Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Horror · 21 min czytania

Ciemno, coraz ciemniej

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Ciemno coraz ciemniej

To była głucha, cicha noc. Spowijała wilgotnym całunem bezludne ulice, rozświetlana pomarańczowym blaskiem ulicznych latarni i łuną miasta odbitą od wiszących nisko chmur. Po prostu czuło się, że coś wisi w powietrzu. Coś nieprzyjemnego, coś mrocznego, wrednego... I na pewno nie była to zimna mgła zamieniająca się na płytach chodnika w szron. Coś miało się stać. W takie noce ja ta bowiem zawsze coś gdzieś się dzieje i zazwyczaj nie jest to nic specjalnie przyjemnego. - Kurna - mruknął Tadek, rozglądając się. - Ale nastrój. Jak z sennego koszmaru. Maniek, starszy, choć nieco mniejszy, brat Tadka, nerwowo rozejrzał się. Od kilku minut, odkąd wysiedli z autobusu, czuł się naprawdę nieswojo. Ciarki przebiegały mu po plecach... i nie tylko tam. W mordę, to było głupie, ale nie mógł pozbyć się wrażenia, iż zamiast znaleźć się na tym lubelskim osiedlu, które obaj znali od dziecka... trafili do jakiejś zakazanej dzielnicy, gdzie lepiej było nie przebywać po zmroku. Takiej, gdzie na przykład na niewinnych przechodniów wyskakują z pobliskich krzaczorów napakowani sterydami dresiarze. Tylko że na tej nieszczęsnej imprezie, z której właśnie wracali, żadnemu z nich nie udało się nawet odrobinę podpić, zatem taka beznadziejna pomyłka, rodem z jeszcze bardziej beznadziejnej komedii, zwyczajnie odpadała. - Północy jeszcze nie ma - mruknął. - A ty zobacz jakie pustki. Nawet nikt z psem nie łazi. - Chodźmy szybciej - odparł Tadek, wbijając ręce do kieszeni trochę zbyt cienkiej na tę porę roku kurtki. - Trochę marznę. Maniek nie odpowiedział. Właśnie w kiepskim świetle pobliskiej latarni odczytał nazwę ulicy z tabliczki na mijanym bloku, nie bardzo wiedząc, czemu to robi. Oczywiście była to ulica, na której się wychowali i z przyczyn finansowych nadal mieszkali wraz ze starzejącymi się, oraz z dziwaczejącymi coraz bardziej, starymi. Wzruszył ramionami, następnie przyspieszył kroku, aby dogonić wyprzedzającego go nieco brata. Jeszcze dwie minuty musiało trwać, zanim dotarli do właściwego bloku. Było to gdzieniegdzie obłażące z tynku dziesięciopiętrowe pudełko, tu i ówdzie straszące udającymi grafitti bohomazami. Potem po kilku schodkach w górę i Maniek w głupim odruchu omal nie nadusił przycisku domofonu. Jego ręka zawisła ponad klawiszem z numerem czterdzieści dwa. - U nas w oknach ciemno, nie? Starzy śpią? Tadek cofnął się, aby spojrzeć w górę. - Ciemno. Pewnie śpią. Nie masz kluczy? - Nie od domofonu. Staremu dałem, bo znów swój zgubił. - On kiedyś własną głowę zgubi. Ja chyba mam swoje - mruknął Tadek i czymś zabrzęczał. Kluczami na łańcuszku przypiętym do szlufki spodni. - Suń się to otworzę. - Otwieraj. Zamek zachrzęścił, zgrzytnął, a dwie sekundy później obaj znaleźli się na