Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Inne · 8 min czytania

Choroba

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Jestem chory, cholernie irytująco chory. Tysiące bezlitosnych bakterii i wirusów szaleje wewnątrz mnie. Kotłując swe masy, drobno-intruzi urządzają rodeo, szarpiąc żywiciela wyrywającym płuca kaszlem. Gnoje zapraszają znajomych. Czuję jak przy każdym wdechu, do mojej istoty wpada coraz więcej tych małych pierdolonych hultai. Rozbijając się w gardle, lecą wprost do mojego symetrycznego środka, aby załapać się na ogromną grypową bibę z okazji choroby. Małe bastardy! Moje osłabione ciało jest dla nich krainą szczęśliwości, wielką wyprzedażą sił witalnych. Rujnują me zdrowie. Wysysają ostatnią jaskrawość ze skóry, zalewając ją w zamian nieapetyczną bladością. Rozrywający kaszel szarpie klatkę piersiową. Zaraz wypluję płuca a potem kręgosłup, potem wywrócę wnętrze na zewnątrz i stanę się pierdolonym groteskowym potworem. Jestem słaby, cholernie słaby, metalowa łyżeczka mieszająca gorącą herbatę, waży chyba z siedem ton. Jeszcze chwila i ją upuszczę. Nie mogę się skupić, skoncentrować, każdą dobrą myśl niweczy szerzyciel propagandy złego samopoczucia, działający na zlecenie choroby. Niemożność podjęcia jakiejkolwiek akcji, ambitniejszej od wysrania się, wprawia mnie w apatyczny stan otępienia. Łyk wrzątku wylewa ze mnie pot, który wnika w lepki podkoszulek. Błędny wzrok włóczy się po chwilowych punktach zaczepienia. Jestem cherlającą rośliną, nie zdolną trzeźwo patrzeć na świat. Jak mam zresztą zachować trzeźwość umysłu, kiedy nafaszerowałem się tabletkowym świństwem. Naćpany krążę wokół, roztaczając zgniłą aurę zmęczenia i depresji. Zarażam, niechciani pasażerowi na gapę łaszą się na pobratymców, dlatego siedzę sam, zamknięty w czterech ścianach. Jestem brudny, cholernie brudny, ujebany chorobowo, moje ciało rozpływa się w zarazach, gorączka wypędza rzeczywistość z umysłu. Wycieram nos po raz setny, smarki wciąż zaciekle zalewają dziurki nosowe, niekończąca się kopalnia śluzu kosztuje mnie kolejne rolki szorstkiej jak papier ścierny srajtaśmy. Wytarte rany na moim nosie krwawią wstrętną ropą, opuchnięty nochal wielkością upodobnił się do gruszki. Pierdnąłem. Trujący gaz do końca pogrąża moje poczucie estetyki. Wegetuję w tym całym syfie. Próbuję z rozdrażnieniem zrobić coś pożytecznego, na daremnie. I jeszcze ta pierdolona pogoda! Za oknem śnieżna zadymka przypomina, że zima nieszybko się skończy. Umarła natura, trzymana w kajdanach śniegu i mrozu jęczy mi do wtóru, kiedy kolejny raz upadam napadnięty atakiem kaszlu. Podnoszę się z trudem, ledwo żywy siadam na fotel. Przede mną promieniotwórczy monitor napieprza mnie kolorowymi obrazkami i animacjami. Zahipnotyzowany jak murzyn blaszką wpadam w internetowy trans, tępo poruszając się po kolejnych stronach. Cały zamieram, jedynie dłoń okazuje oznaki życia, sterując lepką myszką. Natłok informacji spływa po mnie bez cienia zrozumienia. Kompletna strata czasu! Nie potrafię uwolnić się od multimedialnych więzi. Ratunku! Niech ktoś spali ten komputer... Nie tylko nie komputer, wszystko tylko nie komputer... obok klawiatury kubek z gorącą herbatą czai się aby go wywrócić, wreszcie dopina swego i niezręczna ręka wywraca naczynie, którego zawartość ląduje na mojej koszulce, spodniach, blacie biurka, kurwa wszędzie! Z moich ust ekspresywnie dobywa się staropolskie: „Kurwa mać!”. Wyrywam okowy hipnozy, niechlujnie ocieram z siebie wylany płyn i wycieńczony padam na łóżko, łbem wbijając się w poduszkę. Błagam dobry sen aby przyszedł i zabrał mnie stąd. Zamykam oczy, mózg zwalnia obroty, unoszę się.

Piękny słoneczny dzień wypycha moje samopoczucie beztroską radością. Po bezkresie błękitnego nieba, powoli suną rozleniwione cumulusy. Promienie światła ogrzewają ciało, a miły majowy wietrzyk odświeża zmysły i przynosi cudowny zapach kwitnącego kwiecia. Jestem w raju soczystej wiosny, w moim własnym ogrodzie, kopię grządki. Czynnemu wypoczynkowi, wtóruje śpiew ptaków. Błogostan wykrzywia szczery uśmiech na mej twarzy. Dzięki Bogu za ten piękny dzień! Wyciągam ręce ku…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Choroba — czytnik · opowiadania