Inne · 5 min czytania
Chutney
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Jestem kurwą. Miłosną. Uczuciową prostytutką. Potwornie starą i brzydką prostytutką. Tak paskudną, że nikt nie chce się z nią pieprzyć, porozmawiać, ba, zapłacić. Nie o to chodzi jednak, bo prawda jest taka, że robi to z powołania. Znaczy robiłaby, gdyby ktokolwiek ją chciał, mnie. Moja odrażająca aparycja i jestestwo zaliczają mnie do sfer niższych osób pożądanych przez otoczenie. A ja nie rozumiem, nie chcę nawet próbować zrozumieć, bo co jest nie tak?, że kurwię się na prawo i lewo, to z pragnienia miłości przecież. Wiecznie nieodwzajemnionej. Jestem ja i prostytutka, ja kurwa, ona dziewica. Zawsze zaczyna się tak samo. Poznaję ją. Na imię ma S. Jak wszystkie zresztą. Na przystanku, w klubie, w kinie koleżanka kolegi koleżanki brata siostry, na ławce i na klatce schodowej. Mówię dużo, bo jestem zdenerwowany, trochę zły, bardzo pijany. Nie planowałem tego. Siedzimy w trójkę. On, P., pali papierosa za papierosem, pierdoli, ona prosi o jednego. Brakowało mi tego dymu. Chociaż nie palę, lubię ten zapach i smak w ustach. On dalej od rzeczy, ale słucham, y, my na schodach, on przed nami na dwóch krzywych nogach. Gasi peta w metalowej popielniczce na parapecie, następny. Głowa mnie boli, w gardle niesmak po niedawnym rzyganiu. A on dalej, i tak nie będę pamiętał, prawda, nie pamiętam. Coś mi jednak w głowie świta. Koniec. W końcu. Zamknął się. Dzięki Bogu. Patrzy na nas, się uśmiecha. Wraca do mieszkania. Ostatni papieros jarzy się w popielniczce. Słońce, zabawa, miłość. Wciąż te same słowa. Lubię, bardzo, kocham i podziwiam. Dla Ciebie, żebyś wiedziała, że zawsze o Tobie myślę. Po łotewsku. Czasem nie wiem co się wokół mnie dzieje. Przypominam sobie sytuację, lat wiele temu. Gdzieś poza Warszawą, po zabawie. Na słomie leżymy we trójkę, ona pomiędzy, w pijackim rozleniwieniu, przynajmniej ja, ona nieprzytomna między mną a nim, grzeszna chuć mu w głowie, majstruje, walczy, ja nie mam siły powiedzieć stop, jej nie zależy. Usnąć nie mogę, jęki, pojękiwania, bardziej kwiki, obleśne. Promienie słoneczne budzą mnie wcześnie, ich już nie ma, podnoszę zmiętą kurtkę z ziemi i zakładam, ruszam niepewnym krokiem obolałego ślepca, ręce kieszeniach. Tam znajduję wspomnienie poprzedniej nocy w lateksowym opakowaniu. Jego pierwszej nocnej miłości. Zdarzyło się to naprawdę, a może to tylko wytwór mojej nocnej mary, równie dobrze…