Inne · 3 min czytania
cień kolumn w katedrze Świętego Jakuba
Bezpłatny fragment · pierwsze 50%
Początek1 / 1
Kiedyś tu byłem. Ludzie jacyś dziwni i kartki przemykające zbyt szybko. ¼ całości włożona pomiędzy. Będąc po i przed, gdzieś w oddali, czasem obok pytań biegnących jak autostrady za oknem, miałem czas na herbatę. Sączyłem ją powoli, tak jak skapuje jad z żądła spracowanej osy. To ja ją zabiłem. Moja naiwność nie miała granic. Słowa wyraźnie nie pasowały do niczego, a schody prowadziły donikąd. Słudzy przynosili mi posiłki zapominając o moim szaleństwie. Jedynie psy szczekały. Im nikt nie daje poleceń. Katalina była rodzajem snu, otwartym na rzeczywistość, kawałkiem drutu wystającego z mojego poranionego światłem piedestału. Dręczyła mnie rozmową. Ja nie chciałem słuchać o nieśmiertelnej duszy, a ona nie przestawała intonować litanii. Grzesznicy podchodzili pod bramy pałacu by jej słuchać. Ogień przyniósł oczyszczenie. Dwie sakiewki w kieszeni lubieżnika wystarczą za najlepszy dowód. Kroki odmierzają pojemność korytarza. Łzy nie mogą zastąpić otwartych okien. Powietrze przepływa świeżością, nowym dniem wstającym każdego poranka.
Dręczyły mnie koszmary, postacie powstające w zakamarkach, biegające ponad