Akcja · 9 min czytania
CICHA HISTORIA 5
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
- Kąpiel! Ktoś wrzasnął i zatrzasnął drzwi tak, że te odskoczyły otwierając się ponownie. Ann siedziała na łóżku z Katie , wokół nich panowała już ciemność. - Więc jak? - zagadnęła Ann nie mogąc już dłużej znieść ciszy - Chyba sobie żartujesz. Myślisz ze on ci pomoże? To pewnie kolejny który wykorzysta twoją naiwność. - Tego nie możesz wiedzieć. Poza tym..chyba nie chcesz tu zostać? Katie wpiła w nią swoje oczy. Wyglądała na straszą niż była naprawdę. Jej złote włosy były matowe i brzydkie, cera brudna i tłusta , jedynie jej oczy ciągle były żywe. Biegały teraz nerwowo w te i z powrotem. - Chce- odpowiedziała wreszcie- tu jest moje miejsce. Poza tym jestem pewna że on cie oszukuje. Jesteś nawina , nie znasz się na ludziach. - Ale ja chce.. - Odpieprz się! - wrzasnęła dziewczyna wstając gwałtownie - co ty możesz wiedzieć o takich jak ja!Wyszła. Z korytarzy dobiegały głosy kobiet które grupowały się pod drzwiami by iść do zimnych łaźni. A co ma zrobić Ann? Uciec? Zaufać temu człowiekowi, kiedy nawet nie zna jego imienia i kiedy ten chce ją zabrać do Paryża! Przypomniała sobie jego świdrujący wzrok którego prawie nie mogła znieść. Skąd on tyle o niej wiedział? To przecież jasne..współpracuje z Clintonem! Chcą ją znowu wykorzystać, nie wie jeszcze jak ale się dowie. Poczuła jak wzbiera w niej wściekłość. Miała ochotę wybiec stamtąd nigdy już tam nie wrócić. Czuła się zamknięta , osaczona. Bała się. Nawet śmierć tak jej nie przerażała jak to że coś, za dzień za dwa albo za godzinę może się stać. "Jednak coś cie obchodzi" pomyślała. To była racja. W całym tym zgiełku kiedy to wrażenie przykrywało następne zapomniała o tym kim była. Kim tak naprawdę jest. I najgorsze, co się z nią stało. Wstała i spojrzała na swoje odbicie w lustrze. Zmieniła się w środku tak bardzo, że było widać to już na zewnątrz. Nie mogła na siebie patrzeć, ale tym razem z innego powodu. Zeszła wolnym krokiem na dół budynku, tam gdzie mieściły sie biura i szpitalny sklep. Drzwi na zewnątrz były otwarte ale Ann doskonale wiedziała że jeśli rodzice nie zgodzą się na jej wypisanie, to nie ma szansy się wydostać. Parę minut później stała w łazience, po raz ostatni przyglądając się swoim kasztanowym falom. Nożyczki w jej reku poruszały się błyskawicznie, a po chwili włosy już sięgały podbródka. Sięgnęła po czarna farbę starając się nie rozpłakać.
***
Efekt był zadowalający. Można nawet powiedzieć że Ann było ładnie we wszystkim. Jej pociągła twarz nabrała teraz ostrzejszych rysów. Pomyślała że wyglądaj jak tajna agentka z serialu szpiegowskiego z lat 80'. Wyrzuciła wszystko do kosza i wyszła na korytarz szukając pielęgniarza. Prawie natychmiast zobaczyła w oddali jego sylwetkę. Wysoki i krzepki mężczyzna o bujnych włosach kręcących sie niezdarnie na jego głowie, łagodna przyjazna twarz i zielone oczy wyróżniały się już z daleka.Ruchy mial monotonne i bardzo leniwe. Po raz kolejny Ann zastanowiła sie co u diabła taki ktoś robi w tym miejscu. Ale czy nie o to samo on mógłby zapytać ją? Wypuściła głośno powietrze i zdecydowanie do niego podeszła - Zostaw mnie w spokoju, nie ufam ci. - powiedziała szeptem zaciskając zęby. Mężczyzna odwrócił się do niej gwałtownie - Ann..co zrobiłaś z włosami.. - powiedział to prawie załamanym głosem, nie zwracając uwagi na to że dziewczyna na niego naskoczyła - Wiem że Clinton każe ci to robić!- prawie krzyknęła Chłopak przyglądał się jej w milczeniu - Nate- powiedział wreszcie Ann była przez chwile zdezorientowana - Tak masz na imię, tak? Ale gówno mnie to obchodzi chce żebyś dal mi spokój! Powiedz swojemu szefowi że nie dam się wplątać w jego chore plany! Czuła ze płonie gniewem, dyszała ciężko. Byla pewna że ma racje bo Nate patrzył na nią tym samym spokojnym przenikliwym wzrokiem. - Mylisz sie Ann. Nie wiesz jak bardzo. Wydawać by się mogło że Nate wygląda na zdruzgotanego tym atakiem dziewczyny. Patrzył na nią wzrokiem który miał wyrażać ubolewanie nad niesprawiedliwym osądzeniem. Ale Ann trzymająca resztkami wytrzymałości nerwy na wodzy, nie dostrzegała tego. Chciała sie na…