ciemnej klatce schodowej. Maniek namacał na ścianie obok wejścia przycisk czasowego włącznika światła, następnie wdusił go. Światło tylko mignęło. Wcisnął znowu. Zaskoczyło dopiero za trzecim razem. Jarzeniówki na klatce schodowej zamigotały, ale po chwili zapłonęły normalnym blaskiem. Któraś z nich brzęczała cicho, który to dźwięk wydał się nagle Mańkowi dość niesamowity. Może dlatego, iż miał wrażenie, że odbija mu się rezonansem po wnętrzu czaszki. - Kurde, ale jaja - stwierdził tymczasem Tadek, naciskający na klamkę drzwi wejściowych. - Te drzwi się zatrzasnęły. Sam zobacz. Nie można otworzyć... - Zostaw je. Jutro ktoś zgłosi to administracji. Albo wyważy, jeśli zapomni, że tu jest też tylne wyjście. - Może jakieś dzieciaki coś zmajstrowały, bo uważały, że to zabawne... Takie, jakimi oni niegdyś byli. Nie takie pomysły się ich trzymały wtedy. - Może... Maniek chciał coś jeszcze chyba powiedzieć, ale urwał, ponieważ akurat zgasło światło. Gdy brzęczenie którejś z jarzeniówek na korytarzu ustało - a rezonans pod czaszką zniknął - cisza nagle stała się niemal nie do zniesienia. Maniek tylko westchnął, zatrzymując się w połowie drogi do wind. Jakaś folia zaszeleściła mu pod stopami. - Już włączam - rzucił Tadek po prostu. Światło zapłonęło. Ponownie zamigotało. Brzęczenie jednej z neonówek pojawiło się także. Tadek odczekał chwilkę przy włączniku, z dłonią na przycisku, dopiero potem ruszył ku windom, w ślad za Mańkiem. - Nie tylko ze światłem! - warknął w pewnym momencie brat Tadka. Wściekle wduszał przycisk przywołania kabiny, ale jak na złość nic się nie działo. - Szlag by trafił! - Ciszej. Ludzie już pewnie śpią. - Ta cholerna winda nie chce zjechać! - Jak to nie chce? - No nie chce. - A druga? Przecież mamy tu dwie windy. - Druga też nie. Obie próbowałem wyzwać. Gdzieś tu była tabliczka z numerem pogotowia dźwigowego... - Przecież nie będziemy dzwonić teraz i jeszcze czekać, aż ktoś raczy się pojawić. Trudno - Tadek wzruszył ramionami, spoglądając w stronę przejścia na klatkę schodową. - Siedem pięter w górę, to i formy trochę złapiemy. Mańkowi przeszło przez głowę, że właściwie wypadałoby zawiadomić pogotowie dźwigowe, nawet pomimo dzikiej godziny. Ot, choćby ze zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. Miał czasem jej napady, choć była przecież tak niepopularna. A nawet budziła podejrzliwość. Tadek wyczuł wahanie brata: - Chodź, idziemy. Zadzwonisz z mieszkania jak takiś porządnicki... Włażenie po schodach jeszcze nikogo nie zabiło... To znaczy ja nie słyszałem... Trawiony jakimś wewnętrznym niepokojem Maniek, jeszcze raz spróbował przywołać windę, potem ruszył za bratem, który właśnie znikał w drzwiach klatki schodowej. Zamierzał też jeszcze przez moment rozejrzeć się za tą tabliczką z numerami alarmowymi, ale koniec końców dał sobie z tym spokój. Zwłaszcza że Tadek znowu go ponaglił. - Idę - burknął tylko w odpowiedzi.

