fantastyka · 17 min czytania
Cholerna robota 0,2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Biały powoli pogrążał się w błogosławionej drzemce. Promyki słońca pieściły mu łagodnie olśniewającą skórę. Co jakiś czas machał od niechcenia skrzydłem, odpędzając uciążliwe muchy. Pomyślał, że warto by zajrzeć do wykazu, sprawdzić, czy aby na pewno są na liście załadunkowej. Jeśli tak, chętnie by je skreślił. Leniwą sjestę przerwała mu wymiana zdań dobiegająca z pobliskiego doku. Nie pierwsza tego dnia. - Który rozlał to paskudztwo na rusztowaniu!? Anioł otworzył jedno oko. Cóż za upierdliwa familia? Młody mężczyzna stojąc wysoko na rusztowaniu otaczającym wielki, drewniany kadłub, uniósł w oskarżycielskim geście, usmarowane czymś czarnym, dłonie. - Jak to, kto? Tylko Cham może robić takie numery - odezwał się drugi z pracujących przy konstrukcji mężczyzn. - Gdzie ten nierób się schował? - Jafet nie wiedział w co wytrzeć ręce. - Jak to gdzie? Opala się gdzieś na górnym pokładzie. - Sem wbił ze złością kolejnego hufnala. - Spiekł się już lepiej niż baranek ofiarny. Jafet uśmiechnął się złośliwie. - Chce być czarny? To się da zrobić... - chwycił cebrzyk pełen smoły, używanej do uszczelniania kadłuba i skinął na Sema. - Chodź, porozmawiamy z bratem. Anioł ze znudzoną miną z powrotem zamknął oczy. Miał dość tego nadzorowania, wiecznych swarów w wybranej rodzinie, smrodu okrętowanych zwierząt i harców przydanych mu do pomocy anielskich praktykantów. - Obrzydlistwo. - Z boku doszedł Białego starczy głos. Uniósł powieki, pewny już, że może zapomnieć o popołudniowym odpoczynku. Co znowu nie pasuje temu staremu piernikowi? Po jego prawicy wypoczywał, beztrosko rozciągnięty na leżaku, Noe. Wychylił właśnie zawartość pucharka, do którego szczodrze nalał sobie piwa. - Nie przepadam za tym. Gorzkie jak piołun. - Noe przy swoich sześćdziesięciu krzyżykach, zwolniony był przez Starego z prac budowlanych. Niestety uwiąd starczy stwarzał z niego wyjątkowo niewdzięcznego kompana. - Przekąś dziadku czymś słodkim i się wyrówna - burknął Anioł. Noe skinął zgodnie głową i sięgnął do jednego z otaczających go koszy po dojrzałe winogrono. Zadowolony, rozgryzł je bezzębnymi dziąsłami i ssał przez chwilę. - O, z tego to dałoby się zrobić coś konkretnego...
Z górnego pokładu arki rozległy się wściekłe okrzyki i odgłosy gonitwy, a wnet i bójki. Z tej samej strony zbliżała się bojowym krokiem tęga kobieta z twarzą wyrażającą najwyższy poziom furii. - Ej ty, wybrańcze Pański! Ile jeszcze bydląt chcesz zapakować do tej balii? Stoję po kolana w gównach, a od smrodu we łbie mi się kręci, lepiej niż tobie po tym piwsku. Co za geniusz kazał zrobić w niej tylko jedne drzwi i jedno okno? Spłoszony Noe położył palec na ustach, trwożliwie spoglądając na Anioła. Ten wzruszył ramionami. Prawdę powiedziawszy sam trochę się dziwił niektórym projektom. Stary nie zawsze popisywał się najwyższym kunsztem konstruktorskim. Zgromadzone w zagrodach zwierzęta rozkrzyczały się i rozwarczały podniecone nieoczekiwanym zamieszaniem. Zaiste, dziwnie solidarnie reagowały na widok żony Noego. Draka na arce przerodziła się w tymczasem w regularną bitwę. Ponad nadburciem, co i raz, śmigały trzonki narzędzi, jak i fragmenty materiałów. Słodki blask słoneczny zasłonił Białemu, strosząc skrzydła w postawie zasadniczej, nastoletni niebiański praktykant. - Aniele nadzorco posłusznie melduję, że zbliża się do nas nie ujęta w harmonogramie dostawa okazów! - Spocznij. Gdzie planista? Faktycznie na horyzoncie rysował się sporych rozmiarów tuman kurzu wzbijany przez mnogie zwierzęce odnóża. Mrucząc pod nosem, Biały odepchnął zasłaniającego mu widok młodzieńca. Przysłonił dłonią oczy starając się zidentyfikować nieoczekiwanych gości. Menażeria w klatkach chyba wcześniej rozpoznała ich tożsamość, podniosła ogłuszający ryk, kwik i lament. - Normalnie Sodoma i Gomora. - burczał do siebie Anioł. - Kogo tu diabli niosą? Po chwili usiadł. - Dobra spływaj młody, planista nie będzie potrzebny.
