Komedia · 5 min czytania
choroba lokomocyjna
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Choroba lokomocyjna to naprawdę wielkie przekleństwo. I mogłoby się wydawać, że w dobie aviomarniu, avioplantu i innych avio-sucharów, to schorzenie w ogóle nie powinno nikomu sprawiać problemu. A jednak. Po tym jak w drodze na wycieczkę szkolna do Krakowa, cztery godziny siedziałam koło kierowcy i partiami wypluwałam swój żołądek do niezliczonej ilości siatek, stwierdziłam, że żaden cudowny lek mi nie pomoże. Dlatego postanowiłam unikać podróży autobusami, w których to moja choroba najbardziej się objawiała. O dziwo w pociągach czułam się świetnie, a w samochodach było znośnie. Niestety nie mogłam uciekać wiecznie. W końcu pewnego dnia okazało się, że mam jechać do babci i kochany tatuś zadzwonił do mnie po południu, tylko po to, by powiedzieć, że niestety nie może mnie podwieźć: - Ale tato! Jak to?- lamentowałam do słuchawki- Niby jak ja mam się dostać do babci?! Przecież do tej wsi nie jeżdżą pociągi! - Ale autobusy tak- spokojnie odparł mój tatuś, który w tej chwili zasługiwał na okrutną śmierć i bardzo wyrafinowane tortury. - A co z moja chorobą? - Co?- spytał ojciec jakimś nieobecnym głosem- Jaka znowu choroba? - LOKOMOCYJNA! - O czym ty w ogóle słońce mówisz, przecież takie stare baby jak ty, nie mają już tego świństwa. To przechodzi z wiekiem. Odezwał się tatuś-lekarz, na co dzień pracujący w fabryce Opla. - Przestań mi tu histeryzować i wsiądź w autobus, a przekonasz się, że już ci nic nie jest Aha, już akurat. Niestety nie miałam absolutnie żadnej innej możliwości, by dostać się do babci, która tak nalegała, bym do niej przyjechała, więc udałam się na PKS. Oczywiście dzień był tak upalny, że gdyby nie wstyd i ograniczenia społeczne, ludzie paradowaliby po ulicach nago. Ale, co tam- pomyślałam- Raz się żyje. Może ojciec ma racje i faktycznie nic mi nie będzie? Po piętnastu minutach jazdy tą rozgrzaną do czerwoności puszką na czterech kołach, doszłam do dość słusznego wniosku, że nie zawsze należy słuchać rodziców. A to dlatego, że było mi totalnie niedobrze. A na dodatek jakiś dwudziestoparoletni facet, który usiadł ze mną na samym przedzie, zaczął mi się uważnie przyglądać. - Dobrze się pani czuje?- spytał nagle, kiedy to siłą woli próbowałam przekonać swój żołądek, że nie znajduje się w autobusie. - Nie bardzo- odpowiedziałam nie do końca szczerze, bo prawdę mówiąc czułam się fatalnie - Tak myślałem- powiedział…