Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 20 min czytania

Chroniczny Obłęd

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Green street to chyba najkrótsza ulica w uroczym Neston. Właściwie nikt tamtędy nie przechodził, gdyż były to obrzeża miasteczka, gdzie nic ciekawego się nie znajdowało. Czasem jednak można było tam zauważyć pojedynczą osobę - najczęściej któregoś z mieszkańców stojącej tam kamienicy. Warunki ich życia nie prezentowały się najgorzej, budynek został całkiem niedawno wyremontowany z uwagi na to, że powstał już jakiś czas temu. Miano tam budować osiedle, do czego ostatecznie nie doszło z powodu zmiany planów władz tej mieściny i tak już został pojedynczy obiekt. Dla lokatorów był to plus, ponieważ blokowisko zasłoniłoby im cały widok, czyli przepiękny las porośnięty mchem oraz pełen drzew iglastych, stanowił on również idealne miejsce na spacery.

Jedną z lokatorek była pani Madison Charms, poczciwa kobieta mieszkająca sama pod numerem 9. Deklarowała, że ma 52 lata, choć takie wyznania u kobiet często mijają się z prawdą. Na jej głowie trudno można dopatrzeć się siwych włosów, bez farbowania były całe czarne sięgające jej ramion. Niestety nadchodził to już ten moment życia, kiedy z wysiłkiem przychodziło ukrycie zmarszczek, przebijały się one nawet przez tony pudru i podkładu. Od niedawna nosiła też duże okulary z cienkimi oprawkami, przez które jej brązowe oczy wydawały się jeszcze większe. Mimo wszystko wiodła spokojne życie, samotność nie stwarzała dla niej bariery, była na tyle bystrą i sprytną kobieciną, że potrafiła sama naprawić większość usterek w swoim mieszkaniu, ponadto wzorowo gotowała, pracowała w końcu jako kucharka w pobliskiej szkole, także na nic nie mogła narzekać.

Jak zwykle w sobotni wieczór pani Madison położyła się spać po obejrzeniu ulubionego programu, miała już przygotowane i wyprasowane ubrania na niedzielną poranną wycieczkę do kościoła. Przytuliła swoją poduszkę jak małe dziecko i zmęczona całym dniem chciała oddać się snu. Ledwo zdążyła wziąć kilka wdechów powietrza, kiedy usłyszała niepokojące dźwięki dobiegające z klatki schodowej. Pani Charms mieszkała na przedostatnim piętrze, a niepokojące odgłosy zdawały się kierować ku górze, na najwyższe piętro, gdzie mieszkał tylko stary pan Thomson, drugie mieszkanie stało puste od jakiegoś czasu. Z zastanowienia wybiły ją głośne uderzenia łańcuchem o barierkę, tak jakby ktoś specjalnie chciał obudzić kamienicę. Zdecydowanie osoba na zewnątrz musiała brać spory zamach, by nadać dźwiękom metalu taki potężny ton. Cicho zbliżyła się do drzwi i postanowiła sprawdzić przez wizjer, co się dzieje. Jednak w momencie skradania do progu, wszystko nagle ucichło. Po tym zajściu pani Madison długo nie mogła zasnąć, niby nic się nie stało, aczkolwiek w głowie miała już setki myśli.

Następny dzień nie przyniósł żadnych rewelacji, pani Charms nie należała do osób towarzyskich i zazwyczaj niedziele spędzała samotnie w swoim przytulnym gniazdku. Po południu zaczęła rozmyślać już na trzeźwo o tym, co wydarzyło się ubiegłej nocy. "Może pana Thomsona ktoś odwiedził? Tylko skąd te łańcuchy?" - myślała, leżąc nieruchomo na kanapie. Postanowiła, że przejdzie się piętro wyżej i zobaczy, czy nie ma tam nic rzucającego się w oczy. Przypuszczała też, że ktoś mógł tam się przecież w końcu wprowadzić.

