Kryminał · 5 min czytania
Ciemny las
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kapitan Fiedrich von Schulenburg przedzierał się przez las. Przedzierał to złe słowo. Schulenburg uciekał. Każde mijane drzewo miało twarz, każde wykrzywiał grymas bólu lub nienawiści, każde krzyczało za nim przeraźliwe. Słyszał szepty, tak wiele szeptów... „..Fiedrich...mein Freund.! Halt !.” I jęki, jęki potępionych.. „ Kapitanie..czemu na to pozwoliłeś ? Ruski nas złapały..wbili gwoździe w ręce..tak strasznie bolało, kapitan..drzewa..wiszą na drzewach..bez skór..” Schulenburg padł na ziemię i zakrył uszy rękoma. Zawył rozpaczliwie: - Zostawcie mnie ! Odejdzcie ! Dajcie mi żyć ! Jęki zdumiały się. „ Żyć ? Warum ? Nam nie dano..my mamy żony i dziewczyny..przepustka za tydzień miała być..A ty ? Ta wieś..nakazałeś..oni nas teraz męczą, oczy drapią, jedzą nas żywcem ! Dołącz do nas..tu..jest spokojnie. Tylko trochę boli. Ale to nic...” - Nie ! Wstał z miękkich liści i wyjął pistolet. Cztery kule. To nic. Zabije ich. Potworny śmiech zatrząsł lasem. „ Kule ? To nic ci nie da, mein freund..ten las to ty..a my..jesteśmy twoim przeznaczeniem..” Fiedrich przyłożył sobie pistolet do głowy i strzelił. Nic. Nie ma kul. Znowu padł i zaczął szlochać. „ Ciii..już dobrze..nie płacz..” Podniósł głowę. - Mutti ? Przed jego oczami stanęła jego matka, taka jaką ją zapamiętał. Wysoka, dostojna kobieta, z siwymi włosami zawiązanymi w kucyk. „ Nie płacz, Fied..uciekaj..wydostań się stąd..” „Nie ! On jest nasz ! Precz maro ! „ „ To wy uciekajcie, pogańskie bóstwa ! Na Chrystusa, zaklinam was ! „ Dało się słyszeć jeszcze głośniejszy śmiech. „Zabieraj swojego boga ze sobą ! My byliśmy wcześniej, byliśmy od początku..ten las to historia świata. Nie ma tu dla was miejsca. PRECZ ! „ W oczach jego matki zalśniły łzy. „ Już Fied..już..niedługo...” - Matko ! Jęki zabrzmiały czule: „Widzisz ? I już..wszystko w porządku..będziesz nasz, dołączysz do nas..do wielkiego lasu..Moribunda„ Fiedrich znał to słowo. - Nigdy ! „ Tak ? To patrz..” Zza drzew wychynęła istota poruszająca się na czterech łapach. Początkowo Schulenburg myślał, że to wilk, potem dostrzegł, że czarna sierść stworzenia to włosy. Poruszała się krótkimi skokami. - Boże..nie.. To nie był wilk. To dziewczynka. - Dziecko..co ci się stało ? Dziewczynka uniosła głowę i zza burzy włosów dało się widzieć twarz. Uśmiechniętą, zębatą paszczę. I czarne otwory w