. Doczekali się pojmania i stracenia za zakazane praktyki magiczne. Córka była już jednak na świecie, ze względu na swój stan niezdolna do prowadzenia samodzielnego życia. Decyzją Rady Królewskiej oddano ją na wychowanie do klasztoru, licząc, że wstawiennictwo Illitare złagodzi cierpienia dziecka. Biednej Sirie zdarzało się bowiem słyszeć w głowie wezwania smoczych władców, nawołujące do przybycia, lub popełnienia jakiejś zbrodni. Dziewczynka wpadała wówczas w szał, a walka z głosem wyczerpywała jej udręczone ciało. Modlitwy sióstr, zgromadzonych wówczas wokół niej, okazywały się pomocne, a po ataku, gdy dziecko przeklinało własne życie, ktoś zawsze przytulił ją i przekonywał, że jej istnienie ma głęboko ukryty sens, a Illitare przeznaczyła jej z pewnością zadanie. Jakże zdumiona była dziewczynka, gdy posłaniec odziany w szary płaszcz oznajmił, że oczekują jej na dworze króla. Szybkim spojrzeniem spytała o pozwolenie przełożonej, a gdy dostrzegła skinienie głowy starszej siostry, pochyliła się przed posłem w niskim ukłonie. - Prowadźcie więc, panie, niegodną służkę Bogini.

Chata druida stała już poza granicami Haitaru, na skraju liściastego lasu. Tor, człowiek dziś już w sile wieku, spędził całą młodość na nauce praw natury, co zaowocowało niezakłóconym współżyciem z mieszkańcami puszczy. Jego siłę stanowiła współpraca i porozumiewanie się ze zwierzętami. Równie dobrze radził sobie z roślinami, warząc tajemne eliksiry przywracające siły i okresowo dodające różnych przymiotów. Za swą wiedzę druid płacił jednak cenę społeczną – człowiek o zbyt dużej władzy i zbyt różniący się od ogółu umiejętnościami był cennym znajomym, gdy zachorowała żona lub dziecko, nie należało jednak zbytnio się z nim przyjaźnić. A kto wie, co takiemu dzikusowi strzeli do głowy? Odziany w wilczą skórę, siedział też najczęściej na ganku swego krytego trzciną domku, paląc w fajce aromatyczne ziele, wpatrzony w mijające pory roku. Ciągłość, niezmienność i harmonia przyrody napełniały go spokojem. Właśnie przed chałupką spotkał go posłaniec w szarym płaszczu. - Tor, druid? – upewnił się poseł, a zyskawszy potwierdzenie, mówił dalej – Pan i władca Letienne, Yassha, wzywa cię do pałacu na ważną rozmowę. - Daruj sobie tytuły, jako że za władzę ponad sobą uznaję tylko błękit nieba. Dlaczego więc sam nie przybył ten, który chce mnie widzieć, by pomówić tutaj? – brodaty mężczyzna spojrzał krzywo na mówiącego. – Czyż ważnych spraw nie powinno się omawiać w obliczu Matki Natury? - Króla ograniczają obowiązki, druidzie, a twoją powinnością jest słuchać. - Chaos w żadnej formie nie jest moim celem – rzekł pokojowo, wspierając się na sękatym kosturze. – Prowadź zatem.

Dużo dalej w las trzeba było się zapędzić, by natknąć się na wioskę driad. Mieszkające tu dziewczęta rodziły się już jako istoty połączone z naturą nierozerwalną więzią. Las otaczał je miłością, za którą odpłacały mu stałą ochroną. Biada obcemu o nieczystym sumieniu i złych zamiarach, zapuszczającemu się w ostępy. Rzadko wychodził z cienia drzew, raczej tracił życie, przebity strzałą spuszczoną z cięciwy długimi, białymi palcami. Wśród leśnych dziewcząt żyła niedościgła mistrzyni tej sztuki, łuczniczka nie mająca sobie równych zapewne w całym Letienne. Bladolica Whiss o długich, aksamitnie czarnych włosach, otulających jej ramiona i spływających lśniącą kaskadą na plecy, odebrała oddech już wielu intruzom, zaciekle broniąc umiłowanej puszczy. Posłaniec w szarym płaszczu znał zwyczaje driad, toteż przed wejściem na wrzosowe trakty przypiął do pasa trzy jastrzębie pióra – umówiony znak, że pragnie rozmówić się z mieszkankami lasu. Nie czekał długo, wkrótce stanęła przed nim sprowadzona przez szybkonogą siostrę Whiss. - Bądź pozdrowiona, obrończyni natury – posłaniec skłonił się nisko. – Przybyłem z wiadomością od króla, który pragnie prosić cię o rozmowę w swym pałacu. Dziewczyna gestem powitania położyła dłoń na sercu, później przemówiła, a jej głos przypominał szum wiatru w gałęziach brzozy: - O czym to Yassha chce ze mną mówić? - Tego nie wiem, dziecię lasu, dostałem jedynie polecenie, by prowadzić cię na twej drodze. - Pełna szacunku jest twa mowa, pośle, więc mądrym ten, który cię posyła. Pójdę z tobą.

