Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Przyjaźń · 48 min czytania

„Ciemną nocą z ciemnymi zamiarami siedzieliś

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Postanowiliśmy wybrać się do kościoła. Szablony wyciął Cina, od Arturka poszło hasło. Czcionka „smash”. To ta sama, którą Filip oczernił mi łydkę sentencją: „get your gun”. Następną zajął się Carlitos z Lanzarotty. Dokładnie nie pamiętam, ale chyba tydzień, od najebki do najebki, zajęło wycinanie całego schematu. Zrobiliśmy to w stylu Cinki, czyli dokładnie dopracowany każdy szczegół i chuj. Samo oczekiwanie na sobotni wieczór nie był jakimś wielkim podnieceniem, co noc jak zwykle spotkania na przypompowni, która stała się naszym biurem, sekretarka zaglądała tam dosyć często, lecz tylko w postaci sms-ów. Aśka miała na imię.

Rozdział 2 „Aśka”

Aśka to dobra dziewczyna, miała na drugie „Heroina”. To najlepsza kumpela Cinki z czasów podstawówki, niefartownie mieszkała piętro nad Ciernikiem, który trój jej sympatyczną pupę od 14-tego roku życia, by w końcu mu ją oddała. Zalał formę, a po 8,5 miecha, wyszedł z jej brzucha Piotruś(Hitlerek). Higieniczny ślub w wieku 18 lat, dla zaspokojenia katolickich rytuałów. Cinka uczestnicząc aktywnie, po wypiciu paru głębszych rzekł: „Ciernik to małżeństwo nie przetrwa pięciu lat”. Historia przyznała mu racje. A może on zmienił historie...kto wie. Ciernik będąc kiedyś najlepszym przyjacielem Cinki, nauczył go wielu manipulacji a nawet co niespotykane, namiętnie się całować, czyli po prostu lizać. Zabronił Aśce widywać się z Ciną, co w późniejszym okresie dało efekt nie do wyjebania w kosmos. Moment otrzymania komórki to moment utraty prawdziwego dzieciństwa. Cinka doświadczył tej chwili w dzień dziecka przy 21-wszym roku życia pańskiego. W ten sam dzień lub dzień później otrzymał sms-a od nie chcącej się przestawić kobietki. „Nie mam grinowego pojęcia” odpisał. I sam dla siebie przepowiednią, bo naprawdę pojęcia nie miał. Aśka zdegradowana z pierwszego pietra na parter, stała nie do końca bardziej twardo, lecz z pewnością bliżej ziemi. Mieszkając z Piotrusiem i Ciernikiem w jednym pokoju, tuż obok cztery ściany zajmował brat Ciernika, Rafi, a duży pokój należał do rodziców. Wymiana smsów szła jak burza pomiędzy Aską a Cinką, aż trzeba było ze schyloną głową chadzać by nie oberwać takowym. Rachunki co miesiąc coraz większe i większe. Czy miłość nie liczy się z kosztami? Toaleta nadzwyczaj często odwiedzana. A że okno z kuchni rodziców wychodziło na przypompownie, to ona była nasza sekretarką. To o niej było najwięcej gadek, tuż po pierwszym mesie. Artysta to najgorsze co może spotkać kobietę...która chce przyjść na stałe.

Rozdział 3 Cina: - Dobra Kurwiś, zostało tylko sklejenie tego badziewia, a potem jak harmonijka rozłożymy na kościele, więc rusz dupę i znajdź w tym burdelu taśmę. Siedzieliśmy w moim przytulnym pokoju, gdzie na ścianie ze zdjęć Michaela Jordana wyciąłem napis „Antichrist Superstar”. Dość ciężki do odczytania, ale czy nie ciężko w dzisiejszych czasach być Antychrystem? Ogólnie cały pokój w plakatach filmowych dziwek( aktorów i aktorek). Parenaście miesięcy wcześniej w siedemnastym roku mego inspirującego życia, miałem tam wszystkie dostępne plakaty „Wściekłych Psów”. Na które poświęciłem od zajebania kabony i czasu. Kupowałem nawet te same, jeśli tylko różniły się rozmiarem. Czy to przyjaźń skusiła mą kieszeń na plastikowe laleczki z pierwszego filmu Quentina, czy było to już kochanie? Tego rozwikłać nie zdołam. Z roku na rok, po przyjazdach(czy powrotach?) z Angli, kolekcja rosła w siłę. Kto by się spodziewał, że pewnego wieczorka wracając wyluzowany po koszu, zastane puste ściany...

