Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 13 min czytania

Ciekawośc o smaku kiwi.

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

...12. o5. 2o27... - Miał dość ważny powód by nie przyjść. - Jaki? - Umarł. - Aha. To wszystko. Żadnych pytań, żadnych łez, żadnego krzyku. Nawet jeden mięsień nie drgnął na jej klasycznej, zrobionej przez najlepszych lekarzy Dolnego Miasta twarzy. Odruchowo spiąłem się oczekując na falę smutku. I nic. Prawie nic. Trochę gorzkiego żalu doprawionego odrobiną goryczy, zatopione w lodowym pucharze obojętności. To było jej dzisiejsze menu. - Dlaczego...?- zapytała z rozbrajającą naiwnością. - Bo ludzie mają to do siebie, że umierają. - Nie o to chodzi. Dlaczego przyszedł pan z tym do mnie? Kim pan jest? Otoczyła ją delikatna poświata ciekawości. Nieświadomie musnąłem ją sondą. Zabawne. Smakowała jak lody z kiwi. - Ehm, fakt nie przedstawiłem się. Nazywam się...eee...nie tak, nazywają mnie ‘Fart’. - ‘Fart’? - Znaczy tyle, co szczęściarz. Jestem tu, bo...właściwie nie wiem. Miał kartkę z tym adresem i datą w portfelu. - skłamałem - Pomyślałem, że ktoś może być bardzo zawiedziony jego nieobecnością. - Aha. I co, jest pan szczęściarzem? - Znalazłem panią.

Sam się zastanawiam, po jaką cholerę tam poszedłem. Zazwyczaj staram się odciąć od wszystkiego, co mogłoby mnie związać z ofiarą empatycznego ‘przesłuchania’. Jednak tym razem było inaczej. Po moim krótkim wstępie, Goliat z Dolnego Poznania zdecydował, że jednak chce zeznawać. Właściwie zeznawać chciało to, co pozostało z jego przeżartej przez bojowe narkotyki jaźni. Nie wiedział o bio blokadzie. Ludzie, którzy montowali mu te wszystkie nielegalne zabawki nie zamierzali dopuścić, by cokolwiek, jakakolwiek wiedza wyciekła z względnie bezpiecznych murów jego umysłu. Pracowałem nad nim przez ponad godzinę. Doprowadziłem go do krawędzi obłędu, a następnie pchnąłem w otchłań strachu, a mimo to blokada nie upadła. Wyrwałem z niego cząstkowe wspomnienia. Dzieciństwo spędzone w Ruinach Starego Poznania...krew dzieciaka, którego zabił by stać się Człowiekiem ze Stali...walki o dolne poziomy Bloków...kolejne kawałki chromu, nieuchronnie sprowadzające go nad krawędź i obietnice… nowe życie w blasku reflektorów, na najwyższych piętrach Białej Pagody Mirai. Poznałem smak najsilniejszych emocji, które nawet po tylu ingerencjach tkwiły skulone na dnie jego umysłu. Nienawiść i miłość. Tak sobie bliskie. Oddzielone prawie niewidoczną barierą. Miłość i nienawiść. Jak życie i śmierć. W ułamku sekundy stracisz pierwsze. Wystarczy jedno celnie wystrzelone słowo. Jednak zmartwychwstanie jest prawie niemożliwe. Nie zdobyłem nic o powiązaniach z Mirai. Nic ponad obietnice dane przez uosobienie pozostałych mu uczuć. Następnego dnia już nie żył. Nie dali mu spokoju nawet po tym, co zrobiłem z jego jestestwem. Zginął w samotni izolatki, wyrwany z kalejdoskopu koszmarów, jakie wtłoczyłem w pancerna skorupę jego ciała. Wyparował wraz z całym piętrem Szpitala Psychiatrycznego Gwardii Miejskiej. PubNet podał, że wybuch był wynikiem awarii instalacji chemicznej. Orson wspomniał coś o uderzeniu z orbity. I komu tu wierzyć? Orsonowi. Pozostał po nim tylko ten jeden ślad. Intensywna mieszanka miłości i nienawiści prowadząca do Bloków, do kobiety o twarzy Lorelai Rodriguez i kocich oczach Shinen Tech.

