fantastyka · 14 min czytania
Cholerna robota 2
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Anioł nie lubił tego poziomu. Na szczęście nie musiał tu często bywać. Czuł się obco w otoczeniu lśniących, oszałamiająco wysokich biurowców. W dodatku i tak niezbyt przyjazną urzędniczą atmosferę, zastąpiło jakieś zimnowojenne, niezdrowe podniecenie. No, może nie do końca zimne... Robiło się nawet zbyt gorąco. U wszystkich wejść stały wzmocnione posterunki cherubinów. Na wyznaczone pozycje przemieszczały się karnie maszerujące oddziały aniołów w pełnym rynsztunku bojowym. Kevlarowe osłony na skrzydłach nadawały im wygląd przerośniętych żuków. Jak błyskawica przemknął mały oddziałek archaniołów szturmowych z doczepionymi dopalaczami. Gabriel i Michał nie próżnowali. Po ogłoszeniu stanu wyjątkowego poczuli się wreszcie, jak ryby w wodzie. Patrole spoglądały na Anioła podejrzliwie. Poczuł się niemal nagim w swym białym, cywilnym garniturze. Przechodził starając się nie patrzeć w oczy wojakom. Miał wystarczająco dużo kłopotów. Śpieszył się. Jedynym rozwiązaniem, jakie widział w zaistniałej sytuacji, było natychmiastowe odnalezienie szefa. Problem tkwił w tym, że Zakiela, dyrektora jego departamentu, wezwano na posiedzenie sztabu kryzysowego i diabli tylko wiedzieli, gdzie było można go znaleźć. - Ej, Biały! Rozejrzał się. Na krawężniku, w wąskim przesmyku między wieżowcami siedział ryżawy anioł. Biały znał go, spotykali się w terenie. Andrachiel był cieciem, tkwił na samym dole hierarchii. Zaiste, w dziwnym przebywał miejscu. - Sie masz. Co ty tu robisz? - Mógłbym cię spytać o to samo. Andrachiel nie wyglądał najlepiej, pióra miał tłuste i posklejane, a biała niegdyś, służbowa kamizelka była pomięta i poplamiona. - Gniję na bezrobociu. Czekam na nowy przydział, ale chyba guzik z tego będzie. A ciebie co przyniosło w tak wysokie progi? - Stróż wyciągnął zza pleców butelkę w brudnej papierowej torbie i pociągnął ukradkiem zdrowy łyk. Anioł mlasnął tęsknie językiem. Odkąd narąbany jak szpadel Szatan wywołał najsławniejszą rozróbę wszechczasów, ambrozja, jak i inne trunki królujące wśród elit, była surowo zakazana. Oblizał się jeszcze żałośniej. A taki nektar na przykład... Też dawał dobry czad. - Muszę skontaktować się z Czarnym, a cała łączność z dołem padła. - Nie padła tylko jest zerwana. Wyłączone są wszystkie kanały i teletransmitery. Biały przysiadł na krawężniku. - Skąd wiesz? - Kręcę się tu od dłuższego czasu, wśród japiszonów najłatwiej o przyzwoity towar. Najciemniej jest pod latarnią, nie? - Znowu pociągnął. - Po co ci Czarny? Anioł zamachał zdrętwiałym skrzydłem. - Mam u siebie audyt. Brakuje mi paru klientów, przegrałem ich kiedyś do niego w oko. Jak się dogrzebią manka, to wyląduję razem z tobą na cieciowaniu. Andrachiel roześmiał się drapiąc rudą szczecinę na brodzie. - Gdzie ty żyjesz? Prawie wszyscy stróże są już dawno odwołani, redukcja etatów. Słabe wyniki. Po prostu nikt nie słucha już naszych ostrzeżeń.Prędzej władują cię do karnej kompanii.