Arturek.

...Arturek podarł i wywalił wszystkie. Po paru miesiącach w trakcie wybuchu psychozy chciał mnie zabić, więc tak naprawdę te plakaty to największa strata. Co ciekawe Arturek wybuchł dzień przed datą pójścia do wojska: „Do You love Your guns?” (yeah) “god?” (yeah) “The Government?” (Fuck Yeah!!!). Tylko jak musiał się czuć mój Tata, umierając sobie spokojnie na raka, leżąc na specjalnym łużku z rozwalonym kręgiem przed telebajzerem. Zafascynowany „Śmiercią w Wenecji”, a tu najstarszy syn wpada z rurą od prysznica i zaczyna napierdalać w telebajzer... Mnie kochanego K u k o l k a w ciepłym pokoiku, zimową, śnieżną nocą, niczym Marylin Monrow, głos M a n s o n k a utulał do snu „(...)god is in the TV(...)” Gdy wtem! Bestialsko! Przygłuszony krzykiem Mamy! Manson wkurwiony... mówi: „I wanna thank you mom, I wanna thank you dad, for brining me this fucking world for the better end.” Musiałem interweniować niczym Jarsl Bronson w „wielkiej ucieczce”. Więc wybiegłem zobaczyć co tam, jak tam. A tu Arturek napierdala w telewizor. Tak rzekłem: „Pojebało Cię!!?!!” A że na ostatnich najebkach z Cinką uprawialiśmy „fight club”, to piąstki i wola były gotowe. Obrócił się i ze spokojnym tonem z rurą w ręku, wygarnął: „A teraz Cię zabiję”. Uciekłem do pokoju. I to właśnie był ten niezapomniany moment bezradności mego Taty. Przyszedł za mną. Zgiąłem piąstki i czekam na ruch. Walną mnie rurą pod lewe żebra, lecz nadal trzymałem gardę. (Potem pokazywałem wszystkim wgniecenie w róże i zajebistego siniaka na żebrach). Jak chciał uderzyć drugi raz, rzuciłem się, by nie mógł wziąć zamachu. Rura na ziemi. Zabezpieczone chore ręce. Przygniotłem go do szafki i krzyczę do Mamy, żeby napierdala go tą rurą, ale Mama, tylko: POMOCY!!! POMOCY!!! Wyszła na klatkę i nadal wrzeszczy POMOCY!!! POMOCY!!! I tylko dzięki temu, że mieszkaliśmy w policyjnym bloku i nawet szepty słychać na klatce... nikt nie wyszedł, nikt nie pomógł. W końcu kiedy jedną ręką mogłem napierdalać go po pysku, ścisnął mnie za jaja. Odskoczyłem. Podniósł się wyraźnie zmęczony i powiedział: „Nic ci nie zrobię, bo tak naprawdę zawsze cię kochałem”. Odolotowo. Policja przyjechała niedługo później(po raz 5-ty w tym tygodniu), potem karetka i w końcu wyjazd do Świecia. Na drugi dzień z tego, że jesteśmy wyluzowani kolesie, zamiast opowiadać Cince co zaszło (bo nigdy opowieści nie wychodzą tak samo jak za drugim razem) poszliśmy od razu po C@milasa i w trakcie jak opowiadałem zajście, Cinka kręcił reportaż. Parę ujęć radiowozu z nocy, wolno sunącego po śniegu, dołożyliśmy w trakcie montażu. Cinka mieszkał w bloku naprzeciwko, więc w czasie zajścia dałem mu cynk o nadjeżdżającej kawalerii. Ogólnie cieszyła nas inspiracja tej całej sytuacji, bo co tam. ‘Przynajmniej coś się działo’. Z zegarkami i pilotami w ręku. Z kamery na video. Z ciągłymi przełączeniami cińczy. To była jeszcze mechaniczna era montażu. Dużo przed tym, zanim jeździłem wrzucać cały materiał na kompa. Era filmików cieszących mnie najbardziej na świecie. Arturka ze szpitala wypuścili jak tata jeszcze żył. Kiedy wyszedł po miesiącu od czubów, był całkowicie innym kolesiem. Nie chcieliśmy z Tatą żeby wracał do domu, ale nie było wyjścia. Siedzieliśmy w dużym pokoju, kiedy zajrzał do nas z lekkim zawahaniem, aczkolwiek dziwnie ucieszony i tak rzekł: „cześć”. Podenerwowani odpowiedzieliśmy „cześć”...I zaczął tak spokojnie nawijać, że jest chory, i jak było w szpitalu, i że żre bardzo mocne tabletki, i że uświadomił sobie w tym szpitalu, że naprawdę jest chory, i że tak naprawdę mało pamięta z tego co odpierdalał w chacie. I potem już nam było z nim zajebiście. Jezus jak dobrze nam z nim było. Jeden z dobrych motywów jak był chory to, jak przebrał się w togę i poszedł wybić szybę w szkole. Chuj wie po co, ale dobry kozak. Policja wiedziała że to on, ale uniewinnili bo W