W kierunku północnym musiał udać się ten, który pragnął odwiedzić Tsaurów, mroczne dzieci nocy. Rasa obdarzona zdolnościami nawiązywania kontaktu z demonami i niespokojnymi duchami zamieszkiwała ciemne puszcze, otulone już chłodem gór. Nie aż tak daleko wybierał się jednak posłaniec w szarym płaszczu. Do Haitaru dotarły plotki o samotnym wędrowcu, Tsaurze–czarnoksiężniku, trzymającym się blisko Północnego Traktu. Na tę drogę skierował swoje kroki poseł, jako iż jego zadaniem było właśnie znaleźć Artheasa. Nie zaskoczyło go zbytnio, gdy w trzecim dniu wędrówki napotkał na szlaku wysokiego mężczyznę o ciemnozłotej skórze i szpiczastych uszach, odzianego w długi, czarny płaszcz, skrywający detale jego postaci. - Szukasz mnie, człowieku – rzekł obcy bez zbędnych wstępów. – Czego ci trzeba? Poseł, przygotowany na najdziwniejsze zjawiska, nie wzdrygnął się nawet, gdy na ramieniu jego rozmówcy przysiadł ciemnogranatowy stwór o błoniastych skrzydłach nietoperza. Demon wlepił w posłańca paciorkowate oczy, gdy ten wydobył z siebie głos: - Pan mój, Yassha, pragnie widzieć cię w swym pałacu i prosi, byś łaskawie poszedł ze mną, aby mógł cię ugościć. - Słodka jak miód twa mowa! – Tsaur roześmiał się nieprzyjemnie. – Czy jednak król nie zdaje sobie sprawy, kogo zaprasza do swego domu? - Wierzę w mądrość mego władcy – odparł bez wahania posłaniec. - Co powiesz, Azziel? Zabawimy się na królewskim dworze? – czarnoksiężnik zwrócił się do demona na swym ramieniu, jakby mówił do domowego zwierzątka. – Zobaczmy więc, czy masz rację w kwestii nieomylności twego pana, człowiecze! Prowadź!

Na wschodzie krainy leżał autonomiczny okręg Letienne, zamieszkany przez rasę Katta, ludzi-kotów. Ród ten zawsze miał w sobie dumę i źle znosił zmuszanie do poddaństwa, dlatego już poprzednicy Yasshy nadali rejonowi status księstwa. Nie trzeba było drażnić tych pół-drapieżników, szybkich i niezrównanych w walce wręcz. Księżna nie prowadziła jednak beztroskiego życia. Wręcz przeciwnie, niemal topiła ostre kły we własnych dłoniach ze zgryzoty. Znowu nie udało się zmusić N’ai do jakiegokolwiek działania na rzecz jej ludu. Władczyni westchnęła. Córka była owocem jej „przygody” z dzikim Katta z okolic gór i miała w sobie więcej ze zwierzęcia, niż z człowieka. Ludzie potrafią poświęcić się dla ogółu, N’ai, nawet jako księżniczka, nie interesowała się zupełnie losem pozostałych Katta. Dziewczyna poruszała się w walce szybko jak wiatr i skradała się niezauważalnie, jednocześnie jednak miała w sobie typowe dla kotów lekceważenie i niechęć do poddania się czyjejś woli. Księżna wyjrzała za okno pałacu, a jej długi ogon drgał nerwowo. Dostrzegła córkę wylegującą się w promieniach letniego słońca na trawie ogrodu. N’ai zdawała się drzemać, czasem tylko drgnęło trójkątne ucho, wychylające się spomiędzy grzywy płomienno-rudych włosów. Musiała jednak unieść trójkątną twarz, gdy stanął przed nią posłaniec w szarym płaszczu. Wysłuchała jego mowy i zaproszenia, po czym mruknęła z cicha i ułożyła się na powrót na trawie. - Dziękuję twemu panu, ale pozostanę tutaj. Poseł przygotowany był na taką odpowiedź, znając naturę Katta. Potrafił ją również skontrować - Król zaprosił przed swe oblicze najwybitniejszych. Jeśli nie czujesz się godna, wrócę do mego władcy sam. Strzał w dziesiątkę, w dumę Katta – N’ai prychnęła i podniosła się gwałtownie, a jej zielone oczy zapłonęły. Posłaniec wygrał. - Spotkanie to nie może się zatem odbyć beze mnie. Prowadź do Yasshy!

Zaledwie tydzień minął od wysłania posłańców, a Yassha mógł stanąć przed wybranymi poddanymi. Dostrzegł rzucane sobie przez nich nawzajem wrogie spojrzenia i uśmiechnął się w duchu. Jakże przewidywalna była ta grupa! Druid przeszywał nienawistnym wzrokiem czarnoksiężnika, księżniczka Katta okazywała wszystkim perfekcyjne lekceważenie, a potężny Yohun ledwie mógł ścierpieć to mocno mieszane towarzystwo. Król odkaszlnął, by się nie roześmiać. - Witajcie, najdostojniejsi goście z wszelkich miejsc królestwa! Rad jestem, że mogę was gościć. Nie jest jednak szczęśliwym powód, dla którego was zebrałem. Otóż – podjął po chwili przerwy. – moi zwiadowcy donieśli mi o niebezpieczeństwie, zbliżającym się do Letienne. W Górach Północy pojawił się smok, na razie młody i nie wypuszczający się na tereny zamieszkałe, ale w krótkim okresie czasu mogący narobić szkód. Najstarsi ludzie nie pamiętają już, kiedy zjawiła się ostatnia poczwara, ale wiemy, że dorosły smok w granicach to przekleństwo władcy i mieszkańców. Moi zwiadowcy ustalili dokładnie, gdzie znajduje się legowisko jaszczura, ja zebrałem drużynę najświetniejszych, najbardziej odpowiednich wojowników do tego zadania. Czy podejmiecie się misji, którą wam przydzielam? Po tej mowie zapadła cisza. Młoda Sirie skuliła się ze strachu. - Nie oczekuję ryzykowania życia w zamian za podziękowanie – podjął król. – Po powrocie z wyprawy każdy może oczekiwać bogactwa, uznania i wieczystej ochrony dla siebie, bliskich i swoich domów. - Sam pójdę, panie!…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Chmury nad Letienne — czytnik · opowiadania