Filozofia · 11 min czytania
Chwytaj dzień cz. II
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
(...) - Zaczynam się gubić wśród tych twoich myśli. I nie wiem, w jaki sposób taka rozmowa mogłaby skłonić mnie do pozostania przy życiu - powiedział chłopak i odwrócił wzrok. Głupio mu było przyznać się, że te dziwne wywody tej dziwnej dziewczyny zaciekawiły go. Wiedział, że nowoczesny nastolatek nie powinien mieszać się do filozofii. A tym bardziej do poezji. Kiedy znów spojrzał na Wiktorię zauważył, że dziewczyna uważnie mu się przygląda. To przenikliwe spojrzenie jej niewinnych, prawie dziecinnych oczu było prawie nie do zniesienia. Spuścił głowę. - Skoro nie lubisz rozważań i omawiania teoretycznych przykładów, to powiem ci wprost - zaczęła. - Najprostszą drogą do twoich ideałów jest życie tak, jakby każdy dzień był tym ostatnim. Carpe diem, Mateuszu. Czy próbowałeś kiedyś, zaraz po przebudzeniu, uśmiechnąć się do siebie? Czy chciałeś kiedyś coś zrobić, ale zrezygnowałeś, bo tak podpowiadał ci rozsądek? Tak, pomyślał Mateusz. Wiele razy ufałem umysłowi, a nie sercu. Wiele razy później tego żałowałem... Tak jak pójścia do liceum ekonomicznego, zamiast na profil humanistyczny, o którym marzył. Tak samo żałował tego, że kiedyś nie zagadał do dziewczyny, w której podkochiwał się przez pół gimnazjum. Tak jak tego, że nie wykrzyczał rodzicom, co o nich myśli... - Widzisz? Rozsądek jest wrogiem szczęścia - z zamyślenia wyrwał go głos Wiktorii. - A jeśli zaczniesz chwytać każdy dzień, każdą chwilę, rozsądek przestanie się liczyć. Będziesz sobą, człowiekiem z jego wadami i zaletami. Nie marionetką, jaką robią z ciebie wszystkie ograniczenia. - Ale co by było, gdyby każdy człowiek myślał tak jak ty? Pozbył się rozsądku i żył chwilą? - zapytał Mateusz. - To jest niemożliwe. Bo akceptacja każdej strony życia i docenianie cudu kolejnego dnia jest przywilejem tych, którzy podążą za głosem serca. A uwierz mi, Mateuszu, niewielu jest takich... Zamilkła. Mateusz nie wiedział co powiedzieć, więc też milczał. Jej słowa przypominały mu trochę kazanie w kościele, ale wygłoszone przez mądrego księdza. Już prawie zapomniał, że stoi na tym wiadukcie dlatego, że chciał się zabić. Prawie zapomniał, że tą dziewczynę zna od zaledwie chwili. - Wiem, że wydaje ci się dziwne to, że cię pouczam - przerwała milczenie, jakby czytała w jego myślach. - Ale widzę, że ty potrzebujesz takiej rady. Potrzebujesz kogoś, kto może pokazać ci, że życie ma sens, że nie jest tylko pasmem problemów i rozczarowań. - Wiesz, mówisz tak, jakbyś miała co najmniej pięćdziesiąt lat - westchnął. - Mam na myśli to, że sprawiasz wrażenie takiej, która wie wszystko i przeżyła już wiele... Albo przynamniej starasz się za taką uchodzić. Dziewczyna nie przejęła się krytyką, przeciwnie, uśmiechnęła się. - Nikt nie wie wszystkiego, Mateuszu. Ja na przykład nie mam pojęcia, czy uznasz moje rady za sensowne i kiedyś dostrzeżesz sens życia. Nie wiem wielu rzeczy. Ale przeżyłam niejedno... Może więcej, niż ci się wydaje. I dobrze wiem, jak to jest marzyć o śmierci - westchnęła głęboko, boleśnie. Chłopca zaskoczyła zmiana, jaka zaszła w jej głosie. Było w nim tyle smutku, który starała się ukryć. Rozpaczy i niemocy, z którą próbuje sobie radzić. I chyba jej wychodzi... Wiktoria przerwała chwilę milczenia cichym śmiechem. - Do czego to dochodzi? Zaraz ty mnie zaczniesz pocieszać... A to mi jest nie na rękę. Więc wypadałoby już się pożegnać. Miło cię było poznać, Mateuszu... - Zaczekaj! Tak po prostu odejdziesz? - zapytał z niedowierzaniem. - Ludzie przychodzą, odchodzą... Wszystko kiedyś przemija. Ale są takie rzeczy, które po prostu się nie zmieniają - westchnęła. - O jakie rzeczy ci chodzi? - O życie. O wiarę w to, że nadejdzie kolejny dzień, który może nam tak wiele dać. O nadzieję, że następnego dnia będzie lepiej. Ale ty pamiętaj... Chwytaj dzień, jak najmniej ufając przyszłości. Bo nigdy nie wiesz, czy dla ciebie nadejdzie kolejny dzień. Nie strać tego kruchego daru, jakim jest życie. Dostrzegaj piękno chwili, zanim przeminie... Chwytaj dzień! Wiktoria uśmiechnęła się ciepło, odwróciła się i zaczęła iść w stronę miasta. - Wiktoria! - krzyknął za nią chłopak. Odwróciła się. - Czy kiedyś jeszcze cię zobaczę? - Znajdziesz mnie w porannej mgle, znajdziesz mnie w promieniach słońca, odszukasz mnie w blasku księżyca... Będę zawsze obok ciebie, nawet wtedy, kiedy mnie nie dostrzeżesz. Bo jestem częścią świata, a świat cię otacza... Żegnaj, Mateuszu. Odwróciła się znów i zaczęła oddalać się szybkim krokiem. Nagle odwróciła się i krzyknęła: - Carpe diem! Chwytaj dzień! Po chwili znikła za zakrętem drogi. Mateusz westchnął głęboko. Dziwna dziewczyna... Ale jeszcze dziwniejsze jest to, że teraz zrozumiał, że jego problemy są nieistotne. Życie toczy się dalej, dni przemijają. A każdy z tych dni ma nam tak wiele do zaoferowania... Ile już ich straciłem? pomyślał Mateusz. Ilu rzeczy żałowałem, ile przeminęło? Trzeba to naprawić, a nie jak tchórz rezygnować z walki... Chwytaj dzień! Tak, to właśnie będę robić. I dzięki Wiktorii nauczę się życia...
* * *
Mateusz nieśmiało przekroczył drzwi szpitalnego oddziału. Nie lubił tu przychodzić i unikał przebywania tu jak tylko mógł. Niestety,…