KOŃCU sajko. Ja też chce być sajko. Każdy by chciał. Przedtem tylko mi się wydawało, że wiem jak działa mózg psychopaty(obserwując siebie), ale tak naprawdę „debil nie wie że jest debil”. Umysły psychopatów są nie obliczalne, Kobiet niepoczytalne, jednak wyłącznie artystów nie sposób przewidzieć. Kiedy sobie uświadomił „królewską chorobę”, zaczął ją studiować po książkach i na własnym przypadku. Dużo spotkań z psychiatrami i psychologami, co na dzień dzisiejszy dało mu zajebiste lenistwo ale jednak o wiele lepsze samopoczucie niż przed wybuchem...Bo to tak naprawdę kiełki schizofrenii zakorzeniły się w bani jak był mały. Tata napierdalał go sprzączką od paska. Stres to kawał skurwysyna. Ale to norma w sajkolandi, z pokolenia na pokolenie... Pogłębiły to wszystko jeszcze studia, gdzie prawie bez kasy, nie dość że walczył o stypendium(wyłysiał na pierwszym roku) to jeszcze założył i przewodniczył kołem naukowym(Maximus), a wszyscy wiemy jak śmierdzi gówno ścigających się szczurów, tym bardziej Marketing i zarządzanie. Dlatego ten cały bezużyteczny i zarazem kurewsko stresujący system nauczania...jest taki fafkuśny i ciapciuśny. Wojna bawi... ale wykończyła. Co z tego że miał zajebistą średnią, co z tego, że dostawał szóstki, jak teraz liczy średnią odwiedzin u lekarzy i ile łyknąć tabletek(Lekarz z sajkolandi: - „Łykaj nie pierdol”). Cinka i Ja już w podstawówce stwierdziliśmy, że szkoła jest zajebista ale niech wypierdala. No bo jaki normalny człowiek chce być nauczycielem? Tylko jakieś pierdolnięnte panny z którymi nikt nie gadał szkole. Trzeba mieć wszystko w dupie, totalnie wszystko, a czasem trzeba mieć nawet w dupie to, że ma się wszystko w dupie... i wtedy jest czas na tworzenie. Cina 3 razy robił pierwszą klasę, aż w końcu skończył w technikum odzieżowym, gdzie szył spodnie i był jedynym kolesiem w śród 32-óch pojebanych dziwek, opowiadających sobie na przerwach: „ Nie uwierzysz na włosy mi się spuścił” „wierze, wierze, mi na szyje ostatnio i chusteczek nie miałam”. Odlotowo. Razu pewnego brudna hakata z beisbolami czekała na mnie pod szkołą, więc bez problemów zrealizowałem plan przeniesienia z liceum numer 2 pod numer 15.(Numery odzwierciedlają proporcje poziomu) Ostatnie 1,5 roku edukacji dokończyłem w szmaciarskim liceum, na moim ukochanym osiedlu FORDON. 7 minet dojście. Zero nauki, jeden z najlepszych w kosza, anulowane 4 pizdeczki na półrocze z 2-ki i pełno tępych dziwek, które wybrały to liceum „bo jest blisko”. Ale one wszystkie są tak samo chore, nawet jak coś tam wiedzą o Hypytii czy Giordano Bruno. Zawsze potrzebują naszej opieki, bo każda kobieta ma coś z psychopaty. Jedną z nich leczyłem przez 1,5 roku czyli po prostu się naćpałem. W brew pozorom płeć rzęska częściej sięga po narkotyki. Spójrzcie na te zwierzęta odurzone miłością. Jakże drastycznie podporządkowywać całe życie pod ćpanie. Zajebiście kosztowny ten drag i zapierdala całą banie przez 24h, nawet do paru lat. Nie jest mi obce w czasie oglądania komedyjek romantycznych, co kryje się pod najczystszą postacią słowa „namiętność”. Uzależniłem się. Od urodzenia analizuje stany kiedy jestem „szczęśliwy”. Można otworzyć okno by czasem wchłonąć odrobinę świeżego powietrza, lecz Panowie i Panie gdy chłód przychodzi w pędzącym bez pamięci pociągu, zamykać okna proszę. Kaszel przejrzyście układa symfonie „FUCK OFF!”. Odzyskuje ciepełko, samotnia znów daje radość, by móc zawsze, wszystko, bez skrupułów zostawić w 60 sekund...i zajebać zimniutki browarek. Dopiero po roku wyjebałem draga... Parę precyzyjnych zabiegów i finito, lecz czasem dopada mnie jeszcze zejście. Cóż trzeba było przekonać się o czym kłamią poeci. Puszysta cera głaskanie zwierzątek umila, ale niech wypierdlają. Najlepiej to Cinka podsumował w sms-ie po tygodniu mieszkania z Aśką: „U mnie zajebieście, za tydzień popełniam samobójstwo.”

