Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

fantastyka · 7 min czytania

Cholerna robota 1

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

- Przestań wreszcie dymić. Całe skrzydła śmierdzą mi petami! Rozparty na ławce diabeł zaciągnął się z lubością potężnym cygarem i dmuchnął aniołowi prosto w twarz. - Daj spokój. Czy mnie przeszkadza, że pudrujesz sobie pióra? Całe ciuchy mam upaprane. A walą czymś! To naftalina? Mole się wam tam zalęgły? Otrzepał demonstracyjnie czerwony dres od Adiego z wyimaginowanych pyłków i jeszcze wyżej założył nogę na nogę. Gdyby się uparł pewnie mógłby się podrapać dużym palcem stopy za rogiem. Biały skrzywił się z niesmakiem, machnął zniecierpliwiony skrzydłami rozganiając nową chmurę dymu. Poprawił na sobie nienaganną, śnieżnobiałą dwurzędówkę. Przeczesał długimi, prawie kobiecymi palcami blond włosy. Spojrzał na złotego Rolexa. - Niezły. - Diabeł cmoknął z uznaniem. - Nagroda kwartalna - anioł uśmiechnął się zadowolony. Skromność nie była jego najmocniejszą stroną. - Dobra pajacu. Nalatałem się dzisiaj. Zobaczmy co tu mamy. I przestań w końcu dmuchać, nie jesteś w tej swojej kotłowni!

Włączył laptopa. Diabeł spojrzał mu przez ramię na ekran. Oczywiście nie miał zamiaru przestać palić. Miał smagłą twarz o ostrych rysach. Można by powiedzieć, że przystojną twarz, gdyby nie dwa pokaźne rogi sterczące nad czołem. - Młody gość. Taki święty, czy taki niegrzeczny? - Zaraz zobaczymy. Przez ekran przewijały się obrazy z życia jakiegoś faceta. Diabeł zachichotał zadowolony. - Wygląda na mojego. Podkradało się pieniążki mamusi, o i w sklepiku się czasami coś rąbnęło. Zwierzaczki się dręczyło... Anioł szybko otwierał pliki. - Nie jest tak źle. Opiekował się matką do śmierci. Patrz! I babką też. Jeszcze się opiekuje. Szatan podłubał w nosie. - Skądś znam tą starą. Dawaj to pudło! Zasłonił się wprowadzając hasło. Przebiegł grubymi paluchami po klawiaturze. Zarechotał. - Wiedziałem! Przez cale życie podtruwała ślubnego. Tłukł ją. Jest u nas i czeka na nią. Ale będą jaja, jak się spotkają. Strzyknął śliną przez zęby. Asfalt zagotował się w tym miejscu. Anioł spojrzał na kumpla z niesmakiem, przezornie podciągnął pod siebie stopy w eleganckich białych mokasynach. - Dobra, dobra - zabrał rogatemu komputer. - Bronił słabszych w szkole, jest dobrym pracodawcą. Ludzie go chwalą, weszło parę wniosków. Diabeł wyglądał na znudzonego. - Bla, bla, bla. Zdradzał żonę, ale wybił jej z głowy aborcję i tak dalej. Co to za grzechy?! Takie to mają wszystkie kukiełki. To jak? Twój, czy mój? No i młody jest. Twój Stary na pewno kazał go rozpisać? Jak on ich w ogóle wybiera? Anioł z zakłopotaniem skubnął i przygładził w skrzydle nastroszoną lotkę. Rozejrzał się dyskretnie. - Słyszałem od pewnego serafina, że Stary jest tym teatrzykiem mocno znudzony. Dają mu listy, a on usuwa pliki na chybił trafił. Albo co któregoś, albo jak mu się gęba nie spodoba. Jak się wkurzy to i cały dysk potrafi sformatować - spojrzał badawczo na rozmówcę. - Ale to zostaje między nami! Wiesz, że Gabriel ma mnie na oku, a z nim nie ma żartów...

Diabeł uśmiechnął się fałszywie. Potrząsnął złotym łańcuchem zdobiącym potężny tors. - No co ty, ziomal! Komu jak komu, ale mnie możesz chyba zaufać? - wyszczerzył garnitur zębów jakich nie powstydziłby się baribal. Anioł wydawał się być zafascynowany tym widokiem. Wzdrygnął się. Odłożył laptopa i zaplótł delikatne dłonie na nienagannym kancie spodni. - Jasne, jasne. Wracamy do sprawy. Delikwent jest na pewno odhaczony. Kto go bierze? Diabeł przeciągnął się, aż…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Cholerna robota 1 — czytnik · opowiadania