Niecałe pół minuty później natknęli się na kota. Kot jak kot, jaki jest kot - każdy widzi. Ten był bury i najprawdopodobniej należał do Adamiaków, z czwartego piętra, którzy koty kochali aż za bardzo. Co nie przeszkadzało im w obdarzaniu trójki swych futrzastych i miauczących pociech aż zbyt wielką swobodą, graniczącą z nieodpowiedzialnością. Bury kot Adamiaków, przeraźliwie wytrzeszczając ślepia, siedział całkowicie nieruchomo w rogu pierwszego półpiętrza. Jakby go tam wmurowano. Maniek nie był pewny, ale chyba w błyszczących ślepiach dostrzegł coś jakby... Coś jakby strach. Tego kota coś przeraziło nie na żarty. Może jakiś pies? Pewnie to bydle z trzeciego piętra. Tam mieszkał z kolei pewien wróg kotów, a przy tym miłośnik owczarków niemieckich. Łączyło się to dość nieciekawie. - Idziemy - zakomenderował po chwili gapienia się na zesztywniałego kota. - Kotu nic nie będzie. Nienaturalnie zesztywniały kot został tam, gdzie go zastali, a oni sami powędrowali wyżej. Gdyby któryś z nich się obejrzał, ujrzeliby, że kot nie wytrzymał nerwowo, co zaowocowało rozszerzająca się wokół niego kałużą moczu. Ale zwierze nawet mimo to nie zamierzało opuszczać swego posterunku, tkwiąc tam zesztywniałe z przerażenia. Światło zgasło ponownie, gdy dotarli prawie na czwarte piętro. Ciemność, pomimo znajdujących się tu okien, przez które teoretycznie powinno wpadać nieco światła z zewnątrz, była niemalże namacalna. Wydawała się być wręcz gęsta niczym czarna farba. - Ten kontakt nie powinien utrzymywać dłużej światła? - zapytał Tadek. W ciemności słychać było, iż gmera energicznie w kieszeniach kurtki. Maniek pomyślał, że być może, że powinni dotrzeć nawet do szóstego przy włączonym świetle, ale pewny nie był. Za to pewny był, że windy powinny reagować na wezwania. A drzwi wejściowe nie powinny się zatrzaskiwać na amen. Nie powiedział jednak nic, a zamiast tego wetknął rękę do kieszeni spodni, aby z niej wygrzebać starą i już nieco pokiereszowaną komórkę. Wcisnął jeden z jej klawiszy, a mrok został rozproszony przez blady poblask ciekłokrystalicznego wyświetlacza. - Aleś ty cwany - mruknął Tadek. Trzasnęła zapalana zapalniczka. Drgający płomień rzucił na ściany plątaninę drżących cieni. Światła było nawet całkiem sporo, ale za to szpanerska, metalowa zabawka made in china bardzo szybko zaczęła się niebezpiecznie rozgrzewać. Tadek zaklął pod nosem, Maniek obejrzał się tylko na niego. Zapalniczka zgasła, a oni ruszyli w górę oświetlając sobie dalszą drogę poświatą z wyświetlacza komórki. Żaden z nich nawet nie pomyślał o wyjściu z klatki schodowej i poszukaniu włącznika światła albo też obaj doszli do wniosku, że byłoby z tym więcej zachodu niż z dalszym marszem w górę. Wobec powyższego po prostu parli w górę w akompaniamencie odgłosów swoich kroków na nierównych schodach i nieznacznie przyspieszających już oddechów. Nagle Maniek zatrzymał się przed podestem kolejnego piętra tak gwałtownie, że Tadek zwyczajnie na niego wpadł. - Ej, co jest!? - Słyszałeś? - zapytał Maniek. - Słyszałeś to, czy mi się zdawało? - Że niby co? - Nie wiem właśnie - odparł Maniek. - Coś dziwnego po prostu usłyszałem. Kurde, może ktoś w którejś windzie ugrzązł między piętrami i wołał? Tadek już miał na końcu języka miał jakąś zgryźliwą uwagę w stylu „wydaje ci się, bo rośniesz” albo „było chyba jednak o kieliszeczek za dużo”, lecz powstrzymał się. Zirytowany był co prawda, lecz nagle po prostu stwierdził, że ta cała sytuacja jest dość nieprzyjemna, do tego wystarczająco surrealistyczna, bez jego głupich komentarzy. Zamiast tego odpowiedział: - Nic nie słyszałem. Tu są rury na wierzchu. Poniosło coś po nich i tyle. Do tego echo jeszcze... - Naprawdę słyszałem jakby wołanie... - Idź lepiej. Ja nic nie słyszałem. Maniek bez słowa w ruszył w górę. Jego także zaczynało to wszystko drażnić. Durna, do tego niemal surrealistyczna sytuacja. Pokonali jeszcze jedno piętro w nikłym świetle, jakie generowała komórka, zanim ponownie otworzył usta. Poinformował Tadka, że znajdzie jakaś latarkę, jak tylko wejdą do mieszkania, następnie sprawdzi, czy któraś z kabin nie utkwiła pomiędzy piętrami wraz z jakimś spanikowanym sąsiadem. Tadek wywrócił tylko oczami. - Rób co chcesz. Ja zasuwam prosto do łóżeczka. Jeszcze chyba tylko jedno piętro, o ile nie popieprzyliśmy rachuby. Jakoś dotąd nie zauważyłem, że są tak wysokie. Maniek wzruszył ramionami. Wreszcie wgramolili się na siódme, docelowe piętro, gdzie w ciemności odetchnęli z obaj z…

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%