Rozdział 4

Arturek part 2

Wykorzystaliśmy oczywiście powrót Arturka i zwolnioną gadkę po tabletkach by wygodnie usiąść na kanapie, delektując się wspomnieniami z zakładu a przy tym nagrywając wywiad:

Arturek - No takie były mocne na początku, że normalnie jak bym teraz tu z wami gadał to ślina by mi tak ciekła. Ale człowiek po czasie się uodpornia. Kukol - Aha to znaczy, że jak byś tu z nami teraz gadał, to by Ci tu tak ślina ciekła? Arturek - No - potrząsną głową w zwolnionym tempie. Kukol - A jacy ludzie tam byli? Arturek: - Różni. Przeróżni. Był na przykład taki Andrzej. Mówił tak: „Moja choroba jest nie uleczalna a leki są strasznie drogie, więc jak pójdę do pracy, to i tak musze wszystko wydawać na leki, to jaki jest sens tego życia?” Kukol: - Jaki jest sens jakiegokolwiek życia? I kto jeszcze był? Arturek: - Taki Marek też był, co mówił, że to wszystko spisek. „Artur oni myślą, że ja nie wiem co oni myślą i w jaki sposób kombinują przeciw mnie, ale ja wszystko wiem. Moja żona spiskuje, córka spiskuje, wszyscy spiskują a do tego ta rozmowa między nami już była. Boże, znowu mam de javu!”. A taki Zbigniew, ciekawy człowiek apropo, uważał że trzeba segregacje ludzi zrobić, tak jak śmieci się segreguje i wtedy przyleci ufo, by wziąć tych dobrych. Ogólnie dużo ciekawych ludzi. Kukol: - Ale jak tam tak naprawdę jest? Tak jak „W locie nad kukółczym gniazdem”; jak w „12 małp?” Cina w myślach: - „Gry, gry, gry, gry które chcą wyjść.” Arturek: - Podobnie. Ja ogólnie dużo telewizji oglądałem i najważniejsza rozrywka to seriale brazylijskie. Kukol: - Dobra starczy Cinka, bo już nie wiem o co pytać. Cinka: - Jakie schizy miał w trakcie psychozy. Arturek: - To może wam przeczytam mój wiersz żeby było urozmaicenie. - No spoko

„Idzie wariat polną drogą. Patrzy, ślepcem nie jest, Po co żyć? Pyta ludzi i zwierzęta. Dokąd iść jest dobrze?” Kukol: - Dobra to już ostatnie pytanie o tych schizach i finito, bo musze coś wjebać. Arturek: - Ok. Cina: - 3...2...1 Kukol: - A jakie schizy miałeś przed i w trakcie wybuchu psychozy. Arturek: - Na przykład byłem pewny że lista na 3-ce w radiu była specjalnie tworzona pode mnie i że prezenter gada tylko do mnie. Że ludzie na ulicy wszystko, całkowicie wszystko o mnie wiedzą, nawet moje myśli. Przekazują sobie nawzajem każdy szczegół jaki zauważyli. Nie mówiąc już o kumplach ze studiów, którzy dużo wiedzieli i na pewno nic więcej nie robili tylko gadali o mnie, żeby mnie zniszczyć. A wszystkim przewodniczyła moja była, Agnieszka Domagała. Nazywałem ich „GAD-Y” – od „Grupa Agnieszki Domagały.” Najtrudniejsze w chorobach psychicznych to zdać sobie sprawą, że jest się chorym. Dopiero od tego momentu zaczyna się leczenie.

