Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

nauka · 7 min czytania

Chronić czy nie chronić

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Chronić czy nie chronić?

Głośnym w ostatnich latach tematem jest ochrona brzegów morskich. Jest to zagadnienie poruszane na wielu forach, pod kątem różnorakich aspektów. Wypowiadały się już na ten temat zarówno autorytety w zakresie ochrony przyrody i budownictwa, jak i zwykli mieszkańcy terenów położonych, szczęśliwie czy nie- zostawiam do refleksji- w miejscu inwestycji związanych z takową ochroną. Zdania oczywiście jak to wśród społeczeństwa, były podzielone. Jak łatwo się domyślić, bardzo wiele zależało tutaj od poglądów na koegzystencję człowieka z przyrodą. Temat jest o tyle drażliwy, że bardzo często dotyczy instalacji i inwestycji, w dużej mierze pokrywanych z publicznych pieniędzy. A więc płacimy my wszyscy. Co uderza dla mnie od razu i wyłania się na pierwszy plan podczas podejmowania dyskusji na temat zasadności ochrony brzegów morskich, to refleksja na temat naszych korzeni. Samego początku. Jeszcze przed bonusem w postaci 635km dodatkowej linii brzegowej w stosunku do II RP, jeszcze nawet przed II i I, a nawet przed państwem Polan. Chodzi mi tu o początek ludzkości. Człowiek zaraz po zejściu z drzewa nie udomowiał jeszcze zwierząt i nie budował domów. Prowadził gospodarkę zbieracko-łowiecką. Dzisiaj nazywaną rabunkową. Ale czy kto ktokolwiek kogokolwiek rabował? Czy morze rabuje Polskę, zabierając jej brzeg w określonych gminach. To może rabuje określone gminy, a inne obdarowuje? Czy ptaki rabują jeziora z ryb? Tak po prostu działa Ziemia. Tak więc wracając do sedna, kiedyś, kiedy jakiś teren robił się dla nas nieprzyjazny, po prostu zmienialiśmy lokal. Przenosiliśmy się w inne miejsce i korzystaliśmy z jego dobrodziejstwa. Oczywiście nie wzywam tutaj, do totalnego wyciskania soków z jednego miejsca i szukania nowych. Szukam raczej połączenia takiego myślenia, z działalnością wody w rejonie brzegów. Może powinniśmy się pogodzić z tym, że linia brzegowa, to nie jest przedłużenie granicy np. między Polską a Niemcami. Że nie jest stała i niezmienna i nie będzie taka sama przez eony. Co tam eony, ona nie będzie taka sama nawet przez dziesięciolecia. Tak jak nie budujemy wartościowych instalacji na brzegu wulkanu, bo wiemy, że mogą w każdej chwili wylecieć w powietrze, tak nie budujmy ich przy abradowanych brzegach. Może nie występuje tu pojęcie „każdej chwili”, ale na pewno nasze dzieci i wnuki już będą musiały wylać sporo potu, żeby jednak nie zamykać interesu i nie zwijać się. I właśnie o ten, wylewany w dłuższej perspektywie jednak na próżno- pot- chodzi. Czy nie lepiej pogodzić się ze stratą dobytku i przenieść w inne miejsce? Koszty policzone na utrzymanie linii brzegowej i tak w dłuższej perspektywie przewyższą koszty pierwotnej inwestycji. One będą wręcz rosnąć lawinowo, gdyż każdą dodatkową przeszkodę, morze będzie chciało jeszcze bardziej zniwelować. Każda kolejna inwestycja będzie ogniwem wymagającym dołączenia kolejnych. Po odpuszczeniu stosowania umocnień wszędzie gdzie się da, zostanie nam klarowna sytuacja. W nowej rzeczywistości kluczowa będzie tylko ochrona strategicznych dla kraju miejsc, jak porty, rurociągi i elektrownie. Łatwiej będzie

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%