fantastyka · 9 min czytania
Cholerna robota 0,9
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Anioł zdjął melonik i otarł pot z czoła batystową, misternie haftowaną chusteczką. W mieszkaniu śmierdziało. Potem, brudem i strachem. Wygładził poły ciemnostalowej marynarki. Nie podobał mu się ani krój, ani kolor, ale jego ulubiona biel wydała mu się nie na miejscu w tak bezbarwnych czasach. Na taborecie stojącym na środku pokoju balansował ciemnowłosy człowieczek. Przywiązał linę do haka lampy i właśnie zakładał sobie pętlę na szyję. Czarny obchodził go dookoła, przypatrując się z ciekawością, niczym nieznanemu zwierzakowi w zoo. Miał na sobie jaskrawo czerwony, lamowany czernią surdut, kapelusz z wielkim, opadającym rondem i fantazyjnie zawiązaną na szyi apaszkę. Biały uśmiechnął się pod nosem. Diabeł nadal snobował się na artystyczną bohemę. Nie chciał zauważyć, że kolorowe czasy kawiarnianej cyganerii zginęły razem z milionami ofiar ostatniej wojny. Ludzik wodził za nim wzrokiem obracając się wokół swej osi. Czarny zatrzymał się w końcu i lekko dziobnął go palcem. Desperat zachwiał się gwałtownie i z trudem utrzymał równowagę. - Ej, co jest? Zapomniałeś? Wolna wola - warknął Biały. - Dobra, wyluzuj. Chciałem sprawdzić, jak bardzo jest zdeterminowany. - Diabeł z niechęcią przytrzymał balansującego człowieka za pasek od spodni. Stanęli razem, patrząc krytycznie na wystraszonego kurdupla. - Czego chcecie? Kim jesteście? - zawołał histerycznie, piskliwym głosikiem. - Zamknij się. - Anioł skrzywił się zniesmaczony. Kastrat? - Nie domyślasz się? Będziemy starali się ułatwić ci decyzję. Oczywiście każdy na swój sposób. Podszedł do okna i otworzył je na oścież. Odór był nie do wytrzymania. - No, to o co ci właściwie chodzi, sieroto? Mały zamachał rekami. - Ten świat mnie odrzucił! Nienawidzę go! Diabeł potakująco kiwnął głową. - Masz rację, to nie miejsce dla takiej pokraki. Skacz. Człowiek wzdrygnął się nerwowo. Anioł przybrał uduchowiony wyraz twarzy. Nadszedł czas na kaznodziejski popis. - Powstrzymaj się nieszczęsna istoto. Czyż nie widzisz piękna tego padołu, cudów stworzonych wolą Pana i rękami twych braci i sióstr. Diabeł zaczął się śmiać. - No, zwłaszcza przez ostatnie cztery lata natworzyli piękna... Serce się raduje. - Czy ja ci przeszkadzam w pracy? - Anioł był zimny jak lód. Czarny uniósł dłonie w pokojowym geście. - Pax! Pax! Ściemniaj dalej. Biały ponownie zaczął przemawiać łagodnym głosem. - Pomyśl, może dany ci jest jakiś talent dla którego warto żyć. Czarnowłosy spojrzał koso spod opadającej grzywki. - Malowałem trochę... - pokazał brodą w stronę odrapanej komody stojącej w kącie. Goście podeszli do niej wspólnie. Leżało tam kilka akwarel. Z grubsza rzecz biorąc, przedstawiały widoczki. Górskie. - Monet to z niego nie wyrośnie - Diabeł poprawił apaszkę. Wysoko cenił impresjonistów. Miał ich prawie wszystkich u siebie. Nadal dobrze się bawili. - Masz rację. Spróbuję z innej beczki. Artysta patrzył na nich nienawistnie. - Co? Nie podobało się? Was też nienawidzę! - Zamknij się - tym razem łagodnej reprymendy udzielił mu Czarny. Anioł odchrząknął. - Słuchaj, może znajdziesz w sobie inne pasje i możliwości? Kurdupel zastanowił się. - Chciałem napisać książkę. Mam cenne przemyślenia. Cenne dla całej ludzkości, ale jakoś nie umiem zamienić myśli na słowo pisane. Biały kiwnął głową. - To nic, wielu ma z tym problem. Może znajdziesz kogoś kto cię wysłucha i spisze twoje... Mały znów się wściekł. - Nie będę się z nikim dzielił chwałą! - Zamknij się - tym razem uciszyli go chórem. Anioł był już trochę zniecierpliwiony. Diabeł przejął pałeczkę, szepnął z uśmiechem. - Posłuchaj karzełku. Wynajmie się skrybę. Spisze te twoje genialne wynurzenia. A potem... Przecież to można bez trudu załatwić... - Myślisz? - człowieczek żywo zainteresował się tą sugestią. Białemu nie spodobał się błysk w kaprawych oczkach. Postanowił znowu przechwycić inicjatywę. Czas było zagrać na sentymentach. - A wspomnienia z beztroskich lat dzieciństwa? Pamiętasz jak wspaniale smakował wtedy świat? Pudło. - Stary mnie ciągle tłukł. Nawet nie wołał po imieniu, tylko gwizdał jak na psa. Diabeł strzelił…