Ruszyła na górę, ale nie spostrzegła nic ciekawego, zapukała nawet do tych pustych, jak się wydawało drzwi i oczywiście nikt ich nie otworzył. Przyłożyła jednak do nich ucho i postanowiła chwilę posłuchać, ale dudniła jej tylko głucha cisza. Tak nic nie zdziała, stwierdziła że nie będzie się przejmować dość banalnym zajściem i wróciła do swoich obowiązków.

Tej nocy poszła spać nieco wcześniej, jutro miała iść do pracy. Zasnęła bez problemu. Wszystko wydawało się w porządku jednak tylko na pozór, tym razem tajemnicza postać również przechodziła klatką schodową, tak hałasując, że zbudziła gwałtownie panią Charms, która gdy tylko usłyszała walenie łańcuchami po barierkach wpadła w niepokój. Ten ktoś wchodził strasznie powoli i każdy jego krok wydawał się ociężałym stąpnięciem. W dodatku te odgłosy metali przyprawiały panią Madison o dreszcze. Było tak głośno, że nawet nie musiała się skradać, bo i tak nie dałoby się dosłyszeć jej ruchów. W pewnym momencie zagadkowy osobnik uderzył z całej siły łańcuchem w drzwi pani Madison, na tyle mocno aż spadła z nich dziewiątka. Przerażona podbiegła do drzwi i przez wizjer ujrzała wielką fizjognomię osoby w brudnych kaloszach i niechlujnej kurtce z kapturem, który ta postać miała nałożony na głowę. Nie dało się więcej zauważyć, gdyż co dziwne, ten człowiek nie włączył nawet oświetlenia na piętrze, przez co cała sylwetka widziana była w ciemnych barwach. Jednak tyle ile zdołała zobaczyć pani Madison wystarczyło, by ją kompletnie przerazić, wydawało jej się, że tajemna postać miała chyba ponad dwa metry wysokości. Oddalona od drzwi zwróciła swoją uwagę na zegar cyfrowy, pokazujący godzinę drugą w nocy. Tak jak poprzednio dźwięki nagle ucichły. Dlaczego ktoś tak strasznie jazgoczący, ucicha gdy tylko wchodzi na ostatnie piętro? Nawet nie było słychać otwierania tam drzwi, a przecież ten ktoś nie mógł się zwyczajnie rozpłynąć. Pani Charms poszła do łazienki, by ochlapać twarz zimną wodą, zobaczyła jednocześnie w lustrze, że jest cała blada. Jej usta z naturalnego czerwonego koloru zostały przemienione w jasny odcień ponurej szarości. Na domiar złego dopatrzyła się niewielkich podarć u dołu swojej białej sukienki piżamowej. Weszła do salonu, gdzie usiadła w fotelu, spostrzegła przy tym ruchu, że jej nogi same uginają się od drgawek, jakich nabawiła się w oszołomieniu. Nałożyła na siebie koc, ale już nie zasnęła. Doczekała tak wschodu słońca i niewyspana ruszyła do pracy.

Cały dzień była niespokojna, wszystko ją denerwowało i przez to nie mogła prawidłowo wykonywać swoich obowiązków. Odbiło się to na krzywych spojrzeniach dzieci w stołówce, gdy dostali niemalże czarne kotlety od zbyt długiego trzymania ich na patelni. Po powrocie do domu wcale nie było lepiej, chodziła z kąta w kąt, każdy głośniejszy odgłos wybijał ją z rytmu. Zrobiły jej się znaczne dołki pod oczami i cały czas odczuwała zimno przeszywające jej dłonie. Jej własne paznokcie sprawiały uczucie bólu, wbijając się w palce. Miała nadzieję, że tej nocy nic równie strasznego jej nie zaniepokoi , ciekawiło ją ponadto, czy inni sąsiedzi słyszeli to samo, a taki hałas raczej nie powinien ujść ich uwadze. Miała więc już plan, że jeśli incydent zdarzy się trzeci dzień z rzędu, to pójdzie przedyskutować sytuację z lokatorami.

