Ustawienia czytania
Preferencje tekstuŹródło: ustawienia tej wizyty
Motyw

Fantastyka · 9 min czytania

Ciemność

Bezpłatny fragment · pierwsze 50%

Noc, chłód, ciemność. Włosy na grzywie konia powoli sztywniały z zimna. Mrok spowijał okolice. Wokół panowała zupełna cisza, przecinana co chwile przez odgłos stukających podków o kamienny trakt. Drogę jeźdźcowi oświetlał blady księżyc na bezchmurnym niebie. Zbliżał się do celu. Wraz z pokonywaną odległością, korony drzew ustępowały miejsca dużemu jednolitemu kształtowi, który rysował się coraz wyraźniej na tle padającego światła. Mężczyzna zatrzymał konia i spojrzał na niedużej wielkości marmurowy budynek. Gzyms i fryz już dawno skruszały pozostawiając spore luki, a ozdobny frontowy filar starał się jeszcze dotrzymać towarzystwa dumnemu bliźniakowi. Zsiadł z konia, niedbale przełożył uwiąz przez wystający pręt z bramy i zapalił pochodnie wydobytym przed sekundą krzesiwem. Ruszył ku masywnym drzwiom otoczonym bogatą fasadą. Trzymając ogień w lewej ręce, pchnął odrzwia, które ustąpiły z zaskakującą łatwością. Od razu przebrnęła mu myśl, że ktoś z nich regularnie musi korzystać. Znalazł się w małym pomieszczeniu o wysokim sklepieniu, którego marmurowe ściany przybrały teraz kolor żółtawego światła. Wbrew przypuszczeniom pomieszczenie nie było bogato zdobione. Po bokach znajdowały się głównie niezbyt imponujące epitafiumy z wyjątkiem jednego. Naprzeciw wejścia po pokonaniu paru stopni schodów, wyżłobiona była prostokątna wnęka z jednym z najbardziej okazałych jakie najemnikowi przyszło dotychczas spotkać na swojej drodze. Tekst na nim widniejący, został prawie w całości zniszczony w wyniku działania czasu, ale dało się odczytać jeden wyraz. – Vilor - wyszeptał mężczyzna po czym powiedział w myślach. – Dobrze trafiłem. - Zaczął powoli przesuwać dłonią w okolicach wnęki w poszukiwaniu przełącznika lub innego przycisku uruchamiającego przejście. Natrafił na jakiś nieregularny kształt, po czym go wcisnął. Rozległ się odgłos trących wzajemnie o siebie kamieni. Podszedł do dopiero co otwartego przejścia, rozejrzał się i zaczął schodzić stromymi schodami w dół. Chłód, ciemność. Światło pochodni przegrywało w spotkaniu z gęstym mrokiem. Tunel był tak bardzo wąski i niski, że głowa prawie zawadzała o sufit. Wraz z coraz dalszym zagłębianiem się w podziemny korytarz, pod stopami robiło się coraz bardziej miękko. To był piasek. Kroki mężczyzny przycichły. Pochodnia jakby trochę przygasła. Dobył broni. Na ścianach zajarzyły się znaki rzucane przez mieniące się czerwienią, fioletem i żółcią runy wzdłuż głowni. Uzbrojony w stalową odwagę ruszył dalej. Dobiegł go dźwięk trącego kamienia, choć może mu się tylko zdawało. A może to była odsuwana płyta? – Ostatni raz wchodzę do mauzoleum – powiedział do siebie. Szedł dalej dopóki nie dotarł do pomniejszej krypty. Ściany w tym miejscu były bledsze od tych na górze, a ozdobne ornamenty i malunki wciąż zachwycały. Panował tutaj nieopisany ziąb inny od tego na powierzchni. Przylegał do ścian i kleił się do przedmiotów. Ciężko psuł powietrze i przeszywał zmysły. Tylko miecz zdawał się emanować ciepłem. Z boków pomieszczenia odbiegały dwie odnogi. Jedna na wprost, a druga w lewo. Najemnik wybrał tę w lewo. Korytarz bardzo przypominał ten z początku, tyle tylko, że był trochę szerszy. Poczuł się pewniej. Idąc dalej, napotkał kolejne dwa rozwidlenia, na których dwukrotnie skręcił w prawo. Odniósł wrażenie, że im dalej idzie w głąb katakumb, tym bardziej robi mu się chłodno. Szedł tak jeszcze przez pewien czas dopóty, dopóki nie zauważył końca tunelu. Zwolnił kroku, a po pewnym czasie przystanął. Cisza. Panowała zupełna, niczym nie zachwiana cisza. Nawet płomienie pochodni zdawały się wsłuchiwać w milczenie ciemności. – Przecież jesteś w grobowcu – zagadał do siebie.- Jak nie tutaj ma być cisza, to gdzie – dodał. A jednak coś było nie tak. Przypomniało mu się po co właściwie tutaj zszedł i zaraz sprawdził czy trzyma dalej miecz w ręce. Trzymał. Ruszył przed siebie. Wiedział, że zaraz wkroczy do dużego pomieszczenia. Wiedział również, że musi się spieszyć. Tak jak przewidywał, komnata była duża. Bardzo ciemna i bardzo duża. Przystanął na chwile, żeby jej się przyjrzeć. Ściany układały się w prostokąt, a pod nimi leżały poukładane nierówno sarkofagi. Niektóre pootwierane. Środkiem nad ciemną przepaścią przebiegały trzy mostki szerokie na metr, które zbiegały się w centrum. Dwa mostki boczne prowadziły do dwóch korytarzy po lewej i prawej stronie, a trzeci do tunelu, z

Postęp podglądu tylko w tej sesji · 0%