- Ja jestem Eve. Czy był pan przyjacielem...hmmm...Goliata....nic mi nigdy nie mówił o Farcie. Nie znałam go zbyt długo. - Ja też nie, ale wydaje mi się, że wiem wszystko o jego przeszłości...

{i}Krew krzepnąca na policeramicznych szponach. Ból i satysfakcja towarzysząca rytuałowi inicjacji. Ja, Goliat. Człowiek ze Stali.{/i}

...Należał do gangu, prawda? Na dolnych piętrach. - Nie wiem. Chyba tak, nie pasował tu. - A kim jest Eve?

Znalazłem ją w Meteo. Nie lubię takich miejsc. Zbyt wielu ludzi, zbyt wiele uczuć wzmocnionych prochami i psychodeliczną muzyką. Ciężko jest się odciąć. Nocami, gdy większość ‘szarych’ mieszkańców zamyka się w swych izolowanych od reszty świata komórkach, eufemistycznie nazywanych mieszkaniami, ‘dzieciaki’ z Dołu przybywają tłumnie by wydać zdobyte w dzień chipy. Dla nich tu zaczyna się każda noc, każda robota. Tu przebiega krawędź między Światem, a Dołem. Tu zaczyna się prawdziwe życie. Siedziała w kącie sali, pod gigantycznym holo Upadłych Aniołów. Sama. Czarna otchłań w morzu barw i smaków. Nie pasowała tam. Wzmocniona chromem, skórzana kurtka, agresywny makijaż, najnowsze lustrzanki. Wiecznie powracająca moda. A jednak gdyby ktoś mnie pytał, powiedziałbym, że jest tak obca jak Goliat na przyjęciu Mirai. Wolna przestrzeń wokół niej kłuła w oczy. Nikt nie przekraczał niewidzialnej bariery. Wydawałoby się, że nic...śmiech, jazgot syntezatorów, a nawet światło nie chcą, lub nie mogą zwrócić na siebie jej uwagi. Tym bardziej ludzie i maszyny.

{i}....smutny uśmiech...nadzieja na nowe istnienie ukryta pod maską obojętności...zrozumienie...kobieta mych snów...mój klucz do Świata...miłość...{/i}

Powracające wspomnienia. Efekt Freebalda; pozostałość jaźni Goliata zamknięta w niedostępnych sektorach mojego mózgu. Pojawiają się z całą mocą pod wpływem znajomych bodźców. Odcinają mnie od świata, na ułamki sekund wtłaczając mnie w ciało młodego Człowieka ze Stali. Pocztówki z przeszłości. Nienawidzę tego...życia obcym życiem. Freebald skończył u czubków. Nie można żyć, gdy w umyśle przewija się życie tuzina ludzi.

{i}....ten sam klub, każdego dnia taka sama muzyka...dziś zabiłem korpa kręcącego się po naszej ziemi. Czemu ci głupcy nie zostają tam gdzie ich miejsce, czemu odchodzą z nieba szukając piekielnych wrażeń. Plik euroyenów z jego portfela zapewni mi dobrą zabawę...dziś znów dotrę tam...na Krawędź... ....jego kobieta poszła za mną...dlaczego? Jest zimna, zimna jak stal...piękna...chłopcy jej nie chcieli...bredzą o umarłym człowieczeństwie...głupie bajki...Dziś zatańczę z kobieta z Nieba...{/i}

Gdy powróciłem z podróży w głąb myśli martwego człowieka, stała przy mnie. Otoczona lodem obojętności. Doskonałe proporcje, doskonały człowiek o idealnych oczach. Prawie idealna zieleń. Szpon strachu wdarł się w me serce, gdy jej dłoń o idealnie gładkiej skórze dotknęła mej twarzy. To coś, co sprawiało że nikt jej nie chciał, niewidzialny brak oddzielający człowieka od maszyny...

- Nie zrozumiesz, póki nie stanę się tym, czym chcę … muszę się stać. – słowa dochodzące z bardzo daleka. - A on wiedział? - Domyślał się, ale dla niego nie było to ważne. Był prawie taki jak ja...

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%