Rozdział 5

Reportaż o Arturku zawieźliśmy do Pałacu Młodzieży. Nasza pewność siebie, dawała nadzieje, że coś z niego powinno być. Czy nie? Kolesie którzy siedzą już dłużej w tym biznesie pogratulują nam i wyliżą kutasy a potem pójdziemy się najebać. Gdy usiedliśmy przed zwykłym telewizorem, w małym pokoiku zajebanym video, statywami, komputerami i innymi pierdółami, stres po raz pierwszy w życiu pojawił mi się przy oglądaniu z kimś filmu. Siedział z nami koleś o ksywce Andrzej Zamojski, i co trzeba oddać sami nudziliśmy się na własnym filmie. Co jest przecież kurwa nie do przyjęcia. Andrzejek nie chciał nas zniechęcać, wiedząc jak załamują się ludki kiedy pierwsze dzieło okazuje się niewypałem, więc uświadomił nam tylko delikatnie, że to takie małe gówienko. „Od zajebania pracy trzeba jeszcze w ten reportaż włożyć by ożył”. Ale zauważył dużo dobrych stron, że np.: kręcimy sytuacje bezpośrednio stworzone przez życie. My to odebraliśmy że jesteśmy zajebiści, o czym już przecież wiedzieliśmy, więc ucieszeni wracaliśmy...i najebka. Obiecaliśmy mu że na 100-we zażyjmy tu z ulepszoną wersją za 2 tygodnie. Zajęło mi 2 lata by w końcu dojechać tam z kolejnym filmem, tym razem sam, choć produkcja była jak zawsze wspólna z Cinką. Byliśmy jednocześnie aktorami, operatorami, reżyserami, malarzami, stolarzami, kolesiami od kastingu, makijażu i jack off-a. Wkurwiało nas błaganie kumpli o znalezienie godziny na nakręcenie. Wszyscy w sajkolandi zamulają. Postanowiliśmy kręcić filmiki tylko i wyłącznie we dwóch. „Pierdolić ich wszystkich”. „Jesień życia tego roku opadła nam wyjątkowo ciężkim liściem”, o kolesiu który szuka(Cinka)...a gdy już wpadł na trop zaczyna biec, i biec, i biec, biegnie po betonówce, biegnie pomiędzy samochodami, wbiega do klatki, dzwoni zdyszany do mieszkania z numerem 13 i tak pyta: „Jest Boga?” Koleś w koszulce Mansona otwiera. Patrzy chwile na istotę z naprzeciwka, wychyla się by sprawdzić czy ktoś jeszcze nie stoi na klatce i odpowiada z pewnością siebie: „Nie, Boga nie ma”. Zamyka drzwi a jednocześnie film. Andrzejka już tam nie było, ale zaopiekował się naszą sztuką inny dorosły koleś. Posadził mnie przed kompem pokazał jak przegrać całość materiału z kaset na twardziela i pokazał jak działa program do montażu. „Zajebiście”, rzekłem do serca mego. Frejm po frejmie cięte sekundy, dopucowane każde ujęcie. Nastała era muzyki i napisów. 8 h dziennie, 10 h dziennie, mało, mało... Nie lubiłem jak ktoś do mnie wtedy gadał. Skupienie dawało satysfakcje. Cinka podrzucił muzykę Rahamninova, która idealnie zgrała się z początkiem. Andrzejka me oczy dojrzały jeszcze, gdy podawał mi nagrodę publiczności w ogólnopolskim przeglądzie filmów krótkometrażowych. Zagadał na scenie: „I co, naprawdę wlaliście tam tyle tego piwa?” A ja taki naćpany ta wygraną, kompletnie nie wiedziałem co odpowiedzieć, więc zlałem to i nic nie odpowiedziałem. 5-cio minutowy film „szczęście to czasownik”. O kolesiu który napełnił wannę browarami i popełnił w niej samobójstwo. Najlepszy jak dotąd nasz filmik. Gdyż najlepszym dziełem to opowiadanko się panoszy, czyli moje życie. Trzeba oddać że Cinka ma najlepszy słuch w śród kozaków. Kozakiem jestem i wszystko co ludzkie jest mi obce. Nie jeździł tam zemną montować, bo tyrał u Starszej w sklepie i czasu nie za wiele, a poza tym Aśka(Maja,Anale z Ciernikiem) była...a u mnie Listkowa(Ciapciuśna, Fafkuśna). Ex-Love którą leczyłem, by później rzucić dla marzeń. Skumałem się z nią „łańcuchem słów” dla czystości jej umysłu oraz dziewiczo-niewinnego ciała. 17-nastka. Trudno było z Cinką znaleść wspólny czas, choć już do końca życia często zmieni się nam obojgu zachowanie zewnętrzne. Wnętrze będziemy mieli zawsze takie samo... jak ten księżyc po nocach. Cina przechodził wtedy ciężki okres. Aśka już jakiś czas wcześniej, na jego usilne prośby zapakowała bieliznę, Hitlerka(Piortuś) i zabawki, otworzyła drzwi po czym emigrowała piętro wyżej, z powrotem do rodziców. Dał jej 14 dni na wyprowadzkę, inaczej skończył by ich romans trwający już z 1,5 roku. Z dnia na dzień pisał nowe opowiadanie a w nim zawierał liczbę pozostałych dni. Naprawdę dobre były te opowiadania, często ściągane z sms-ów do zeszytu przez Aśkę, bo on je pisał bezpośrednio na bramce sms-owej, nigdzie nie zapisując. Wielkie odliczanie, w dwojgu błagających o bliskość serc. 21-jedno letnia matka bała się po prostu wyprowadzić od męża. No bo gdzie? Piętro wyżej. To oznaczało separacje, i te spotkania, i te wszystkie pomówienia poprzez spojrzenia. Jednak zrobiła to. Cinka szokowany zalał formę i jego sens istnienia - Gracjan urodził się z nazwiskiem cIERNIKA. Przez to miał większy obowiązek opiekowania się nią. Przez to już bani nie starczało na sztukę. Sztuka wymaga większej opieki niż najbliższa rodzina. Lepsze w niej to, że zawsze wdzięczna. Sztuka niewinna. Rozdział 6

