Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przygoda · 4 min czytania

Choroba ekspedycyjna

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Po pięciu dniach rejsu przyszło zwątpienie... — Czy damy radę? Chyba trochę za wcześnie, żeby rezygnować. Jeszcze nie w pół drogi, jednak za daleko, żeby powracać do Mielca — powiada Flekmus. — Kiedy przebywa się na wodzie prawie całą dobę — dorzuca Kuciapa — rodzi się monotonia i nuda. A na dodatek potworny upał, słońce odbijające się od wody, zmęczenie tratwą i sobą nawzajem!... — Wszystko to razem wzięte — dopowiada Flekmus — sprawiało, że każdy z nas na tratwie miał swoją rację. Każdy sam sobie wydawał się najmądrzejszy! — Znawcy przedmiotu — śmieje się Kuciapa — używają w takich sytuacjach określenia... choroba ekspedycyjna. W Mikoszewie powiew morza wyczuwa się codziennie. To tutaj królowa polskich rzek wlewa się do jednego z najbardziej zanieczyszczonych mórz w Europie. W Mikoszewie, gdzie Wisła leniwie kończy swój bieg młodzieńcze marzenia nabierały realnych kształtów. Rozpierała ich radość, bo bramy Bałtyku stały przed nimi otworem. Więc śpiewali marynarskie piosenki. Śpiew przynosił ukojenie po skwarnym dniu i dodawał otuchy w chwilach zwątpienia. Wydawało się, że po szesnastu długich nocach i dniach pełnych przygód i niespodzianek, już nic nie jest w stanie odepchnąć ich od morza. Rozgwieżdżone lipcowe niebo znów zapowiadało upalną pogodę, a na przybrzeżnych falach kołysał się okręt polskiej Straży Granicznej. 13 lipca 1994 roku żołnierz trzymający nocną wachtę, szybko zbiegał po trapie łączącym okręt z lądem. Właśnie przed chwilą wypatrzył na Wiśle niezidentyfikowany obiekt pływający. "Obcy" wolno przesuwał się do granicy i nie było wiadomo, dokąd zmierzał. Dowódca, obudzony przez żołnierza, zaklął

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
Choroba ekspedycyjna — czytnik · opowiadania