- Zakrztusił się i opluł. - Poczekaj! A z Ponurym gadałeś? On miał zawsze najlepszą łączność. Biały poderwał się na równe nogi. Że też o tym nie pomyślał! - Cholera! Masz rację. Nie widziałeś go gdzieś tutaj? Stróż schował flaszkę za pazuchę. Wstał z trudem. - Trudno go nie zauważyć. Rozbija się z tą swoją bandą po ulicach już od kilku dni. Chodź zaprowadzę cię. Ruszył koślawym krokiem. Mijały ich grupy starszyzny anielskiej w paradnych mundurach i niekończące się oddziały obładowanych sprzętem żołnierzy. Co jakiś czas przebiegały wystraszone grupy pospolitego ruszenia złożone z błogosławionych, bez miłosierdzia tresowane przez skrzydlatych kaprali. Chyba nie tak wyobrażali sobie efekt całożyciowych wyrzeczeń. Z zawrotną szybkością przelatywały cherubinki przebrane w maskujące śpioszki o wzorze panterki. Nowoczesna łączność to dobra rzecz, ale nie ma to jak sprawny goniec. W pewnym momencie Anioł z osłupieniem zobaczył grupę kobiet ze skrzydłami. Pióra były tlenione, kasztanowe, albo ufarbowane w gustowne pasemka. Wszystkie niewiasty posiadały stopnie podoficerskie i nosiły seksownie uszyte mundurki. Kręciły się postukując szpilkami. Biały trącił towarzysza łokciem. - Ty! Kto to? Transwestyci? - Odbija ci czy co? Zmobilizowano pomocniczy korpus kobiet. Te skrzydła są sztuczne. Moda taka. Baby jak baby. Zawsze im mało. Nie starczy, że święte to jeszcze chcą być anielicami. Jedna z kobiet hołdowała trochę innemu stylowi. Krótko ostrzyżona, ubrana w moro, miała przez piersi przewieszone na krzyż dwie taśmy z nabojami. Na biodrach kołysały się jej dwa imponującej wielkości rewolwery. Kręciła się między resztą kobiet, bezskutecznie próbując zwrócić na siebie ich uwagą. Lekceważyły ją bezlitośnie. - Stary, a tej co jest? - Której? Aaa, tej wariatce... To Aśka. No co gały wywalasz! - zdenerwował się Andrachiel. - Dziewica Orleańska. Cnota się jej na bańkę rzuciła. Nie może wytrzymać bez jakiejś bitki.
Doszli do obszernego placu. Wszędzie wokół stał sprzęt zmechanizowany, tylko środek okupował motocyklowy gang Jeźdźców. Dwóch drabów w czarnych skórach, stało niedbale opartych o swoje wielkie Road Kingi. Czerwony i czarny. Patrzyli nieruchomymi, kompletnie nieobecnymi oczami o zimnych, srebrnych tęczówkach na otaczający ich rozgardiasz. Żaden z Aniołów nie ośmielił się spojrzeć w te oczy. Czaiło się w nich nieprawdopodobne szaleństwo... Wyraźnie czekali na coś albo kogoś. Być może na właściciela lśniącego białego choopera stojącego nieopodal. Najważniejszego z Jeźdźców jeszcze nie było.
Ponury stał nieco dalej. Zamiast swego zwykłego stroju roboczego miał na sobie szary skórzany kombinezon. Grzebał w silniku równie szarej Yamahy. Biały mruknął pod nosem. - No tak. Ścigacz. Temu to zawsze i wszędzie śpieszno. Ponury spojrzał rybim wzrokiem na gości. Anioł odezwał się niepewnym głosem. - Masz chwilkę Ponury? - Mam przerwę regeneracyjną. Nie było wezwań z twojego sektora. Czego chcesz? Biały jak zwykle w obecności Kosiarza czuł się nietęgo. - Muszę się spiknąć z Czarnym. Nikt oprócz ciebie nie ma już łączności z dołem. Ponury odwrócił się. - Nie było tej rozmowy. Anioł przełknął ślinę. Interesy z tym gościem zawsze niosły ze sobą pewne ryzyko. - Słuchaj! Nie chcę zaczynać z tej strony, ale nie zostawiasz mi wyboru. Widziałem różne rzeczy. Widziałem nie raz, jak zdejmowałeś kukiełki bez zlecenia, ot tak sobie! – zasapał. - I kto wtedy pisał lewe protokoły zużycia. Nie jesteś bezkarny Ponury, nie zmuszaj mnie do zagrań w stylu Czarnego. Kosiarz wyprostował swa tyczkowatą postać. Wydawał się większy i... jeszcze bardziej ponury niż zwykle. Nic dziwnego.…