Filozofia · 3 min czytania
Chwast
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Widuję go codziennie idąc na zajęcia na Uniwersytet. Droga moja prowadzi krętą ścieżką ginącą pośród pól i usianej złotymi gwiazdami mleczy zieleni łąk. Aż dziwne, że w samym centrum miasta można znaleźć takie miejsce... A jednak, spośród szeregu willi nowobogackich yoopies wyróżnia się stojący przy drodze mały, około stuletni murowany dom. Wyróżnia się chyba tylko poprzez swą skromność, brak ogrodzenia, szarość starego tynku, niewielką wysokość ścian i płaski dach. Będąc na pierwszym roku, przechodziłem obok niego obojętnie, przez chwilę wydawało mi się nawet, że dom jest niezamieszkały, lecz nigdy nie zastanawiałem się nad tym. Aż ujrzałem jego lokatora. Staruszek siwy, lecz wyprostowany, ze spuszczoną głową i dziwnym smutkiem w oczach, ukrywanym niezręcznie za grubymi soczewkami okularów, przechadzał się czasami po ścieżce, nigdy jednak nie wychodząc na miasto, ani nie zbliżając się do ruchliwej ulicy. Żył tylko dla siebie, śpiewając czasami pod nosem jakieś pachnące nostalgią piosenki sprzed około sześćdziesięciu lat. Obok domu, znaleźć można niewielkie poletko, wydarte łące i asfaltowi. Nie ma nawet jednej czwartej ara, jest jednak coś, co każe zwrócić na nie uwagę. Poletko zawsze starannie zaorane i obsiane, stanowiło jakby przydomowy ogródek, w którym w idealnym porządku znajdowało się wszystko, co tylko potrafiła wetknąć w ziemię ludzka ręka. Z daleka nawet nie widać tego starannie…