Diabeł nie był w dobrym humorze. Anioł przyglądał mu się z zaciekawieniem. Kumpel ubrany był w krzykliwie barwną hawajską koszulę, elegancką białą panamę z kunsztownie obrębionymi otworkami na rogi i ogromne przeciwsłoneczne okulary. Pod pachą ściskał gruby worek. Jego zawartość najwyraźniej nie była zadowolona ze swego położenia, wykazywała dużą ochotę do wydostania się z więzienia. Czarny od czasu do czasu uśmierzał te zapędy solidnym kuksańcem. Jeszcze bardziej zaciekawił Anioła dwupiętrowy jaszczur, z paszczą wielkości małej lokomotywy. Czarny trzymał go na ozdobnej smyczy z tłoczonej skóry. - Co to za bydlę? - Biały zachowywał anielski spokój, nie takie rzeczy już tu widział. - Oślepłeś od tego słońca? - warknął Diabeł. - Dinozaur. Ściśle mówiąc-tyranozaur. Mój. - No to ładnie. I po co go tu przywlokłeś? - Nie rżnij głupa przyjacielu. Jestem tu z oficjalną reklamacją. Prezes zauważył, ze pominęliście w swojej nowej zabawie mnóstwo stworzeń i to jego ulubionych. Widzi w tym złośliwe posunięcie, żeby nie powiedzieć-prowokację. - Czarny machnął za siebie ręką. - Masz tu brontozaura, diplodoka, stegozaura i inne takie podobne. Ładuj. Anioł wychylił się w bok. Faktycznie za plecami rozmówcy ustawił się sięgający horyzontu sznurek gadzin. Powrócił z westchnieniem do ulubionej pozycji. - Zgłupiałeś? - ze znudzoną miną sięgnął po długaśny wydruk. - Stary skreślił tę linię. Błędna koncepcja. Rezygnujemy z łusek i zębów na rzecz futer i sympatycznych mordek. - Dobra, dobra, a węże? - chytrze zapytał Diabeł, jednocześnie serwując kolejnego szturchańca ruchliwemu workowi. Biały chrząknął zakłopotany. - No faktycznie, Stary ma do nich dziwny sentyment, ale to wyjątek. - Powiedzmy. Na mój gust masz tu mnóstwo różnych paskudztw. Wyjątkowo liczne wyjątki - stwierdził Czarny z przekąsem. Anioł wzruszył ramionami i pomachał koledze przed nosem swoim wykazem. Ten strzyknął przez zęby śliną, przesunął "musze" okulary na czoło. - Taaa... Znowu błędy i wypaczenia. Nieważne. Dobra niech ci będzie, załaduj tylko moją jaszczurkę. Przywiązany jestem... - Widzisz ten krążownik? Taka kupa mięsa od razu go pośle na dno, a przedtem zeżre mi wszystko na pokładzie. Czarny poruszył się zniecierpliwiony. - Bądź człowiekiem! Wiesz, ile mnie kosztowała tresura? Wszystko rozumie. Chcesz zobaczyć? Marian daj głos! Marian faktycznie wydał z siebie głos. Na szczęście Biały zdążył złożyć skrzydła. Podmuch wyrwał mu ledwie kilka lotek. Nie zdołał jednak uniknąć kąpieli w wonnym aerozolu ze śliny potwora. Inna sprawa, że jej aromat wytłukł w okamgnieniu wszystkie upierdliwe muchy. Anioł siedział bez ruchu wpatrując się z iście niebiańskim spokojem w twarz kolegi. Ten podrapał się po brodzie z głupawym uśmieszkiem. - Ty, wiesz co? - wycedził Anioł. - Zamiast tego trzeba go było nauczyć pływać. Ostatecznie akcja ma trwać tylko tydzień, jak będzie oszczędzał siły to może przeżyje.
Gdzieś z oddali przybiegł przytłumiony pomruk. Anioł uniósł brew. Burza? Przecież jeszcze nie czas. Do godziny "P" pozostało ładnych parę dni. Musiało mu się zdawać. Wstał i przez chwilę popatrzył uważnie na horyzont. Nic. Błękitne niebo bez chmurki. Na pewno się przesłyszał. Z ulgą ponownie zajął wygodne miejsce spoczynku. Mmm... słonko... Diabeł zdążył przez ten czas rozłożyć się w trawie z rozpiętą na torsie koszulą. Potężnymi zębiskami rozgryzał jakąś łodyżkę. - I co mam zrobić z ta hałastrą? - Rozgoń w diabły! - Anioł nadal podejrzliwie popatrywał w niebo. - Tylko bez osobistych wycieczek łaskawco! Podpiszesz odmowę przyjęcia przesyłki? Biały wystawił na słońce gorzej opalony profil. - Jasne. Zabieram tylko to, co jest na liście. Czarny wyszczerzył zęby, ułożył się wygodniej. - Szkoda mi Mariana. Wykombinowałbyś coś po starej znajomości. Wiesz, ze potrafię się zrewanżować. Anioł spojrzał na leżącego obok Noego. Stary chrapał głośno z szeroko otwartymi ustami. W sumie, w takim bajzlu przemycenie Mariana nie stanowiło wielkiego problemu. - Schowaj go na razie gdzieś w lesie. Jak załaduję wszystko co mi kazali i zostanie trochę miejsca to ci go zabiorę. Tylko, żeby było jasne - nic nie obiecuję! Czarny zamachał ogonem ukontentowany. - Taką mowę lubię. Równiacha z ciebie. Podciągnął nogawki spodni. Anioł nie bardzo…