Fantastyka · 10 min czytania
Chwała gruli-rozdział 5 i 6
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Rozdział V
Gdy wojsko wyruszało z Granden do miasta wjechał Diarknes. Popędził do księcia, by mieć poselstwo z głowy. Zostawił konia przed pałacem i wszedł do środka. Znalazł się w sali audiencyjnej. Miał szczęście, bo Vultus właśnie siedział na tronie i słuchał relacji generała straży z wymarszu wojsk. Sala była ogromna. Sklepienie podpierały 24 kolumny a na posadzce znajdowała się mozaika przedstawiająca elfa w złotych szatach. Książę miał na sobie takie same szaty. Na jego głowie lśnił diadem, lecz trudno było go dostrzec bo zlewał się z długimi, jasnymi włosami i jasną twarzą. Jedynie jego niebieskie oczy nie lśniły. Diarknes pokłonił się i zanim zdążył cokolwiek powiedzieć książę ryknął: - Kto śmie mi przeszkadzać? - Poseł króla Wardurii jaśnie panie – odpowiedział Diarknes. - A to zmienia postać rzeczy. Mów co cię do nas sprowadza. - Podobno jestem spóźniony, ale poselstwa dopełnić muszę. Król pyta się czy kraj wasz weźmie udział w wojnie. - Rzeczywiście spóźniłeś się bo wojska nasze stoją już i czekają na wroga. A odpowiedź brzmi ,,Tak”, ale zwalniam cię z obowiązku niesienia jej królowi bo na pewno donieśli mu o tym szpiedzy. - Mam jeszcze drugą sprawę, którą otrzymałem od swych przyjaciół. Czy nie było tu gruli poza delegacją? - Widziałem dwóch. Chyba młodzi, ale po tym ścierwie ciężko poznać kto ma jaki wiek – w rozmowę włączył się generał. - I co się z nimi działo? - Wcieliłem ich do armii. Teraz każdy się liczy. Nawet tak lichy. - Dziękuję panowie. Nie mącę już spokoju. Do widzenia – powiedział Diarknes i odszedł. - No to ich trochę poszukam – powiedział sobie, dosiadł Szabli i pognał do garnizonu. Wchodząc zauważył tylko kobietę elficką ubraną w długą zieloną suknię, która sprzątała. Zapytał jej: - Gdzie są dowódcy? - Wyszli rano razem z wojskiem i idą do Północnej Twierdzy – odpowiedziała. - Jak tam dojadę? - Musisz wyjechać stąd i dotrzeć jadąc prosto na rynek. Tam skręć w lewo i jedź prosto. Wyjedziesz tak z miasta i trafisz na drogę prowadzącą do Twierdzy. - Dziękuję. Może trafię. Diarknes znów dosiadł Szabli, ale zauważył, że jest zmęczony. - No nic. Musimy szukać miejsca na nocleg – powiedział. Poszli zgodnie ze wskazówkami kobiety. Po drodze kupili łuk i strzały oraz zauważyli gospodę ,,Pod srebrną podkową” do której weszli. Diarknes oddał konia w opiekę pachołkom, a sam wszedł do gospody by coś zjeść. W środku były dwa stoły. Przy lewym siedziały krasnoludy a przy prawym elfy. Oba towarzystwa były pijane. Po lewej widać było bohatera towarzystwa. Gruby jak beka krasnolud stał z kuflem piwa wielkości jego głowy, która była ogromna. Jest to charakterystyczna cecha dla tych stworzeń podobnie jak długa włochata broda zlewająca się z włosami. W ogóle na twarzy da się zauważyć tylko oczy. Krasnoludy choć niskie są z reguły barczyste, ale o tym, który pił piwo nie można było tego powiedzieć. Był gruby i nosił złotą szatę, która ciągnęła się za nim. Widać, że jej posiadaczem był elf. - Gibil! Kufle suche! – wołali na niego towarzysze, a on skinieniem ręki kazał gospodarzowi przynieść piwo. Elfy były spokojniejsze, ale może dlatego, że połowa spała. Diarknes postanowił zostawić te towarzystwa samym sobie, a sam podszedł do gospodarza i wykupił u niego pokój. Potem poszedł na górę. W kwaterze nie było luksusów. Było tu jedynie twarde łóżko, szafa, szafka nocna, stół i dwa krzesła. Cały pomieszczenie oświetlał mały lichtarzyk. Nagle z dołu usłyszał krzyki: - Oddaj to moje złodzieju! - Weź to sobie jak potrafisz kurduplu. - Spokojnie panow… AAAA!!! – dał się usłyszeć dźwięk tłuczonego szkła. Diarknes zbiegł na dół. Wszędzie spływała krew. Gospodarz leżał na ladzie ze strzałą w plecach. Tu i ówdzie leżał nieżywy krasnolud. Jeden z elfów powiesił Gibila za spodnie na ścianie, a reszta już mierzyła do niego. Diarknes pobiegł na górę, chwycił pięknie zdobiony łuk i kołczan ze strzałami. Elfy naciągały strzały i celowały gdy ze schodów spadł na nich grad strzał. Ten, który powiesił krasnoluda wyciągnął sztylet, ale nie zdążył go użyć. Diarknes usłyszał kroki straży i chwycił pijanego Gibila, wybiegł przez kuchnię na podwórze po czym wpadł do stajni, zakopał się w sianie, na którym usiadł Szabla. Słychać było głosy straży: - Znowu się bili! - Patrz jeszcze uciekli! Sami chyba by się wszyscy nie zabili. - Zdamy raport i tyle. - Masz rację. I tak nie znajdziemy sprawcy. I wyszli. Diarknes odetchnął z ulgą. Chciał coś powiedzieć, ale Gibil już głęboko spał. Postanowił tam przenocować. Następnego dnia Diarknes obudził się, wstał i otrzepał z siana. Gibil dalej spał. Elf wystraszył się, że nie żyje. Przyłożył mu twarz do ust i odetchnął. Oddychał. Chwilę popatrzył naokoło. W stajni były jeszcze trzy konie. No tak. ,,Konie jak konie, ale jestem głodny” - pomyślał. Otworzył stajnię i zakradł się do kuchni. Bez trudu znalazł worek i spiżarnię. Po krótkiej chwili wór był pełen. Postawił go przy…