Wyniszczona brakiem energii padła na łóżko. Bezskutecznie próbowała jeszcze siebie uspokajać rozmyślając, że może faktycznie ktoś od niedawna tam mieszka i po prostu wraca późno do domu. Odłożyła jednak myśli o enigmatycznej postaci na bok i starała się skupić na pozytywnych chwilach ze swojego życia, by trochę zredukować stres jaki odczuwała coraz silniej po dzisiejszym zmierzchu. Zazwyczaj wracając wspomnieniami do radosnych wydarzeń kąciki jej ust układały się w uśmiech, ale teraz tak się nie stało. Bardzo pragnęła odpocząć i w końcu zasnąć, więc zostawiła włączone światło, gdyż za bardzo bała się teraz ciemności.

Raptem dobiegły jej uszu te potworne brzęki metalu. Pani Charms nie zdążyła jeszcze zasnąć, choć znowu dochodziła już powoli druga, leżała tak w łóżku dobre cztery godziny. W tej chwili strach wywoływał u niej zgoła odruchy wymiotne, dostała intensywnych drgawek, które sprawiały, że co chwilę musiała się o coś podpierać, gdy podchodziła do drzwi. Bardzo nie chciała tego robić, jednak bała się jednocześnie bezczynności w trakcie przejścia tajemniczej postaci. Teraz miała okazję zaobserwować ją od przodu, gdyż dopiero co zaczęła wchodzić na piętro pani Charms. Ostrożnie zbliżyła swoje pomarszczone z powodu krańcowego znużenia oko do wizjera i ujrzała tę czarną sylwetkę. Ponownie nie zapaliła ona światła. Postać podniosła w jednej chwili rękę, w której trzymała coś co właśnie przypominało łańcuch i chlusnęła nim po drzwiach kobiety. Zlękniona pani Madison, wiedząc, że drzwi są szczelnie zamknięte zawołała: - Kim pan jest? - Zamknij pysk stara jędzo! - wykrzyknęła postać ochrypłym i grubym, żeńskim tonem. Pani Madison gwałtownie odchyliła się od drzwi, była kompletnie zmieszana, ogromna postać brzmiała jak stara baba. Chyba nie do końca też trafiło do niej w jaki sposób nazwała ją ta osoba, jakkolwiek nie miało to teraz większego znaczenia. Niespodziewanie huknęło kolejne bluzgnięcie łańcuchem o drzwi. Tego było za wiele, pani Charms zaczęła mimowolnie krzyczeć, wpadając w paranoję twardo upadła na posadzkę i zaczęła opętańczo klepać dłońmi wokół siebie. - Stul jadaczkę nędzna gnido! - ryknęła jeszcze bardziej chrypliwie tajemna postać. Jej niski ton głosu niósł przeraźliwe echo po całej klatce schodowej. Nikt jednak nie sprawdził co się dzieje.

Pani Madison ocknęła się dopiero w południe, spostrzegła, że leży cała ośliniona pod drzwiami. Bolały ją wszystkie mięśnie i stawy, więc ciężko jej było się podnieść. Sięgnęła po swój telefon i zobaczyła kilka nieodebranych połączeń ze szkoły, wszak powinna być teraz w pracy. Oddzwoniła pod wyświetlony numer i spontanicznie powiedziała, że jest rzekomo bardzo chora i przy okazji poprosiła o parę dni wolnych od pracy. Skierowała się do łazienki, by wziąć rześki prysznic. Dziś przynajmniej była wyspana, choć wcale nie czuła się pełna wigoru, co nie było niczym dziwnym po ostatnich doświadczeniach. Po południu, gdy inni lokatorzy byli już w kamienicy, pani Madison postanowiła złożyć kilku mieszkańcom niezapowiedzianą wizytę.

Wychodz

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%