Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 6 min czytania

Choroba

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

...Lisa chciała być zdrowa... Tak bardzo nie chciała zachorować... Od lat każdego ranka zaraz po przebudzeniu biegła do pobliskiego kościoła i głośno modliła się do Boga aby nie zachorować... Chora była cała jej rodzina. Rodzina którą była dla niej jej matka i dwie starsze siostry. Taty nigdy nie miała, a przynajmniej tak mówiła jej matka, której zresztą wcale tak bardzo nie kochała. W głębi serca brakowało jej taty i zawsze z zazdrością patrzyła jak jej rówieśniczki szły ulicą trzymając za rękę dumnego pana o promiennym uśmiechu. Dlatego dumnego, że ściskał za rączkę swoją małą córeczkę, jedyną i niepowtarzalną. W domu Lisa nie była otaczana prawdziwą troską ani uwagą. Fakt, nie mogła narzekać, że czegoś jej brakowało. Dostawała jedzenie trzy razy dziennie, które czasem nawet było ciepłe. Raz w miesiącu najstarsza siostra zabierała ją na miejski targ, gdzie pozwalała jej wybrać sobie jedną rzecz, na którą miała najbardziej ochotę i kupowała jej ją. Jednak były to drobiazgi, głównie słodycze. Raz Lisa mogła sobie nawet wybrać całe opakowanie cukierków. Schowała je w nocy pod łóżko i codziennie zjadała tylko jednego... Lise przerażała myśl, że obie siostry i matka są chore, bardzo chore... A ona tak bardzo nie chciała zachorować... Tak bardzo... Matka od dwóch lat leżała w łóżku prawie z niego nie wstając, ponieważ choroba skrajnie ją wycieńczyła. Była umierająca. Na jej twarzy odciski zostawiły wszystkie trudy życia. Jej smutne, szare oczy, głęboko zatopione w oczodołach, były już częściej zamknięte niż otwarte... Niestety najczarniejszy sen Lisy spełnił się... Zachorowała... Stało się to w dniu gdy matka została przykuta do łóżka... Starsze siostry ubrały wtedy Lise w króciutką czerwoną sukienkę w której chodziła wcześniej matka, zaplotły jej włosy, umalowały jej usta i oczy... i kazały iść tam gdzie zawsze wieczorem podążała matka... i Lisa poszła... W stroju który znacznie krępował jej ruchy, stanęła pierwszy raz na rogu ulic niedaleko wejścia do portu... Gdy zobaczyła, że jakiś marynarz zwrócił na nią wzrok i skierował się w jej kierunku w jej oczach widać było łzy...Bała się... Stało się... Była chora... Chorowała aby utrzymać dom, aby mieć co jeść, aby mieć gdzie spać. Lisa była bardzo samotna. Rzadko kiedy widziała słońce w pełnym blasku. Przeważnie spała od rana do późnego popołudnia, potem ubierała się w swoją czerwoną sukienkę, malowała usta różową pomadką i szła na róg ulic, aby do rana zarabiać na chleb. Czasami gdy nad ranem wracała do domu przystawała przy nadmorskim bulwarze łapczywie obejmując i przytulając się do żelaznych latarń. Ale były one zimne i nie odwzajemniały uścisku. Lisa modliła się w duchu aby stał się cud i aby choć jedna uliczna latarnia którą tak gorąco obejmowała i przytulała zamieniła się w człowieka, w jej przyjaciela, który weźmie ją za rękę i razem pójdą do domu. Brakowało jej zwykłego gestu ludzkości, zwykłego…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Choroba — czytnik · opowiadania