Na zewnętrznej stronie drzwi (jakby krwią) cytat z „Dżumy”: „Wejdzcie, powiesiłem się”, a na wewnętrznej kawałek kartonu ciasno włożony w tą szparkę dla szyby: „każdy komu udało się minąć granice mego pokoju musi wpisać swój ulubiony film(ale jak to nie są „Wściekłe Psy” to możesz wypier...- pamiętał Tata się zaśmiał z tego, kiedy przywiozłem Go na wózku ,by po pół-roku leżenia i jeżdżenia tylko po dużym pokoju obejrzał w końcu mój...Jak już zdał sobie sprawę że umiera, i że już nie wpłynie na mnie w żaden sposób, podsycił me marzenia dla spełnienia. I wymienił parę tytułów jego ulubionych filmów. Jednym z nich była „Lastrada”. Nigdzie nie mogę tego dostać) Towarzyszył nam bodajże Leszek w postaci płynnej, zamknięty w butelkach. Błagał żebyśmy go z tamtą wyciągnęli, więc się starliśmy. Jak się staraliśmy? Jak? Jak dwa Bolki.

Cina: - Tak myślałem o apokalipsie tej suce, to mogłaby już przyjść. Kukol: - No, przynajmniej coś by się działo. Cina: - Ale nie, tak na serio. Przecież po chuj my żyjemy na tym świecie? Żeby się nażreć i najebać a potem to wyrzygać i piznąć się spać? Kukol: - Nie....możemy się najebać jeszcze raz po rzyganiu i dopiero iść spać. Cina: - No tak ale pić tak na pusty żołądek? To nie zdrowe. Łukaszek ty stara cioteczko w ogóle nie dbasz o siebie. Jak ty tak możesz paskudo. Kukol: - Dbam, Dbam, co nie dbam. Alkohol konserwuje, jak cipuszeczkę z mielonką. Cina: - Fuujjjjjj . Kiedyś z Papisem pojechaliśmy pod namioty do Rytla na tydzień i dzień w dzień żarliśmy pierdolone mielonki. Od tego czasu już nie tykam tego badziewia. Kukol: - A ja właśnie bym zapodał sobie taką z cipuszki...O A MOŻE COLORADO? Cina: - Nooo Angusie to jest myśl. Która godzina? 21:43. Musielibyśmy tam iść. Kukol: - Spoko, od razu byśmy browary kupili, bo po jednym jeszcze by się przydało dla dodania animuszu. Tylko kabona. Ile mamy kabony? Ja nie mam nic. Cina: - No ja też... Kukol: - . Cina: - No to mamy zajebiście wystarczająco żeby kupić pizze i 2 browce. Nie możesz pożyczyć od czuba? Kukol: - Już jestem krewny z dwie banie i już powiedział że nie pożyczy. Cina: - A drugi czub? Kukol: - Nie dałem w tym miechu na mieszkanie i też spaliłem źródło. Cina: - To kurwa takiego smaka zrobiłeś i teraz nie mamy kabony...Mi się nie chce iść do nory, więc pierdolić to wszystko. Kukol: - Chcesz kawy? Cina: - Ja, możesz zapodać. Wyszedłem wstawić wodę i jednocześnie z egoistycznego powodu, jakim był głód. A akcje pod kościołem wyruszaliśmy gdzieś około 12-stej. Zanim zamknąłem drzwi spytałem jeszcze: - Chcesz coś do żarcia? - Pierdole to Twoje żarcie, ty nie masz nigdy nic dobrego. - To się pierdol, ty kurwo ty – oboje w śmiech. I to była smutna prawda. Zajrzałem do lodówy a tu znowu mielonka w plasterkach, ogórki i masło. Raz na miesiąc jakiś dżem się przewinął na moment. Rano jogurt, zawsze ten sam przez pół roku. No, ale Mamę jak i brata mam schizofreniczkę, więc kupowała zawsze to samo. Nawet po usilnych staraniach o zmianę, tak dobrze wpływającą na samopoczucie. I tak jadałem poza domem, utrzymując się z renty po tacie. 18 baniek to całkiem sporo zważając, że najmniejsza pensja w państwie nad Wisłą wynosiła 6 baniek. Oddawałem z 4-5 baniek na mieszkanie i żarcie, a resztę na przejebanie. Nie wiem jak to robiłem, ale ostatni tydzień miesiąca wisiałem zawsze na długach. Kiedyś jak już nic kasy nie miałem a „kult” w ten dzień akurat zajechał do miasta Bydgoszcz, wstałem z myślą: „od kogo by tu pożyczyć”. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Arturek się kąpał, Mamy nie było, więc ruszyłem swą zgrabną, leniwą dupę. Otwieram a tam listonosz z jakimś zwrotem podatku dla mamy i wykłada mi na łapkę ponad 6 baniek. No to padłem na wznak i zacząłem toczyć pianę. No normalnie cichutko (ucieszony jak chuj) szybko do pokoju, spodnie, bluza, smród wczorajszego alkoholu zakrył perfum za 10 zetek i jazdeczka na osiedle. Chyba jechałem w ten dzień jeszcze do „pałacu” zmontować jakieś szczegóły do filmiku „Tam gdzie rosną ziomki” o imprezie typowo męskiej z typowego blokowiska. Typowe ale prawdziwe i do tego o nas. Ukazywałem moich ziomali takimi jakimi byli, bez żadnego aktorstwa, bez sztucznych dialogów i zachowań. Struś wyprowadzając się do większego mieszkanka (zarzygał stare) zachował klucze od starego, które stało otworem co piątek dla posiedzeń chłopaków z osiedla. Zajrzałem tam kiedyś z kamerą w śród zwierząt, bo po „obiedzie czwartkowym” postanowiłem choć w święty piątek oszczędzić „pinki i mózg”. Wyszedł zajebiesty materiał. Jak po montażu, okazało się, że skasowałem jeden plik za dużo i filmik poszedł w pizdu, to myślałem, że rozbujam i rozpierdole autobus w chuj. Czułem jakbym nabił na średnio naostrzony pal, ustawił stos i spalił własnego syna. Mogłem zmontować to jeszcze raz, ale dzieła sztuki nie można odtworzyć. No chyba, że ma się więcej czasu i chęci. A że czas i chęci były już zarezerwowane na najebkę(NAJEBKA!!! NAJEBKA!!!) zostało…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%
„Ciemną nocą z ciemnymi zamiarami siedzieliś — czytnik · opowiadania